Drogie Mamy!
Pamiętam, gdy moje pierwsze dziecko zasiadało do obiadku, po czym zaczęły się protesty: nie ta łyżeczka, nie ten widelec, nie ten taboret… po chwili wymuszony płacz bez ani jednej łzy. Przy czesaniu… nie taka fryzura (dłużej schodziło mi z czesaniem włosków, niż trwała sama fryzura…), przy ubieraniu… to dopiero była katastrofa… oj, ciężko było dogodzić małej damie… czysta, uprasowana sukieneczka po założeniu traciła swój wygląd. Córcia ją specjalnie wymiętoliła ugniatając w rączkach, następnie na nią napluła. Z innymi ubrankami też tak robiła, kiedy jej nie przypadły do gustu… Mało tego… przy takich czynnościach używała już wulgaryzmów marudząc sobie cicho pod nosem…
Czy Wasze pociechy również przechodziły tzw. okres “zbuntowanego dwulatka”? Jeśli tak, w jaki sposób on się objawiał? Jak radziłyście sobie z takim zjawiskiem? I co ważne, jak długo trwało to u Waszych dzieci?
Synek siostry nie przechodził aż takiego buntu - czasami jak to dziecko coś zbroił, ale wtedy karą było siadanie na schodek na jakieś 5 minut, żeby się wyciszył i to na niego działało.
Za to córka koleżanki to miała dopiero bunt - krzyki i płacze non stop. Kiedy do nich przychodziłam dziecko brało moją torebkę, wysypywało zawartość i niszczyło co mogło, np. otwierała nową pomadkę i rozgniatała nią o podłogę… Albo podchodziła do mnie i uderzała mnie w twarz. Podczas jedzenia wyrzucała wszystko na dywan. Najgorsze że koleżanka nie reagowała na to. Dziecko przy niej robiło co chciało, bo nie znało granicy.
Za to jej mąż tłumaczył groźnym tonem, że dziecko robi źle, że tak nie wolno i przy ojcu zachowywała się grzecznie.
Nie jestem za stosowaniem kar fizycznych - klapsów, bo uważam, że nic nie dają. Moim zdaniem należy tłumaczyć, że takie zachowanie jest złe, że dorośli takich rzeczy nie robią i dzieci tez nie powinny. A kara to zabranie np. jakiejś ulubionej zabawki na jakiś czas.
Słyszałam tez o metodzie zbierania naklejek - jak dziecko zrobi coś dobrego, w czymś pomoże dostaje naklejkę, jak coś spsoci - naklejkę mu się zabiera. Jak zbierze przykładowo 7 ma obiecaną jakąś nagrodę (oczywiście nie przesadzoną). Słyszałam od koleżanek z pracy, że u nich się to sprawdza na urwisów.
Korcia na pewno trzeba dużo cierpliwości przy takim zbuntowanym dziecku. Krzyki, klapsy na pewno nie są dobrym pomysłem i mogą tylko wzmocnić w dziecku agresję. W tym wieku maluch już dużo rozumie i tłumaczenie mu że robi źle na pewni pomoże w jego zachowaniu. Wszystko trzeba tłumaczyć spokojnym tonem, można powiedzieć, że za takie złe zachowanie pójdzie do swojego pokoju i tam uspokoi się. Po pewnym czasie należy pójść do dziecka i powiedzieć że źle robi a na końcu jak zrozumie winę przytulić. Można oczywiście zastosować pomysł poprzedniczki i wprowadzić system nagród i kar, za każde dobre postępowanie plusik a za złe minusik. Za odpowiednią ilość plusikow można coś kupić dziecku.
Aby przetrwać ten trudny dla rodziców i dziecka czas buntu potrzeba dużo cierpliwości,rozwagi ,miłości i odrobinę sprytu ,najważniejsze aby nie dawać się zmanipulować ,być zdecydowanym ,ale jednocześnie koch ającym rodzicem
.Nie ma uniwersalnej rady na bunt dwulatka.U nas na napady płaczu lub złości raz pomaga odwrócenie uwagi ,lub przytulanie i mówienie do synka -Uspokój się kocham cię,nie płacz,a innym razem pomaga zaprowadzenie synka do drugiego pokoju i zostawienie go samego ,by się uspokoił(oczywiście z zaglądaniem do pokoju ,żeby nie pomyślał ,że jest całkiem sam).Potem staram się dużo rozmawiać z synkiem ,tłumaczyć,bo taki dwulatek już dużo rozumie.Nie jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania,moje dzieci muszą wiedzieć jakie zachowanie jest dobre ,a jakie złe,staram się im to tłumaczyć i wyjaśniać.
