Stan psychiczny po porodzie

Drogie mamy, jak czułyście się psychicznie po porodzie? Jak się czułyście bezpośrednio po? Jak się czułyście dwa tygodnie później? Jakie emocje i myśli Wam towarzyszyły? 

 

Połóg jest trudnym okresem dla większości kobiet, niektóre z nas reagują nieadekwatnie do sytuacji (np. nagle zaczynają płakać lub śmiać się), inne doświadczają baby blues, a niektóre depresji poporodowej. Pamiętajcie, żeby być dla siebie wyrozumiałe :)

Bezpośrendnio po porodzie czułam się dobrze, była szczęśliwa, że już poród za nami i maluszek jest z nami zdrowy i szczęśliwy. kilka dni w szpitalu to dla mnie zawsze stres. dlatego jak tylko wróciłam do domu, to poczułam się lepiej. po drugim porodzie dłużej dochodziłam do siebie fizycznie i to faktycznie oddziaływało na moją psychikę. jednak byłam szczęśliwa, że wszystko się udało.

Po porodzie czułam ogromne zmęczenie ale też euforię, że moje dziecko jest już z nami. W pierwszych dniach towarzyszyły mi łzy wzruszenia i momenty niepewności, szczególnie przy opiece nad maluchem po dwóch tygodniach było już lepiej.. Ważne było wsparcie bliskich i pozwolenie sobie na odpoczynek. To naprawdę trudny czas, ale jednocześnie pełen pięknych chwil 

Byłam załamana. Nie wiedziałam jak sobie poradzę. Miałam tylko męża do pomocy. Jak wrócił do pracy było najgorzej. Jakoś ogarnęłam się po 2 miesiącach od porodu. Na pewno duży wpływ miało to że córka w 2 miesiącu stawała się coraz bardziej kontaktowa a ja już przywykłam do zmiany. 

Ojej z poczatku bylo mega dużo emocji i naprawdę było ciężko 

Mam podobne doświadczenia jak mama21'23', w szpitalu od razu po porodzie czułam się bardzo dobrze , pomimo cc , o którym się nasłuchałam, jak to ciężko będzie, że cewnik , że pionizacja - wytrwałam w tym naprawdę bardzo dzielnie , nie było nic, co mogło mnie zaskoczyć. W szpitalu w przeddzień wypisu ogromny stres, mała dużo nam straciła na wadze, wspomniano mi ,że jeśli nazajutrz nie przybierze , to kontrolnie zatrzymają nas na weekend.. okropnie spadlo mi poczucie wartości. Uważałam ,że zrobiłam za mało, za krótko ją karmiłam, nie wybudzalam ją na tyle często, by mogła przybrać .. wtedy nadszedł mój kryzys. Czułam się podle, winna tej sytuacji. 

Całą noc czuwałam, co 2 godziny karmiłam mm , odciagalam, znów karmiłam, odciagalam.. z samego rana przyjechał mąż, widząc mnie , taka siedzącą na łóżku , z poduszką do karmienia na nogach i trzymającą naszą córeczkę, którą karmiłam... Objął, pocałował i kazał mi zjeść .. przejął małą i ją nakarmił, gdy ją w tym czasie poszłam wziąć prysznic . 

Czekaliśmy na obchód , mierzenie i ważenie jak na wyrok. Przyszła Pani doktor.. waga... Podbiła przez noc do wymaganej . Popłakałam się ze szczęścia i uściskam położną, która była dla mnie tak wspierająca i empatyczna jak mama.

Myślę ,ze dzięki opiece , trosce i wielkim zaangażowaniu męża uniknęłam Baby Blues. 

Tuż po porodzie poczułam wielką ulgę, że wszystko dobrze się skończyło. Miałam rodzić naturalnie a skończyło się CC, poród trwał 24h, byłam potwornie wykończona, więc jak tylko zobaczyłam córkę to byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, że mam ją już przy sobie. Rodziłam w czasie Covidu, więc byłam w szpitalu całkowicie sama. Sama z noworodkiem, zmęczona, ciężko się ruszać. Oj nie było łatwo, mnóstwo różnych emocji wtedy czułam, od radości po płacz i stres. Marzyłam tylko o tym żeby wrócić do domu i mieć wsparcie męża. W domu poczułam jak bardzo jestem zmęczona i mogłam wreszcie odpocząć wiedząc że dziecko jest pod opieką męża. Powrót do domu wpłynął na mnie bardzo pozytywnie, a obecność bliskich osób sprawiła że szybciej doszłam do siebie.

