Karmienie piersią po CC

Drogie mamy, jak wyglądało u Was karmienie piersią po cesarskim cięciu? Co Wam pomogło w rozkręceniu laktacji? :smiling_face_with_three_hearts:

5 polubień

U mnie x2 sn wiec się nie wypowiem , ale z uwagą poczytam.

Drogie mamy raz jeszcze to napiszę Jesteście wielkie rodząc poprzez cc :star_struck::star_struck::star_struck::star_struck:

Tu niestety nie powiem bo rodziłam tylko naturalnie ale chętnie poczytam, kto wie co los przyniesie :smiling_face:

U mnie po cc najgorsze to było ból rany po cc przy przystawianiu dziecka , stres zmęczenie też robiło swoje . Ja nie miałam żadnego problemu innego z ilością pokarmu po cc , myślę że najbardziej pomogło częste przystawianie do piersi , kontakt skóra do skóry , regularne jedzenie i dużo piłam wody , nawet jeśli nieraz było trudno wiedziałam , że każda kropla się liczy :smiling_face:

1 polubienie

Ja urodziłam naturalnie i nie podzielę się doświadczeniem w tym temacie, ale wiem że karmienie piersią po cc jest jak najbardziej możliwe! :slight_smile:

1 polubienie

Mi pomogła pomoc położnych w szpitalu. Po cc położne przychodziły z synkiem i pomagały mi go przystawić, a później go zabierały, bo mi było ciężko wstać. To było jeszcze na sali pooperacyjnej. Następnego dnia po cc położna sprawdziła czy mam pokarm. Bardzo chciałam karmić, ale nie nastawiałam się na to, że po cc mojego pokarmu będzie wystarczająco dużo i myślę że to nastawienie, żeby karmić bez presji bardzo mi pomogło rozkręcić laktację. Synek na moim mleku, bez dokarmiania, już w 7 dobie przekroczył wagę urodzeniowa :slight_smile:

2 polubienia

Dwie cesarki i dwie różne historie mojej laktacji. 3 lata temu pierwsza córka, laktacja nie ruszyła od razu, napędzalam laktatorem, próbowałam przystawiać córkę która miała problem złapać pierś, używałam kapturków. Pomoc CDL w szpitalu była dla mnie zbawieniem bo po pierwszym podejściu do karmienia piersią byłam bliska rezygnacji. Do tego wspomagałam się femaltikerem i herbatką na laktację “bocianek”. Jakoś się udało rozkręcić choć nie na 100% , karmiłam mieszanie. Teraz bliźniaki rozkręciły od razu laktację od pierwszego przystawienia po porodzie też CC. Nieporównywalne uczucie tego “pierwszego razu”. Dla wzmocnienia też raz dziennie pije femaltiker, czasami karmi i kawę inke. Nie nastawiałam się w ogóle na taki rozwój sytuacji przy bliźniakach i jestem miło zaskoczona tym że się udało :heart:

3 polubienia

Ja rodziłam SN :blush: ale składam ogromne gratulacje dla wszystkich mam rodzących CC, którym udało się rozkręcić laktację i karmić piersią :smiling_face_with_three_hearts:

Rodziłam naturalnie więc nie pomogę ale myślę że niejednej mamie się udało. Choć może było troszkę ciężej.

U mnie początki po cesarskim cięciu były dość trudne, bo córka była wcześniakiem i na starcie nie miałam nawet możliwości przystawiania małej :pleading_face: Mimo to małymi krokami jakoś się udało :white_heart: Bardzo pilnowałam nawodnienia, piłam dużo wody, wspomagałam się Femaltikerem i regularnie używałam laktatora :smiling_face_with_three_hearts: Pomogła też cierpliwość, wsparcie położnej i brak presji – dałam sobie czas :smiling_face_with_three_hearts:

Ja rodzilam sn , ale za to moja bratowa miala cesarskie cięcie . Niestety pomimo wielu prób, walki z laktatorem, fameltikera nie udalo jej sie rozkrecic laktacji . Od osob , ktore powinny jej w tym pomoc niestety dostala tylko ocenianie , stres i traumatyczne proby silowe “wydobycia” mleka
Dlugo nie mogla sie z tym pogodzic , pozniej żałowała, ze tak szybko sie poddala , ale mówiła, ze wywolalo u niej to taka duza traume , ze po prostu odpuściła

U mnie było tak , że karmiłam piersią , ale musiałam też dokarmiać dzieci mm. Niestety , ale na samej piersi dzieci nie przybierały na wadze , więc mm było potrzebne. Bardzo pomocny z całą pewnością był laktator . Doskonale pobudza laktację i szczerze polecam każdej ciężarnej aby znalazł się on w ciążowej wyprawce.
Najtrudniejsze było znalezienie odpowiedniej pozycji do karmienia , ponieważ blizna dawała się we znaki . Jednak dość szybko sytuacja się poprawiła i karmienie było przyjemne . Początkowo najlepiej karmiło mi się na leżąco , maluszek leżał obok i nie dotykał mojej blizny.

