Myślę, że wiele mam może się w tym odnaleźć, bo macierzyństwo naprawdę nie zawsze wygląda tak, jak pokazuje się je w social mediach.
Przy dwójce dzieci też miałam momenty ogromnego zmęczenia, kiedy człowiek funkcjonuje trochę jak robot – nakarmić, przewinąć, ogarnąć dom, zrobić to, co konieczne i wieczorem nie mieć już siły absolutnie na nic.
Najtrudniejsze chyba jest to, że często pojawia się wtedy poczucie winy. Człowiek myśli, że powinien być bardziej cierpliwy, więcej się bawić z dziećmi, mieć więcej energii, a przecież „inne mamy jakoś dają radę”. Tylko że nie wiemy, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami ich domów.
Myślę, że bardzo ważne jest, żeby nie bagatelizować takiego stanu i nie wmawiać sobie, że wystarczy jedna przespana noc albo weekend odpoczynku. Jeżeli przez dłuższy czas czujemy się wyczerpane, obojętne, przytłoczone i mamy wrażenie, że tylko wykonujemy podstawowe obowiązki, warto powiedzieć o tym komuś bliskiemu i poszukać profesjonalnego wsparcia. To nie jest oznaka bycia złą mamą ani porażki. 
Sama też coraz bardziej uczę się, że nie muszę być idealną mamą. Dzieci nie potrzebują perfekcyjnego domu, codziennie wymyślanych atrakcji i mamy, która zawsze ma siłę i dobry humor. Potrzebują przede wszystkim obecnego i kochającego rodzica. Czasami „minimum” w trudniejszym okresie naprawdę jest wystarczające. 
I chyba warto o tym mówić głośno, bo im więcej takich tematów poruszamy, tym mniej kobiet będzie miało poczucie, że tylko z nimi jest coś nie tak. 