Hej dziewczyny tak mi wpadło na myśl bo dużo rozmawiałam dzisiaj o tym z jedną pacjentką.
Mianowicie chciałam poruszyć temat który na Instagramie czy tik toku nie istnieje bo przecież macierzyństwo to głównie uśmiechnięte bobasy, czyste domy i pachnąca kawa. Nie wspominając juz o pomocy kochającego męża czy partnera. Rzeczywistość bywa jednak inna. Ta pacjentka na 2 dzieci 5 latke i 3 miesięcznego bobaska opowiedziała mi, jak potwornie czuje się psychicznie i fizycznie w macierzyństwie i że od dłuższego czasu nie ma już na nic siły. Zaczęłam drążyć temat i trafiłam na pojęcie syndromu wypalenia rodzicielskiego. Okazuje się, że to nie jest zwykłe zmęczenie, które mija po jednej przespanej nocy, ale głębszy stan, w którym rodzic ma dość własnych dzieci. Objawia się to też tym że robi przy dziecku minimum, przewijanie, karmienie. Jak robot, to nie mija po nocy ale trwa dłuższy czas. Rodzic ma poczucie że nie jest idealny, że mógł by więcej ale nie ma pomysłu na nic więcej. Podobno w tę pułapkę najczęściej wpadają osoby, które starają się robić wszystko perfekcyjnie, zapominając o sobie. Ta rozmowa z nią natchnęła mnie, żeby zapytać o to tutaj, na forum.
Przechodziłyście to ? Albo znacie kogoś kto przechodził? Jak w ogóle sobie z tym radzić? Wiadomo że człowiek też może mieć gorsze dni w których nie chce się nic robić ale jeżeli trwa to dłużej co w tedy?
Oooo gruby temat. Ja też to zauważyłam że wszędzie w mediach społecznościowych czy innych artykułach w necie zawsze przedstawia się
rodzicielstwo jakoś właśnie coś bajkowego…… że karmienie piersią to oczywista oczywistość. Dzieci takie nie mają kólek i przesypiają cala noc. Sama się łapałam na tym że szłam mega wymęczona, nie do życia po kilku nieprzespanych nocach i miałam wszystkiego dość i na nic nie miałam siły a tu patrzę na mamy które robią setki zdjęć malucha i wrzucają na Ig na przykład albo sesję zdjęciową i mają siłe na to czy na wakacje lub podorze z maluchami…… a ja padałam na pysk i myślałam tylko o wyspaniu ….Nawet czasem czułam flustracje i potem obwiniałam się że jestem złą mamą bo przecież tak chciałam malucha a miałam negatywne emocje ….
Ale sobie myślę że to wyszyło zależy od sytuacji …. Ja opiekowałam się sama synkiem jak męża nie było i był w pracy…. Nie miałam babć czy cioc które by przyszły i wzięły małego na chwile żebym mogła odetchnąć …. Dlatego wysaje mi się że mamy mające taką pomoc mają ten czas na regenerację i powrót do siebie szybszy i może też inaczej to u nich wygląda.
Tu się zgadzam że za mało się o tym mówi a przede wszystkim za mało się takim mamą pomaga. Zwłaszcza mężowie i partnerzy. Ja też czasami musiałam na moim wymuszać pewne rzeczy by wywalczyć dla siebie trochę odpoczynku i wywietrzenia głowy ….nie rozumiał czasem że to połóg, że hormony itd. Bo nie każdy facet o tym pomyśli. A ja jestem ow stanie sobie wyobrazić że można mieć dość własnych dzieci. Wiem że moja siostra jak miała przesyt to też upychała dzieci po rodzinie by mieć chwilę dla siebie…… ja tego nie popierałam ale może faktycznie w ten sposób sobie z tym przesytem radziła?
Przede trzeba takim mamą pomóc. Wziąć dzieci na jakiś czas (godzinkę, dwie czy 3). Dać mamie czas dla siebie. Pomiatać też w opiece higienie maluszków …… słuchać jej i starać się pomóc.