Przyda Ci się duuużo cierpliwości - to na pewno, konsekwencji też i dużo siły. Bunt w mniejszym lub większym stopniu przechodzi każde dziecko. Jedne niezauważalnie mają jakieś tam foszki jednak nie są one często i dziecko zachowuje się “normalnie” jak dotychczas a niektóre dzieci przechodzą bunt troszeczkę gorzej i w tym Twój Maluch. Jednak pamiętaj, że krzyki i klapsy nic nie dadzą a wręcz przeciwnie sprawią, że dziecko będzie bardziej agresywne w stosunku do Ciebie. Bo skoro mama mnie bije to nie jest nic złego i mogę jej oddać. Agresja rodzi agresję.
Dwulatce musisz dużo tłumaczyć ona już coraz więcej rozumie i musisz konsekwentnie za każdym razem, spokojnie i pomału tłumaczyć jakie zachowanie jest dobre a jakie złe. Dziecko zrozumie, że takie zachowanie nie spodoba się mamie.
Możesz też spróbować metody i w momencie napadu agresji zaprowadzić córkę do innego pokoju i poczekać aż się uspokoi. A jak już będzie spokojna to wytłumaczyć dlaczego była w innym pokoju i z powodu jakiego zachowania.
Jeśli dziecko ma napad agresji możesz ją złapać i usiąść na podłodze, dywanie i nie pozwolić na bicie. Po pewnym czasie będziesz w stanie rozpoznać kiedy dziecko będzie chciało uderzyć i zaczniesz reagować wcześniej.
Generalnie tłumacz, tłumacz i jeszcze raz tłumacz córce. Cierpliwości życzę i siły!
Tak, wiem… nie jestem zwolenniczką krzyków i bicia, w końcu to świadczyłoby o naszej bezradności w stosunku do dziecka… Nie wyobrażam sobie bić jakiegokolwiek stworzenia żywego, a co dopiero takiego malucha… nigdy tego nie robiłam… z podniesionym głosem natomiast bywało inaczej… czasami po prostu kończyła się moja cierpliwość… no cóż… postaram się zastosować Wasze wskazówki, o których wspomniałyście wyżej… Często starałam się właśnie nie zwracać uwagi na pewne zachowania, udawać że nie widzę i nie słyszę, ale bywały momenty, kiedy po prostu się tak nie dało… naprawdę byłam bezsilna wobec pewnych zachowań swojego dziecka… kiedy za karę zaprowadziłam córcię do innego pokoju, zaczęła płakać, krzyczeć w niebogłosy, kopać w drzwi i pluć… kiedy słyszałam jej płacz choć przez minutę, robiło mi się jej szkoda, w końcu ją zabierałam i tuliłam do siebie… tłumaczyłam, dlaczego postanowiłam zaprowadzić ją do innego pokoju… przez chwilę był spokój, wydawało mi się, że dziecko wszystko zrozumiało, ale za chwil parę powtórka z rozrywki… kolejny pomysł, aby zrobić coś na opak… często czułam się tak bezsilna, że samej chciało mi się tylko usiąść i płakać…
Moja córa ma półtora roku i właśnie już coraz częściej pokazuje swoje humorki. Co prawda mnie nie bije, ale za to szczypie, gdy jej się coś nie spodoba. Rzuca zabawkami ewidentnie z nerwów, jak jej na coś nie pozwolę to cokolwiek ma pod ręką to tym rzuci. Tłumaczę, że nie wolno, że to boli. Ale czasami też lepiej nie reagować, bo gdy ona widzi, że w ten sposób wzbudza moją reakcję to robi to jeszcze intensywniej. Aczkolwiek używanie wulgaryzmów to jakieś nieporozumienie. U nas w domu z mężem oboje bardzo uważamy na to co się mówi, to samo u dziadków. Niestety dzieciaki często przynoszą soczystą mowę właśnie z przedszkola, bo nie wszyscy unikają wulgaryzmów przy dzieciach.
Oj bunt dwulatka może nie przeżyłam ale obecnie bunt 5 latki przeżywam i podobnie jak u ciebie moja córcia sama chce się ubierać i wyszukuje sobie sama rzeczy a jak ja coś wynajdę to jest płacz, więc postanowiłam iż wprowadzę pewne zasady mianowicie daje córce wybór ubrania ale po między dwoma zestawami które ja przygotuję i jest ok. Co do czesania to czesząc jej włoski głośno komentuje jak śliczne ma włoski a jak pięknie wygląda w dobieranym i to odziwo działa. Trzeba znaleźć dobry sposób by dzieciątko się nie buntowało.
