Ostatnie dni przed rozwiązaniem

Powiedzcie mi drogie mamy czy w ostatnich tygodniach ciąży co tydzień mialyscie robione KTG? Wizyta u lekarza co dwa tygodnie? Jak spędzacie ostatnie dni przed porodem aktywnie czy jednak odpoczywacie?

Ja KTG mialam tylko robione w dniu terminu porodu pozniej za 4 dni i juz zostalam polozona na oddział na wywołanie porodu, wtedy pod KTG bylam podłączana kilka razy dziennie.
Co do wizyt od 30 tc wizyty mialam co 3 tyg. Ostatnie dni przed porodem raczej byly aktywne, dlugie spacery, a nawet wyprawy do ciucha :slight_smile:

Ja obecnie jestem w 37 tc i jeszcze nie miałam KTG robionego. Jeśli chodzi o wizyty to od teraz mamy widywać się co tydzień, chciał co dwa, ale jak powiedziałam, że mogę częściej to postanowił, że będą co tydzień.
Staram się też codziennie spacerować.

Ja to od kad zaczal sie 37 tydzien i dowiedzilaam sie ze mala jest “gotowa” do wyjscia czyli prawidlowo sie rozwinela, ulozona glowkowo itd to robilam wszystko, a nawet przyznam sie ze kosiłam trawnik, chodzilam po schodach, duzo spacerowalam, sprzatalam itd a mala i tak eiedziala lepiej kiedy wyjsc i postanowila troche jeszcze posiedziec i urodzila sie 40 tydz i,6 dni. Takze nie oszczedzalam sie bylam aktywna bo robilam wszystko a i tak porodu nie przyspieszylam :smiley: a co do ktg to mialam robione raz przed terminem i to jeszcze “przypadkiem” bo nie bylo konieczne a ponoc babeczki w szpitalu robily bo dostawaly za to wiecej kasy, dopiero po terminie kontrole mialam czesciej

Ja mialam KTG w dniu porodu tylko
I również aktywnie spędzałam czas
Przygotowania pokoiku dziecięcego kupno wózka kilka dni przed porodem :slight_smile: spacery spacery i jeszcze raz spacery :slight_smile: mój zegar też się jakoś przestawił że w nocy nie chciało mi się spać dopiero nad ranem i do południa :slight_smile:

Wizyty u ginekologa miałam co 2 tygodnie miesiąc przed terminem.
Aktywna byłam do samego końca i tydzień przed porodem czułam się dopiero ociężała i widziałam że szybciej się meczę ale dużo starałam się bardzo dużo chodzić. Wykonywałam też cały czas ćwiczenia takie jak na szkole rodzenia – z użyciem piłki. Oczywiście wykonywałam wszystkie czynności w domu typu prasowanie, sprzątanie itp. z wyjątkiem mycia okien.
KTG miałam robione dzień przed porodem podczas przyjęcia do szpitala i w tym dniu co byłam w szpitalu jeszcze badanie powtórzono i oczywiście w dniu porodu również.

Ja w pierwszej ciaży miałam robione KTG tylko w dniu porodu(a chodziłam prywatnie)w drugiej miałam KTG miesiąc przed porodem i na 4 dni przed porodem i oczywiście w dniu porodu(chodziłam na NFZ) wizyty miałam co dwa tygodnie oraz wyznaczone wizyty w dzien porodu na ktore sie nie zglosilam bo maluszek (w obu przypadkach) był juz na świecie;-) aktywność z takim duzym brzuszkiem to juź raczej słaba.ale oczywiście jak się dobrze czujemy pod koniec ciązy to czemu by nie isc chocby na spacer. Kazda aktywnosc bedzie pozniej pomocna przy porodzie,poniewaz by urodzić maluszka trzeba być silną kobietką;-)

Zdecydowanie byłam aktywna przez całą ciążę i tak aż do końca, czułam się bardzo dobrze, także do ostatnich dni byłam bardzo aktywna, uczęszczałam na zajęcia ruchowe dla kobiet w ciąży, chodziłam na zakupy, załatwiałam różne sprawy itd.

Skrzaty, mój ginekolog poprosił mnie, abyśmy spotykali się co dwa tygodnie na półtora miesiąca przed terminem porodu. Głównie dlatego, że przy każdym badaniu USG (odbywało się ono na każdej wizycie) mój bobasek okazywał się bardzo dużym chłopczykiem i lekarz zastanawiał się czy przez to nie będzie chciał nas szybciej przywitać :slight_smile: Od 34 tygodnia przed każdą wizytą miałam także wykonywane KTG co dwa tygodnie, czyli tzw. u nas “zapis”.
Jeśli chodzi o aktywność, to już w innych wątkach pisałam, że byłam bardzo aktywna do ostatnich dni - w dniu porodu, 3 godziny przed tym jak odeszły mi wody, grałam ze starszym synkiem w piłkę nożną na boisku :smiley: Na co dzień dużo spacerowałam, robiłam zakupy, gotowałam, sprzątałam zapamiętale i porządkowałam wszystkie szafy, dużo czasu spędzałam także ze starszym synkiem, bo były to wakacje, a to wiadomo wymagało odrobiny fizycznego wysiłku. Troszkę podróżowaliśmy także (mam na myśli wypady nad jeziora, na działkę na Kaszubach czy w inne ciekawe miejsca). Muszę jednak przyznać, że te dwa tygodnie przed porodem już były takie nieco inne - czułam, że ten brzuszek jest już cięższy i po tych aktywnościach musiałam sobie chwilkę poleżeć. Było mi też bardzo, bardzo gorąco :slight_smile:

Ja byłam na ostatniej wizycie prawie 4tyg przed porodem, później dopiero na porodówce. Mój lekarz powiedział, że wszystko idzie prawidłowo i nie ma potrzeby bym się ruszała do niego co tydzień (ciążę prowadziłam prywatnie). Narzeczona mojego brata jest położną i miała na mnie oko, więc byłam spokojna:) Miałam się stawić na ktg w dniu terminu porodu, ale nie było takiej okazji bo syn urodził się 5 dni przed terminem;)
I też przed porodem miałam dużo energii, sprzątałam, spacerowałam. Sił nie brakowało:)

ja urodziłam dwa tygodnie przed planowanym terminem ale nie jako wcześniaka tylko normalnie liczone w terminie - synek nagle zaplanował przyjść na świat 2 grudnia a byłam przekonana że do świąt pewnie nie urodzę bo termin miałam ogólnie na 14 /17 grudnia i jakoś dziwnie mi się wydawało że dość przeciągnie się ten termin :slight_smile: a my juz w Mikołajki zawitaliśmy do domu :slight_smile:

Ja do samego końca aktywnie, łącznie z fitnessem i spotkaniami ze znajomymi. Planowo nie miałam mieć ktg i wizyty wcale nie były co 2 tygodnie a raz w miesiącu. Przez przypadek udało i zapisali mnie na ktg. Aktywność odprężała mnie i nie skupiałam się przez cały czas czy to już i kiedy

Ja właśnie tez zauważyłam, że jak coś robię to nie myślę za bardzo, a nie ukrywam, że im bliżej to więcej myślę/analizuję, a i tak nic nie wymyśle przecież.

Oh u mnie nie dalo sie nie myslec o tym kiedy dzidzi sie urodzi. Czekalo sie i czekalo i nie bylo nic przepowiadajacego.w dniu narodzin, w nocy dostalam skurcze to myslalam ze to te co zawsze przepowiadajace ale jak bol zaczal sie nasilac i nie umialam juz wytrzymac to obudzilam meza i pojechalismy, a podczas ktg przed porodem nie umialam wylezec ale dalam rade :stuck_out_tongue:

Ja mialam planowane cc , bo synek byl ułożony miednicowo , i ostatnie wizyty byly normalnie co 3tyg. Raz musialam pujsc do kontroli ale na izbę przyejec zbadac ilosc wod plodowych bo na wizycie mialam za malo, ale puznej bylo ok i juz przyszłam za 3dni na odział i tak mialam.robione ktg a na drugi dzien mialam cc.

Pod koniec wizyty miałam co 2 tygodnie, i zalecenie własnie by co tydzień chodzić na ktg. Ostatecznie raz tylko byłam, bo córa się pospieszyła.

Ja miałam ostatnia wizytę przed porodem 3 tygodnie przed terminem. Z racji tego że się nic nie działo, szyjka się nie skracała, rozwarcie nie było to nie musiałam chodzić co dwa tygodnie. Miałam przyjść jeśli okazało by się że coś mnie zaniepokoiło bądź nie czuła bym ruchów. A i dwa razy w tygodniu pod koniec ciąży przychodziła do mnie położna z dekoderem tętna.

Ja obawiam się że zacznę rodzić a mąż będzie w pracy i nie zdąży do mnie przyjechać i będę sama… Nie wiem czy w takiej sytuacji wzywać pogotowie czy jechać taksówką do szpitala… Znając moje szczęście to tak właśnie będzie… Mąż pracuje poza miejscem zamieszkania i w dodatku nie może sobie wyjść z pracy od tak musi czekać aż ktoś go zmieni

Anna spokojnie nie zakładaj czarnych scenariuszy. Tym bardziej, że od pierwszych poważnych skurczy do porodu może minąć na prawdę trochę czasu i mąż na pewno zdąży wrócić z pracy. A czy jechać taksówką czy dzwonić po pogotowie to tak na prawdę zależy od sytuacji, jeśli nie będziesz czuła ruchów malucha wiadomo, że karetka będzie lepsza a jak zaczną się skurcze bądź odejdą wody to ja już bym jechała taksówką.

nie zakładam po prostu dzielę się swoimi obawami każda jakieś ma :wink: bardziej myślę że mąż nie wytrwa na sali porodowej jeśli będę rodzić siłami natury (hehe) ale przezorny zawsze ubezpieczony jakoś mam opory do wzywania pogotowia… a wolę wziąć taką opcję pod uwagę … nie zakładałam ani przez chwile że pierwszy poród będzie przez cesarkę, a niestety tak się stało, nie byłam na to przygotowana, fakt nie da się na to przygotować ale byłam wręcz bardzo rozczarowana rozgoryczona i płakałam z tego powodu początkowo oczywiście