Ja mam jedną córeczkę i jeszcze małą ale rozumiem że można tak mieć. Myślę że to przede wszystkim też kwestia egzemplarzy jakie się ma w domu
przy samoobsługowych bobasach to rzadziej wystąpi niż przy dziecku które ma temperament i swoje zdanie od urodzenia. A jeszcze niech się trafi typowe hnb to już w ogóle
u nas od tygodnia mamy cięższy czas bo mała nie śpi i marudzi na spanie, a czasem jak widzi tylko że pora drzemki to alarm… Jak już zaśnie w dzień to tylko na mnie. Myśleliśmy że wyjazd tak na nią wpłynął ale nie. Do tego stopnia, że mama jak chciała mnie odwiedzić to jej powiedziałam że mam dość ludzi i nie chcę nikogo widzieć.
Kwestia tego perfekcjonizmu na pewno odgrywa tu wielką rolę, bo ja po tygodniu bycia z dzieckiem w domu wiedziałam że posprzątam mieszkanie tak na serio serio dopiero jak ona pójdzie do żłobka, bo wcześniej się nie da
i dopiero jak się z tym pogodziłam to jest mi łatwiej ![]()
@LawiBlue wiesz wszystko zależy od sytuacji , podejscia danej osoby itd
ja moze nie tyle dzieci co wszystkiego miałam juz serdecznie dość
spędzanie samemu praktycznie 24/7 z dziecmi przez dwa miesiace intensywne ząbkowanie skoki i pakowanie wszystkiego dalo w kosc ale sa momenty ze pokazują jak bardzo warto ze tp wszystko nie idzie na marne a kiepski czas kiedys sie skonczr
w takich chwilach raz że olewalam patrzenie na idealne zycie w mediach społecznościowych a dwa nie miałam na tp po prostu czasu … w wolnych chwilach jadłam odciagalam i mylam tw graty do karmienia i idciagania ale przyszedl czas ze moglam trochę odsapnac i osoby które dawaly mi wsparcie psychicznie a to naprawdę dużo mimo ze byłam sama skazana na opieke nad dziećmi i ogarnianie domu i rzeczy… ale tez mając drugie tez inaczej do tego podchodzę bo dużo spraw przy pierwszym mnie zaoralo
Oczywiście że tak z tym się zgodzę. Każdy z nas jest inny l, jeden ogarnie, drugi nie jak to się mówi. Ale jeżeli trwa to długo i te lepsze momenty nie nadchodzą a od rodziny czy partnera słyszy się tylko jaka to jesteś nie zaradna, nie zadbana i takie tam. Kurcze to takie przykre bo przecież to kobieta nosi dziecko pod sercem, później rodzi i przecież znaczna część obowiązkow spada na nią. Super że nie patrzysz na to co na mediach społecznościowych ale chyba nie każda kobieta tak potrafi
wiem ale kiedys tez tak miałam ze patrzyłam porównywałam itd dałam sie wciągną w tą cala karuzele idealizmu itd tez byłam mamą po raz pierwszy
Ale kwestia samoobsługowych bobasów też może przytłoczyć bo to chyba chodzi o to że ta matka jest ciągle 24/7 nie ma w zasadzie kontaktu z nikim i jest odcięta od świata bo dziecko bo za małe, bo ząbkuje, bo nie śpi, bo śpi, bo je bo zawsze coś. Tu chodzi też i to chyba że kiedyś człowiek mógł wyjść kiedy mu się podobało a teraz musi patrzeć na dziecko i wszystko podporządkować pod nie. To w sumie temat który dotyka wiele kobiet ale o tym się nie mówi tylko czemu ?
O tak wzięcie malucha nawet na chwilę robi dużo dla mamy. Przynajmniej można się iść nawet normalnie wykąpać. Już nie mówiąc to wyjściu na kawę czy zakupy. Samemu znacznie ciszej to wszystko ogarnąć.