Gabilabi masz rację trzeba znaleźć dobry sposób, by dziecko się nie buntowało, chwalić, zagadywać, zabawiać tak aby dziecko zapomniało o buntowaniu a zainteresowało się czymś innym.
Bo najlepszy sposób na nasze dziecko to nasz sposób na nasze dziecko. Każdy musi znaleźć swój idealny, próbować, a nuż podziała. Niestety nie ma idealnej recepty a szkoda.
Gabilabi pomysł z wyborem świetny, też będę chciała w przyszłości stosować u córki. Dawać wybór, ale jednocześnie stawiać granice. Okresy buntu w żadnym wieku nie są łatwe, a mam wrażenie, że im dziecko starsze tym trudniejsze. My rodzice musimy stawiać im czoła.
Zgadzam się, że rodzice sami powinni wpaść na właściwą i metodę poskramiania takich zachowań. Również nie wyobrażam sobie bić dziecko w jakikolwiek sposób, ale nie jestem też zwolenniczką tzw.bezstresowego wychowywania. Dziecko musi wiedzieć co jest dobre, co nie i jakie są granice naszej tolerancji na jego humory. Rodzic nie powinien zostawać obojętny w momencie gdy dziecko podnosi na kogokolwiek rękę…tu pojawia się problem skąd miało taki pomysł jeśli rodzice/ opiekunowie nigdy nie zrobili mu czegoś takiego. Być może trzeba kontrolować programy czy bajki które oglada, może zobaczyło takie zachowanie u innej osoby?
Zrozumiałe jest, że na pewnym etapie rozwoju maluch zauważa swoją indywidualność i chce wymusić na nas, żebyśmy zaakceptowali jego wybór czy to ubrania/jedzenia/ bajki/ miejsca spaceru, w końcu dorośli też dokonują wyborów. Ważne, aby umiejętnie ten dziecka wybór poprowadzić. Kategoryczna odmowa zawsze spotka się z murem żalu i złości ze strony dziecka, próbujmy obrócić to w superlatywę np.cieszę się, że podoba Ci się to ubranko na dzis, ale ze względu na okazję/pogodę/ może wybierzemy coś innego, bo będzie Ci zimno/gorąco, zachorujesz itp.
Pamiętajmy, że dziecko jest naszym najlepszym obserwatorem i naśladowcą:)
Pozdrawiam
To prawda nie ma jednej uniwersalnej metody na nasze dzieci. Każdy rodzic musi znaleźć coś co będzie działało na jego dziecko. Nie jest to łatwe zadanie bo trze a spróbować wszystkiego jednak nie jest to niemożliwe. Każde dziecko jest inne i jest indywidualnościa ale to dobrze! Dlatego też trzeba próbować wszystkiego aż się znajdzie metodę najbardziej skuteczna.
Moim zdaniem najlepszą metodą jest wyznaczenie pewnych granic i wtedy trzeba konsekwentnie się tego trzymać a przyniesie to bardzo szybko efekty. Ale uważam, że każdy rodzić powinien wychowywać dziecko tak jak uważa za stosowne.
Corka magicznie wkracza w ten czas. na razie nie ma z nią większych problemów, łudzę się że tak już zostanie:)
Oczywiście pokazuje swoje humorki, gdy nie udaje jej się ułożyć klocków jak chce to potrafi nimi rzucić w kąt, ale za to nikogo nie bije i nie krzyczy.
Często tez pokazuje w sklepie co chce gdy jej na coś nie pozwolę to zaczyna płakać albo z buźki robi “podkówkę” nie szalej czy krzyczy tylko płacze tak jak w momencie gdy się przewróci.