U mnie po cesarce początki były trudniejsze niż się spodziewałam i chyba wiele z nas tak ma, więc jeśli coś nie idzie od razu, to naprawdę nic złego. Mleko przyszło dopiero po kilku dniach i na początku było go mało, ale bardzo pomogło częste przystawianie dziecka, nawet jeśli wydawało się, że nic nie leci. Skóra do skóry robi ogromną robotę, jak tylko było to możliwe, starałam się mieć malucha jak najczęściej przy sobie. Dużo leżenia razem i karmienia na leżąco bardzo odciążało brzuch i pozwalało się skupić na dziecku. Pilnowałam też picia i jedzenia, bo przy zmęczeniu i bólu łatwo o tym zapomnieć, a organizm naprawdę tego potrzebuje. Położna pokazała mi kilka pozycji do karmienia po cesarce i to był game changer, szczególnie spod pachy i na leżąco. Na początku trochę pomagałam się laktatorem między karmieniami, żeby dać sygnał piersiom do pracy, ale bez presji i spinania się na ilość. Najważniejsze było dla mnie wsparcie i spokój, bo stres bardzo blokuje laktację. Z czasem wszystko się unormowało i karmienie stało się naturalne, tylko trzeba było dać sobie i ciału trochę czasu.

Jestem po cc w 2023. Początki byly mega ciężkie. Nie zostalam spionizowana po 6h tylko po 18h. Próba przystawienia Malego jak lezalam po operacji nie powiodla aię - ale też panie które przyszy jakoś specjalnie nie miały ochoty pomóc. Takze pierwsze 24h synek tylko na butli.
Potem nie bylo lepiej. Maly chwytal za plytko. Ja bylam zestresowana. Staralam sie przystawiac i w ruch poszedl laktator ale mleka bylo jak na lekarstwo. Doradca laktacykny jakos za bardzo nie pomogl.
W domi walczylam 6 tygodni. Ale glownie juz jako kpi. Laktacja slabo sie rozkrecila. Srednio co 3 karmienie to bylo moje mleko. Reszta mm. Nie dalam rady psychiczmie. I odpiscilam.
Z perspektywy czasu wiem że moglo byc lepiej. Ale wtedy wybralam spokój- ktory byl potrzebny i Mi i Małemu żebyśmy mogli sie soba nacieszyć :heart:

Po pierwszej cc, w związku z tym że nie udało się sn, bardzo chciałam karmić piersią. Już w szpitalu regularnie co 3 h używałam laktatora, jaka to była radość jak pojawiły się pierwsze kropelki mleka :smile: dodatkowo często starałam się przystawiać syna, piłam dużo wody, + słód jęczmienny.
Za drugim razem podeszłam spokojniej do tematu, i mleko pojawiło się już w czasie kangurowania. Dodatkowo laktator, dużo wody, słód jęczmienny i kozieradka. Mleka mam teraz więcej ale też syn lepiej jadł od początku.

@daga1271 ten słód jeczmieny to rozpiszczasz w czymś? Czy jak?
Na razie kupiłam opakowanie femaltikeru :slight_smile:

U mnie po CC trochę trwało rozkręcenie laktacji (trudny poród zakończony nagłą CC, mnóstwo stresu). Początkowo po konsultacji z CDL i położną musiałam dokarmiać syna MM, bo bardzo spadł z wagi. Równocześnie działałam z laktatorem (metoda 7-5-3) po każdym dostawieniu małego, minimum 8 razy na dobę, do tego Femaltiker i ruszyło :slight_smile: Po 3 tygodniach udało się całkiem zejść z mleka modyfikowanego i potem długo karmiłam już tylko piersią. Mam nadzieję, że za drugim razem będzie trochę łatwiej. Do tej pory dźwięk laktatora przyprawia mnie niemal o dreszcze, jak sobie przypomnę nocne sesje z nim, gdy marzyłam tylko o śnie :wink: W każdym razie - ja się uparłam, że będę karmić piersią i gdyby nie duże wsparcie męża, doradczyni laktacyjnej i położnej, to pewnie bym się poddała.

Rozpuszczam w herbatce Rooibos. Femaltiker u mnie też fajnie działa, ale cenowo taki słód jęczmienny nieporównanie lepiej wychodzi.

laktator co 1h i przystawiać jak najwięcej
kangurowanie ok 30 min pod kocykiem z maluszkiem :smiling_face_with_three_hearts:
słód jęczmienny do wypieku ( w syropie taki ble)
kozieradka 2tabl 4 razy dziennie
moringa 1 tabl 2razy dziennie

homeopatia
Ricinus communis 5CH 5 globulek 4 razy dziennie
china rubra 9CH 5 globulek 2 razy dziennie

rodziłam naturalnie, miałam anemia i podczas porodu bardzo się wykrwawiłam i miałam przetaczaną krew
a mleko robi się z krwi

Kangurowanie faktycznie różu może pomóc. No i ja też polecam nie patrzeć się jak w laktator, wtedy trochę głowa odpoczywa i nie myśli o tym „ile mleka będzie” i jakoś to lepiej idzie