Tez zauważyłam że mówienie o rodzicielstwie jest przedstawiane w samych superlatywach, nigdzie nie mówią o cięższych chwilach a przecież one też są. Powinno się już w szkole rodzenia mówić że jak będzie nam mamom ciężko to możemy zadzwonić na jakiś telefon zaufania i porozmawiac albo wyżalić się koleżance. Jak człowiek sobie tak ponarzeka to czasem robi się lepiej ![]()
Przechodziłam to ze starszą. Byłam na skraju plus jeszcze kp, moja teściowa była zazdrosna, że mąż nie poświęca jej tyle uwagi co wcześniej, mój ojciec mocno się pochorował a przyjaciele zaczęli z tekstami że przecież na pewno nie jest tak źle aby nie dramatyzować. No i jak prosiłam abyśmy się spotkali na moich warunkach, to zawsze było no bez przesady gazt butelka - starsza jej nie akceptowała. Miałam tak wszystkiego dość, że ona potrafiła leżeć w osrranym pampersie a ja byłam jakbym nic nie widziała.
Co się zmieniło nawet nie pamiętam dokładnie momentu. Ale było ciężko.
Przy młodszej na szczęście tak nie mam. Chociaż czasami jak starsza mówi 40 razy w ciągu pięciu minut mamo to jestem bliska po prostu wyjścia z Siebie. Ale teraz mam po prostu dzięki temu w przedszkolu i tak dalej więcej osób w środowisku które bardziej rozumieją sytuacje
Kurcze to ciężko miałaś faktycznie. Czyli problem w zasadzie dotyka prawie każdej mamy tylko się o tym nie mówi a to nie jest dobre. I to podejście że nie jest tak źle no z ład możesz wiedzieć skoro nie jesteś w mojej skórze. Mam nadzieję że ta świadomość się zmieni
A to nie jak baby blues ? Że robi się wszystko przy dziecku ale jak z pilota ?
Ja na szczęście nie staram się być perfekcyjna we wszystkim. Potrafię mieć 4-5 dni np stertę prania do prasowania i wezmę się za to jak będę miała
Chwilę czasu i więcej siły.
Ogólnie dopiero wszystko przede mną bo od niedawna jestem mamą.
A co do rozwiązania to myślę że partner powinien takie rzeczy wyłapać i z nami porozmawiać czy nie potrzebujemy pomocy np psychologa może ?
Bardzo ciekawy temat , ja tak nie mialam , ale faktycznie w tych czasach wszedzie do okola w internecie widac obraz perfekcyjnych zyć , tam gdzie rodzice maja czas na prace , zabawe z dziexmi , imprezy , 10 etapowy skin care , hobby , silownie a w ich domach panuje nieskazitelna czystosc i bog wie co jeszcze. Wiex wydaje mi sie , ze bardzo latwo wpasc w taka pułapkę myslowa , ze skoro innym sie udaje to dlaczego ja nie potrafie tego wsyztskiego ze soba polaczyc i byc moze to we mnie jest problem , wtedy pojawia sie depresją, pretensje do otoczenia czy do partnera , bo na internecie wspolne zycie wyglada inaczej niz w rzeczywistosci .