Za to mam problem bo moja córka jest moim zdaniem za śmiała wszystkich zaczepia. Ostatnio w Lidlu stałyśmy w dość sporej kolejce przed nami była pani dosyć niskiego wzrostu, córka podeszła do niej i klepnęła ją w tyłek i zaczęła się śmiać “pupka” było mi strasznie wstyd a pani nie przyjęła to jako żart ze strony dziecka tylko bardzo się obraziła i powiedziała mi że mam pilnować własne dziecko… Wszystkim mijanym na ulicy mówi “cześć”… Tłumacze jej ale ona garnie się do wszystkich…
Bunt 2 latka, pozniej 3 latka itd
hehe niestety to normlany etap w życiu kazdego malucha. Jedna dziecko przechodzi to łagodniej, inne szatani strasznie
Ale jak to moja mama powiedziała…nie można z tym nic zrobić oprócz uzbrojenia sie w mooooorze cierpliwosci ![]()
U nas faktycznie bunt dwulatka był zauważalny. To taki etap, kiedy dziecko zaczyna rozumieć, że jest samodzielną, indywidualną jednostką i próbuje zaznaczyć swoje zdanie, swoje wybory, a jednocześnie sprawdza też granice wytyczone przez rodziców (“testuje” co mu wolno, a co nie). U nas akurat obyło się bez większych problemów typu bicie, gryzienie, histeria czy krzyki, ale w tym czasie szczególny nacisk kładliśmy właśnie na konsekwencje naszych działań (jeśli się na coś nie zgadzamy, to się nie zgadzamy, a jesli umawiamy się z dzieckiem, że za jakieś nieporządane zachowanie spotka je drobna “kara”, to musimy być słowni) oraz na tłumaczenie synkowi wszystkiego o co akurat pytał, albo z zaakceptowaniem czego miał akurat problem. Przykład: spotkałam wielu rodziców, którzy mówili dziecku “Pora na spacer” i zaczynali je na siłę ubierać, mimo że akurat było czymś zajęte. My stosowaliśmy metodę “planowania”, czyli najpierw sygnalizowałam synkowi, że niebawem wybieramy się na spacerek, więc trzeba zacząć sprzątać zabaweczki, ale dawałam mu jednocześnie czas na skończenie zabawy. Gdy pojawiały się protesty, starałam się wysłuchać synka i zrozumieć dlaczego protestuje (nikt przecież nie lubi jak mu się coś narzuca już, w tej chwili) i tłumaczyć także moją perspektywę, w tym przypadku akurat argumentować dlaczego tak ważne jest, abyśmy niebawem wyszli na spacerek (argumenty muszę być oczywiście dobrane do wieku dziecka). Zwykle udawało nam się osiągnać kompromis bez większego problemu
Podobne metody stosowałam we wszystkich aspektach codziennego życia
Bardzo pomocna dla mnie okazała się książka “Język dwulatka” Tracy Hogg i Melindy Blau, która bardzo ciekawie tłumaczy zachowania dziecka na tym etapie rozwoju.
Corka chyba niestety zaczyna wkraczać w ten buntowniczy okres. Zaczęło się to około miesiąca temu. Bez przyczyny krzyczy, płacze , kładzie się na podłodze i kopie nogami. Niestety nawet niekiedy potrafi uderzyć lub uszczypnąć. Gdy nie chce się jej czegoś dać to będzie tak głośno płakała jakby jej się jakaś krzywda stała.Na początku myslałam że zachowanie to wynika z tego że jest zbyt rozpieszczana przez dziadków. Mieszkamy razem z nimi i często pozwalają jej na to czego ja jej zabraniam. Ale gdy zauważyłam że postępuje tak samo przy nich to zorientowałam się że przechodzi kolejną fazę rozwoju czyli bunt. Gdy jesteśmy sami w domu to takie zachowanie nie zwraca mojej uwagi. Często przechodzę obok niej lekceważąc ją i to ją nieraz jeszcze bardziej złości. Wtedy przybiega do mnie i z płaczem przytula się do mojej nogi. Mimo tego że zawsze mówię sobie w myślach że nie mogę jej wziąć na ręce bo będzie to oznaczało że ona dobrze postępuje to i tak zawsze ją wezmę i przytulę. Niestety my kobiety jesteśmy chyba zbyt wrażliwe na krzywdę naszych dzieci i zawsze musimy im pomóc. Juli często w złości rozrzuca wszystko co ma obok siebie- zabawki jedzenie… Niestety ciosy z jej strony często zdarzają się na zakupach gdy trzymam ją na rękach, ona w każdą stronę zaczyna się wyginać i nagle macha rączkami i już łup i jedna znajduje się na twarzy. Takie zachowanie jest dla mnie bardzo przykre bo jak wiadomo od razu każdy się na nas patrzy i Bóg wie co myśli. Jedno jest tylko pocieszające że takie podłe zachowanie jest tylko skierowane do domowników a pozostali goście, członkowi są bezpieczni .
Moim zazwyczaj stosowanym sposobem na Julię są tak zwane trzy wdech i spokojnie zaczynam tłumaczyć jej że nieladnie postępuje. Często pomagają mi w tym kredki i kartka. Gdy ja zaczynam się tym zajmować coś tam sobie maluję ona z ciekawością wstaje z podłogi i idzie w moim kierunku. wiem że krzyki nic nie pomogą a mogą jedynie tylko zaszkodzić więc unikam podnoszenia głosu.
