Witajcie, synek zaczal chodzic do placowki przedszkolnej, oprocz tego ze ciagle choruje to jak pierwszy tydzien chodzil chętnie, tak teraz każdego dnia tata odprowadza go z placzem. Już adaptujemy sie od września jak to przetrwać i ile to może potrwać? Macie jakieś ciekawe porady jak pomóc dziecku znieść adaptację?
Z tego co Tu dziewczyny pisały to również przez pewien czas zmagały się z tym problemem. Najgorzej właśnie było u nich jak miały wracać ich dzieci do placówki zaraz po chorobie. Ciężko coś poradzić, może potrzebuje jednak więcej czasu ?
U nas tego problemu nie ma więc mi ciężko coś poradzić bo u nas problem odwrotny płacz i nie zadowolenie jak nie może iść do przedszkola
nie wiem czy cię pocieszę, ja niestety płakałam dobre 4 miesiące kiedy odprowadzali mnie do przedszkola hehe.. ważne żeby dziecko przygotować, na pewno będę starała się tak robić ze swoimi dziećmi. ja mam czwórkę rodzeństwa i po prostu mam wrażenie, że rodzice z automatu odprowadzali dzieci do szkoły i przedszkola hehe, bez gadania trzeba było chodzić. zresztą były to lata 90. inne czasy.
Ponoć najbardziej kluczowe jest czy placz jest w momencie tylko odprowadzania dziecka do przedszkola... Dużo dzieci po wejsciu na sale i przepłakaniu paru minut odnajduje się w momenti juz nie płacze..... ważna jest także reakcja przy odbieraniu... czy już cieszy się i jest zadowolony.... czy też płacz który towarzysy cyklicznie w ciągu dnia. u mojego dziecka w przedszkolu w drugim roku chodzenia dalej są dzieci które żle znoszą rozstania poranne ale potem w ciagu dnia pięknie się bawią. rodzice dwojki dzieci były nawet u psychologa i ona własnie mówiła że wszystko kwestia danego przypadku, więc ciekawe jak jest u was?
Nie wiedzialam, ze jest juz taki wątek. Dziękuję za odpowiedzi ;-) U nas wygląda to tak, ze synek placze przy odprowadzaniu, ale tez jak ja go odbieram placze, rzuca sie wrecz na mnie z placzem I mam problem zeby go ubrac w szatni i uspokoic, bo chce sie tulic. Mowi, ze nie wie dlaczego placze. W domu tez pyta o przedszkole w ciagu dnia i pyta czy jutro idzie do przedszkola i jak odpowiadam, ze tak to tez placze i
mowi, ze nie chce isc do przedszkola. Przed snem tez zawsze pyta i placz. No ciekawa jestem czy to przejdzie, bo już trochę zmeczylismy się tą adaptacją
SoniaK89 chyba nawet nie było takiego wątku . Dziewczyny pisały o tym w wątku "pogaduchy" tam piszemy co tam u nas :-D
Biedny Wasz maluch,ale może potrzebuje więcej czasu albo mu się tam coś nie podoba i dlatego taki uraz. Wiadomo z mamą w domu zawsze będzie najlepiej i najbezpieczniej
Sonia K89 może zorientuj się czy u Ciebie w miejscowości nie mam takich pedagogow, psychologów terapeutów kto was przeprowadzi przez ten czas. Bo skoro to nie jest tylko problem samej rozłąki to ja bym spróbowała jakiejś pomocy już skierowanej stricte na dane dziecko. Tu gdzie chodzę z córką fo logopedy jest taki ośrodek i czekając tam na nia osluchuję się z jakimi problemami przychodzą rodzice. Może taki terapruta szybko sprawdzi w czym tkwi problem i pomoże go rozwiązać. Mój chrześniak kochał żłobek natomiast w tej chwili przedszkola nie cierpi ale szybko się okazało ze niestety przez jedną Panią dużo dzieci ma ten problem. Przyczyn trochę może być
Ciężko o jakąś radę bo każde dziecko jest inne i każde inaczej się adoptuje. Często jest nawet także weekend z potrafi rozwalić wszystko to co wypracowało się w trakcie tygodnia. Trzeba czasu czasu i czasu
Aha @mazia ja jestem nowa więc nie dopatrzyłam się:-) hehe. Faktycznie moze jak problem bedzie jeszcze trwal to pomysle o wizycie u pedagoga. Mam nadzieje, ze w koncu to minie i ze tak jak piszesz @xyz to kwestia czasu.
Sonia miejmy nadzieję, że będzie dobrze i problem minie zapewne choroby nie pomagają w tej adaptacji może dziecko też jakoś podświadomie wyczuwa, że to je tam łapie nie wiem tak strzelam :D
U nas te był problem. od września chodzi a dopiero pod koniec października zaczęła chętnie bez płaczu chodzić. Krótkie pożegnania, informacja że będę po obiedzie. Po przedszkolu spacer tam gdzie ona chce, czasem zachodziksimy do sklepu i wybierała co chce. W.domu nie nalegałam by mówiła co było w przedszkolu. Ale.za to czytaliśmy książeczki o przedszkolu i tłumaczyłam jak jej dzień będzie wyglądał
Chyba dzieci z tego co już się zorientowałam nie lubią opowiadać co było w przedszkolu, chyba że same chcą się podzielic tą wiedzą, albo jak były jakieś atrakcje. w tej chwili na pytanie co było na obiadek moja córka zirytowana odpowiada, żebym przecztytała na tablicy a nie codziennie pytała o to samo. krótka piłka
Ja właśnie zaczynam adaptacje w zlobobku i jest to mega stres dla mnie . Pierwszy dzień byłam z córką razem a dzisiaj była godzinę sama . Na początku był palcz ale Anię mówiły że po chwili się uspokoiła i bawiła. Mam nadzieję że z czasem już będzie coraz lepiej i jakoś się zaadaptuje. Jutro zostaje na dwie godziny i tak z dnia na dzień będziemy powoli wydłużać aż w końcu normalnie zacznie chodzić . Dla mnie to ogromy stres a dziecko to na pewno czuje. Nie dość że muszę rozstać się z dzieckiem to jescze zaczynam nową pracę która również jest mega stresująca. Oby było tylko lepiej z czasem
XYZ w jakim wieku dziecko?
ja ryczałam pół roku w zerówce! bardzo dobrze, że zaczynasz od adaptacji. u mnie tego zabrakło, rodzice puścili mnie na żywioł i szok wziął górę.
z dnia na dzień bedzie coraz lepiej, najgorsze beda dłuzsze dni wolnego od przedszkola.
Ja jak byłam mała to ciągle wyłam w przedszkolu ale tylko jak mama wychodziła potem sie bawiłam;) córka za to zawsze chetnie chodziła do przedszkola
U nas Pani mówiła na początku że kazdy poniedziałek to taki 1 wrzesnia dla dziecka
to prawda ;) to tak jak my po urlopie do pracy ;)
Tez ciekawe porównanie faktycznie:)
AgataAR kiedyś były inne czasy. Mnie też mama zaprowadziła do przedszkola i nie było gadki. Nie pamiętam czy płakałam czy nie. O adaptacji mogłam zapomnieć. Ale chyba też czegoś takiego nie było. A osobiście uważam że to bardzo dobra sprawa bo dziecko może poznać lepiej nowe miejsce, Panie i zabawki.