Ja przeżywam coś takiego teraz. Mam takie sinusoidy, parę dni jest okej, nagle coś się zrypie - nieprzespana noc, brak chwili w ciągu dnia bo ciągle płaczą i wpadam w doł. Taki że żyć mi się nie chce (tak w cudzysłowie) chodzę ponura, dzieci mają apogeum płaczu z niewiadomo jakiego powodu pakuje dzieci do wózka i wychodzę z domu i sama płacze. Poszłam po pomoc, radą jest poświęcać więcej czasu dla siebie. Jest to z jednej strony wykonalne bo jestem jedną z nielicznych osób które mają tak ogromną pomoc od mamy i teściowej. Staram się wykorzystywać wtedy kiedy potrzebuje coś ogarnąć, zakupy, posprzątać czy ugotować albo wyjść do lekarza czy po córkę do przedszkola. Raz na jakiś czas wyjdę z koleżanką Jak mąż wróci z pracy. I mimo tych okazji które mam żeby wyjść z domu bez dzieci napawam się wolnością wracam w wyśmienitym humorze po czym potrafię znowu wpaść w dół w przeciągu paru godzin jak dzieci złapią chandrę. Czuje się wtedy jak najwieksza pesymistka świata. Czuje się tez poniekąd uwięziona. Pamiętam jak wyglądał pierwszy rok z pierwszą córką, bralam ją do auta jechałam do koleżanki na kawę, albo polazić po sklepach czy do parku w innym mieście. Przy bliźniakach moim szczytem jest dojechać wózkiem do miasta do najbliższego Rossmana i Pepco. Nie jestem w stanie nikogo odwiedzic z dziećmi, nie wpakuje sama wózka do autami. Nie narzucam sobie perfekcjonizmu ani nie działa na mnie piękne insta życie i nie zarzucam sobie że robię coś źle. Tak ogólnie chodzi o zmęczenie życiem, na które mam wrażenie że nie ma rozwiązania …
Kurcze rzeczywiście temat poruszający bardzo ważne zagadnienie jakim jest nasze zdrowie psychiczne. ![]()
U mnie może nie jest to aż w takim stopniu, ale właśnie z racji tego że zawsze lubiłam być perfekcjonistką, mieć wszystko zaplanowane, zrobione na bieżąco itd, naprawdę bardzo często łapię się na tym że właśnie takie rzeczy teraz przy maluchu powodują u mnie frustrację, niezadowolenie z siebie, a takie poczucie że nie mogę się wyrobić z czymś, czy po prostu całe to obciążenie w chwilach kiedy zmęczenie osiąga wysoki poziom doprowadza mnie do takich wyrzutów sumienia o wszystko ![]()
Walczę z tym, próbuję odnaleźć w tym równowagę, przekonuję sama siebie że należy mi się też chwila odpoczynku i jak pranie powisi kolejny dzień na suszarce to świat się nie zawali, dodatkowo synek potrzebuje mojego towarzystwa bardziej niż sprzątniętego prania, czy innych porządków…
Także rozumiem w stu procentach Mamy, które znajdują się w takich sytuacjach, bo wiem że wiele zależy też od naszych charakterów czy wrażliwości, kiedy dołącza się do tego ogromne zmęczenie ![]()
Dlatego dużo kobiet nie przyznaje się jak im jest źle bo zamiast dostać wsparcie to jest tylko umniejszanie problemom
Tak I mówienie że przesadzasz. A najgorsze jest to że zazwyczaj kobieta kobiecie tak powie bo niejeden facet się nie odezwie.
Ja życzę każdej mamie takiego wsparcia jakie mam bo nikt mi nie mówi że przesadzam itd. na pewno mi to pomaga że mam zrozumienie i pomoc żeby wyjść i się “odchamić”. Czasami myślę sama o sobie że kurde inni na prawdę są sami zdani na siebie a mimo tego mam takie stany załamania. Czuje jak po drugim porodzie mi się pozmieniało pod kopułą i zwalam to na hormony ![]()
Hormony dużo robią naprawdę. Ja podziwiam samotne matki które dosyć że muszą się uporać z traumą że są same to jeszcze dziecko i brak jakiej kolwiek pomocy. Takie kobiety to dla mnie bohaterki
Też tak myślę że jakbym ja dała radę jak i tak we dwójkę mamy pełne ręce roboty np dziś próbujemy sprzątać dom i gotować i to sprzątanie tak średnio idzie
Myślę że czasami każdy ma dość , zmęczenie hormony i wszystko daje siwe znaki