Mam nadzieję że ten bunt szybko minie
Jola12 faktycznie w Twojej sytuacji tylko spokój i konsekwencja moga pomóc. Córeczka ewidentnie sprawdza, na ile jej pozwolisz / pozwolicie, więc pamiętaj o tym, że jesteś przez nią bacznie obserwowana, a jak dziś uda jej się zrobić krok do przodu, to jutro będzie próbowała pójść jeszcze krok dalej… Polecam Ci książkę, o której pisałam wyżej (Język dwulatka), bo w niej opisane są fajnie sposoby radzenia sobie z zachowaniami, o których piszesz, tzn. z rozrzucaniem zabawek w złości, agresją czy histerią w sklepie. Najważniejsze to jednak przerwać w neutralny sposób złe zachowanie i tłumaczyć dziecku co zrobiło źle, gdy już się uspokoi. Np. jeśli jesteście w sklepie, a córeczka źle się zachowuje, należy z tego sklapu jak najszybciej wyjść. Jeśli trzymasz ją na rączkach, odłożyć do wózka, przypiąć pasami i poczekać aż jej zachowanie minie. Oczywiście nie tracąc przy tym wszystkim spokoju. Dopiero, gdy będziecie już na zewnątrz, a mała się uspokoi możesz z nią porozmawiać i powiedzieć dlaczego musiałyście wyjść, na jakie zachowania się nie zgadzasz i dlaczego oraz że od tej pory zawsze takie jej zachowanie będzie skutkowało wyjściem ze sklepu. Podobnie z porozrzucanymi zabawkami czy jedzeniem, albo biciem domowników. Wiem, że to tak łatwo się pisze, ale myślę, że jak Twoja córcia zobaczy, że mama nie żartuje i jest konsekwentna, a jej zachowania nieporządane, to może pomóc.
Mama_Ola książkę już wczoraj zamówiłam i czekam aż do mnie przyjdzie by usiąść i dokładnie ją przeczytać.
Zauważyłam że u mojej Julii problem polega nie na tym by robić mi na złość, tylko by to robić w towarzystwie innych osób . Dziś cały dzień byłam z nią sama w domu i nie zdarzył nam się napad żadnego buntu. Sama potrafiła się bawić, przyjść po mnie by dać jej biszkopcika, by położyć się koło niej na łóżku. Przez cały ten czas gdy byłyśmy same może i czasem pomarudziła ale nie wpadała od razu w histerię tylko słuchała co do niej mówię . Ale już jak tata wrócił z pracy to się znów zaczęło. Bo by chciała to czy tamto, bo się nie chce przebrać , a to nie tymi zabawkami chce się bawić. Mąż oczywiście od razu żeby ją podnieść dać jej to co chce choć nie powinna tego dostać. I to właśnie dostrzegłam że w tym tkwi problem . Jedno z rodziców jest konsekwentne a drugie zawsze chce załagodzić sytuację. Jutro zamierzam z mężem odbyć rozmowę na ten temat , bo jeśli tak dalej będziemy postępować to ona będzie wiedziała że przy innych ludziach może się "wyżywać " na rodzicach. Mam nadzieję że przeczytanie książki da mi jeszcze więcej pomysłów na radzenie obie z tą małą panną.
Jola12 to faktycznie trafna obserwacja! Malutka widzi, że mąż pozwala jej na więcej, ustępuje jej i chętnie to wykorzystuje
Chyba bez poważnej rozmowy z mężem się nie obędzie, bo, tak jak mówisz, córcia zawsze będzie działać tym schematem i cała Twoja praca na nic…
Córka mojej przyjaciółki też zachowywała się w niezbyt grzeczny sposób przy innych ludziach (przy dziadkach, gościach, na placu zabaw), bo chciała zwrócić na siebie uwagę - kiedyś się mówiło, że dzieci się “popisują”. Przyjaciółka zauważyła, że gdy są same w domku i razem spędzają czas, to nie ma takiego problemu (dziewczynka była grzeczna, spokojna, zero fochów), ale gdy pojawiają się inni dorośli i mama z nimi rozmawia, poświęcając jej mniej czasu, to wtedy dziewczynka zaczynała zwracać na siebie uwagę całego towarzystwa - szybko zorientowała się, że mama żywiej reaguje, gdy coś zbroi. Tylko oni mieli poważny problem, bo dochodziło do tego, że dziewczynka była bardzo agresywna w stosunku do innych dzieci i siebie, więc udali się do psychologa dziecięcego. To już taki skrajny przypadek.
U Ciebie pewnie wystarczy komitywa z mężem i gra do jednej bramki ![]()