Choroby w żłobku

#żłobek #choroby
❓❓Drogie Mamy, jak to jest u Was? Straszą mnie, że dziecko żłobkowe prawie do żłobka nie chodzi bo lekki katar i odsyłają go do domu. Straszą, że pierwsze miesiące to tylko tydzien na miesiac obecności.
❓❓Jak jest/było u Was? Czy jeśli faktycznie jest tyle chorób, to jak te żłobki istnieją? Rodzicom chyba nie opłaca się płacić za żłobek skoro dziecko jest w nim tydzien w miesiącu.
❓❓Kiedy/w jakim wieku oddaliście dzieci do żłoba? 

Oddałam pierwszego syna jak miał 11 msc . Chorob było dużo . Ale jakos dawaliśmy radę . Teraz jest w przedszkolu i jest totalny pogrom 5dni w miesiącu w przedszkolu reszta to choroby :/

Mój syn poszedł do żłobka jak miał 11 miesięcy, w sierpniu. Na początku było dwa tygodnie choroby plus rekonwalescencji, dwa tygodnie chodzenia do żłobka. Teraz po kilku miesiącach jest już lepiej. Choruje trochę mniej, nieobecny w żłobku przez około tydzień na miesiąc. A grudzień przechodził cały.

A jak radziłyście  sobie z l4? U mnie raczej  nie będzie  to mile widziane ze względu  na odpowiedzialną  pracę. Niestety  dziadkowie  odpadają. 

I dwa wasze  bobasy już chodziły?

I jak było z zaadoptowaniem się. Mój syn nawet  z tatą  nie chce zostać  jak mnie nie widzi.a co dopiero  w żłobku...

 

Nas na szczęście ominął ten problem :) 

Ale to chyba normalne, dużo dzieci, dużo zarazków nie to co w domu.. Niby tak się między innymi tworzy odporność, chyba etap nie do przeskoczeni niestety :(

U mnie dzieci cały czas chorują..  starszy na miesiąc. Jeden dzień był w przedszkolu , a młodszy 2tyg w żłobku i tydzień w domu.. w przedszkolu panuje rumien zakaźny i nauczycielka prosi żeby nie przeprowadzać dziecka chorego.. pediatra za to mówi,  że jeżeli pojawi się rumien to dziecko nie zaraża i może chodzić do przedszkola.. od wtorku wracam do pracy i nie wiem jak to będzie bo do tej pory jak nie jeden syn chory to drugi...

Myślę ze nie u wszystkich jest az tak zle ale napewno tych chorob jest duzo ja na swoim przykładnie nie powiem bo ani syn do żłobka nie chodzil ani nie zamierzam puszczac malej bo wlasnie te choroby mnie odstraszaja syn i tak non stop nam  chorował jak byl mniejszy wiec nie mam porownania ale faktycznie w zlobku czy przedszkolu jest takie siedlisko na raz Wielu roznych chorob bakterii no ale nie ma tez co wkladac placowek do tego zlego workq bo wiadomo ze chorobe dziecko tak naprawdę moze zalapac wszedzie 

Ja biorę L4 gdy muszę i się nie zastanawiam, bo zdrowie syna jest dla mnie ważniejsze niż obowiązki w pracy. No ale myślę też nad zatrudnieniem dorywczo niani na czas, gdy syna dopadnie choroba.
Przy wyborze żłobka warto się dopytać dyrekcji, czy sale są regularnie wietrzone, jak często jest przeprowadzane pranie wykładzin/dywanów, czy w placówce jest ozonowanie oraz dezynfekcja sal i korytarzy i jeśli tak, to jak często.

Ja niedługo wracam do pracy i też kombinuję czy żłobek czy babcia wolałabym to drugie ale zobaczymy czy zmienią mamie godziny pracy Jeżeli nie to zostaje żłobek 

My niestety  mamy dziadków  daleko. 

Syn od kiedy poszedł do szkoły to przestał chorować. A w przedszkolu ciągle jakiś katar go dopadał. Także myślę, że duży wpływ ma na to jednak sama specyfika takiego miejsca - dużo dzieci w jednym miejscu przez kilka godzin, dywany, zabawki, które może nie są dezynfekowane tak jak powinny, nie zawsze odpowiednio wietrzone pomieszczenia - no i przyprowadzanie chorych dzieci do przedszkola. 
Mąż pracuje na zmiany, ja mogę czasem pracę zdalną brać - przy synu sporadycznie korzystaliśmy z opieki dziadków - czasem tylko na 2 - 3 godzinki. Udawało się jakoś wszystko ogarnąć i pogodzić. Teraz - jak jest dwójka dzieci myślę, że jak wrócę do pracy to jednak będziemy musieli albo poprosić dziadków o większą pomoc albo znaleźć opiekunkę. 

O, Doris to co napisałaś ma duże znaczenie! Przy takich maluchach chyba kiepsko znaleźć czas na to wszystko, chyba że takie procedury są ze np wietrzenie i generalne porządki są dopiero jak dzieci wyjdą do domów? 

 

Jeśli chodzi o żłobek to mam znajome które szybko musiały wrócić do pracy i takie maluszki oddawały. Ja na razie mam ten komfort, że jestem jeszcze na macoerzynkim, a potem nie wiem, bo umowa wygasła w dniu porodu... 

No właśnie  żal oddawać  jak ma chorować. Inna sprawa  czy już chodzi  czy nie bo jak nie chodzi  to już w ogóle  słabo to widzę- jak sobie  da rade 

Ja mam taki komfort, że dziadkowie zostają w domu z córką. A ja od ponad roku nie byłam ani razu na l4 nawet jak córka była przeziębiona. Pewnie jakbym musiała, bo nie miałabym ją z kim zotsawiać to bym się nie zastanawiała i brała bym l4... ale myślę, że wtedy długo bym  nie popracowała bo by mi dali wypowiedzenie niestety;//