Ja czułam się źle. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. Tydzień leżenia i nieudane próby wywołania zrobiły swoje. I ostatecznie cc mnie zdecydowanie podłamała. A po nie było lepiej. Cieszyłam się że Mały jest że mną. A z drugiej strony bylam wściekła, smutna że od razu problem z karmieniem.  Wszystko bolało. Bylam dalej opuchnięta.  Do tego kiepskie wyniki moje i podejrzenie żółtaczki u Małego. Ojjj bylam kłębkiem nerwów. Ale też było mega dużo wzruszenia ❤️ Że ten Mały człowiek już jest. 

 Na szczęście po 10 dniach do domku. I z dnia na dzień było już lepiej. Mąż.bardzo pomagał. Do tego trafiłam na cudowana polozna. 

Połóg to najgorsze co może być, w życiu tak źle tego nie przechodziłam. Nawet nie Wyobrażałam sobie że tak to wygląda. Płacz, strach, radość, stany lękowe, potrzeba bycia samemu z dzieckiem i wiecie co ?! Pomimo, że jestem wdzięczna za pierwsze dwa tygodnie przy których była ze mną mama to ten czas minął my nauczyliśmy się swojej codzienności i jak wszyscy poszli do pracy , a my zostaliśmy sami ja i maluch było to najlepsze ta cisza i spokój ta samotność pomagała mi wyjść z połogu, nie odwiedzal mnie nikt poza najbliższymi, dalam sobie czas i spokój przestrzen i to mi bardzo pomagało 

Połóg to jest tragedia. Mnie wkurza to że we wszystkich szkołach rodzenia każdy mówi że to taki piękny czas z dzieckiem itp A tak naprawdę to szkoła przetrwania nikt nie mówi właśnie o stanach lękowych, płaczu za chwilę radosci i nie wiadomo co jeszcze. Dziecko nie wie co chce od niego mama i odwrotnie każdy uczy się siebie i jest to trudne przynajmniej dla mnie było 

Ja po obu porodach bezpośrednio czułam ogromna radość adrenalinę która dawala mj taka moc po powrocie do domu z synem emocje trochę opadły i przyznam szczerze że połóg mnie trochę wymęczył po corce już w praktyce wiedziałam czego się spodziewać i przeszłam dużo lepiej

Mama2123 Bardzo się cieszymy, że w tym czasie odczuwałaś mnóstwo pozytywnych emocji!

magdallenka0897 Pięknie napisane :) To fantastyczne, że mogłaś liczyć na wsparcie bliskich!

Lily Dobrze, że sytuacja się unormowała i poczułaś się lepiej :)

Ann ka Przepiękna historia, pomimo tego, że dotyczy trudnych doświadczeń. To wspaniałe, że trafiłaś na empatyczną położną i że mąż okazał się wspaniałym wsparciem :)

Wszystkie wasze historie są naprawdę piękne i przejmujące, bo tak szczere. Trudno jest nam zachować się dzielnie , gdzie odpowiadamy za nasze maleństwa , w znacznej mierze to od nas , jak nie w całości, zależy życie tego maleństwa. Pomimo pomocy, że strony męża, mamy, sióstr czy kogokolwiek, koniec końców to matka przejmuje podstawowe potrzeby malca. Choćbyśmy chciały odpocząć , odespać, to gdzieś zakorzenione jest w nas , że mamy byc nad odpowiedzialne za dziecko. Gratuluję Wszystkim Wam! Wspaniała praca , którą wykonałyśmy rodząc , opiekując się i wychowując nasze maleństwa ♡ 

To prawda :)

Czułam szczęścia że mała jest na świecie ,bez cc, szybko odbył się poród 🤍  kryzys nastąpił w 3 dobie jak prowadzący obchód powiedział że zostajemy dzień dłużej,  płakałam,  cały dzień,  jesc mi sie nie chcialo, bo już myślałam że będę w domu,  psycholog chodzila codziennie i mi mówiła że to typowy objaw babybluesa, nie pocieszyła

Do tego okropny ból piersi , i płacz przy każdym dostawieniu małej,  a położna mi wtedy pomagała  a ja wyłam wręcz;( 

 

W domu już było inaczej ,mogłam na spokojnie pokarmić, uczyć się nowych pozycji ,  przede wszytskim bez nerwów i stresu.

 

Mama Słoneczka, miałam podobnie. Co prawda my wyszliśmy po dwóch dobach do domu, ale po kolejnych dwóch dniach spędzonych w domu musieliśmy wrócić do szpitala na naświetlania, bo żółtaczka mocno się nasiliła. Było to bardzo ciężkie, szczególnie że pielęgniarka kazała mi trzymać dziecko jak najdłużej pod lampami, nie wyciągać nawet na karmienia z inkubatorka, tylko dawać butle a mały kompletnie nie radził sobie z jedzeniem z butelki.