Moim zdaniem ,czasem rodzice albo lekarze zbyt pochopnie decydują się na podanie dziecku antybiotyku…
Twoje dziecko jest chore, zastanawiasz się, czy podać antybiotyk? Rozważasz za i przeciw usłyszane „w piaskownicy”, czy przez telefon w rozmowie z najbliższymi. Twoje dziecko jest malutkie i nie chcesz mu podawać silnego leku. Jednak czasem zaniechanie tego może spowodować gorsze konsekwencje.
Antybiotyki nieraz są przepisywane jak witaminki i to jest własnie błąd. Jeżeli infekcja nie jest poważna i można zadziałać innymi środkami. A jak wiadomo rekonwalescencja po terapi antybiotykowej jest długa, a organizm sie wyjaławia.
Najgorsze jest to, gdy rodzice sami podejmują decyzję o podaniu antybiotyku… CZęsto w domu zostają zapasy i gdy tylko dziecko “kaszlnie” - od razu antybiotyk… A to głupota skrajna jest! Po pierwsze nie dla każdego dobry jest dany antybiotyk (one przecież działają na określone rodzaje bakterii), po drugie często przyczyną infekcji jest wirus - a wirusów nie leczy się antybiotykami. Takie podawanie antybiotyku bez powodu - sprawia, że w organizmie namnażają się bakterie antybiotykooporne - a to jest zbrodnia, gdyż prowadzi do SEPSY
Swoją drogą i lekarzom zdarza się podawać bez powodu… Moja na szczęście jeszcze antybiotyku nie brała. W ogóle żadnych leków oprócz p/bólowych-p/gorączkowych…
moi chłop0acy jeszcze nie mieli antybiotyków
Ogólnie antybiotyk jest dobrym wynalazkiem, bo nie zapominajmy, ze jeszcze do niedawna ludzie umierali na zapalenie płuc, a teraz jest już to rzadkością. Natomiast komercjalizacja doprowadziła do tego, ze bierzemy je na potęgę i tak jak Lady pisze, bardzo często gesto na własną rękę, jeszcze bardziej osłabiając organizm. Skutkuje to tym, że coraz częściej łapiemy różnego rodzaju infekcje i niestety organizm przyzwyczaja się do niektórych specyfików.
Jakiś czas temu moja córka się rozchorowała. Zaczęła kaszleć. Lekarz zamiast przepisać syrop to od razu antybiotyk (byliśmy nie u naszego pediatry wyjątkowo) do tego dostaliśmy jakis silny lek przeciwzapalny…Szczerze mówiąc zastanowiło mnie czemu podawać po jednym dniu kaszlu dziecku antybiotyk.Zawsze słyszałam, ze to ostateczność, no chyba że jest to poważna choroba, ale kaszel i antybiotyk?cóka miała tylko stan podgorączkowy…Stwierdziłam, że nie dam jej antybiotyku tylko ten drugi lek. Po tygodniu kaszel jej przeszedł. Dzwoniłam tez do mojej pediatry i okazało się, ze obu leków nie mozna absolutnie łączyć…I bądź tu człowieku mądry. lekarz na dyżurze nocnym to zalecił…jakiś oszołom chyba, no bo chyba musiał wiedzieć, że nie wolno tego łączyć.
Póki co trzymam się nadal zasady antybiotyk ostatyczność no i jedyny zaufany pediatra to ten mój sprawdzony, a nie pierwszy z brzegu.
ja też uważam że antybiotyk to ostateczność i wolę unikać… moja mała jeszcze nie miała antybiotyku… narazie jak coś sie dzieje udaje sie zwalczyć domowymi sposobami
dal mnie antybiotyk to ostateczność, ale wielu lekarzy odruchowo od razu przepisuje antybiotyki, niestety
dokładnie. Niektórzy wypisują je jak witaminki…Jak takiemu maluchowi daje sie antybiotyk, to czym się go będzie leczyć za 10-15 czy 20 lat…
Mojej kuzynki dzieci często chorują i prawie za każdym razem muszą brać antybiotyki…wydaje mi się,że przez to organizm mógł się już do nich przyzwyczaić…
ja jak byłam mała to dużo chorowałam a lekarz pierwsze co to zapisywała antybiotyk… rezultat jest taki że na wszystkie jestem uodporniona a na penicylinę jestem uczulona… co za dużo to nie zdrowo… dopiero jak mama zmieniła pediatre i ona zaczęła mnie leczyć takimi prostrzymi metodami nieraz też takimi domowymi to dopiero wtedy wylazlam z tych wszystkich choróbsk
Nasza pediatra powiedziała mi kiedyś (to a propos Twojej opowieści Grace), że z kaszlem nie muszę do niej biec od razu. Jeśli dziecko nie ma gorączki i nic się nie dzieje -tylko kaszle… spokojnie mogę obserować… Jeśli kaszel nie ustaje, nie zmienia się po 5-7 dniach - wtedy przyjść osłuchać… I tego się trzymam, cieszę się że ona nie jest skora do zapisywania antybiotyków i leków w ogóle jeśli to nie jest absolutnie konieczne…
ja zamiast antybiotyków zawsze pytam o inhalację:)
Ja jak byłam mała to co byłam u lekarza to serwował mi antybiotyk, czy to tabletki czy seria zastrzyków, tylko, ze żaden mądry lekarz nie wpadł na to, ze kaszelek i katarek był efektem alergii. Skończyło się to tak, ze testy musiała mi mama robić prywatnie, bo państwowo nie dość, ze straszne kolejki, to jeszcze trzeba było być dwa tyg bez kataru i kaszłu co u mnie było niewykonalne. Teraz jeśli już coś mnie łapie to raz na rok w sezonie grypowym, góra dwa razy. A na taki sezon zaopatruję się w cerutiny itp i dużą dawkę witaminki c.
oska u mnie było podobnie ciągle faszerowali mnie antybioyykami i zastrzykami bo niby zapalenie płuc a ja dusiłam się od alergi
Tak do faszerowania to niektorzy lekarze sa pierwsi a czasami wystarczy zlecic dokladniejsze badania.
Przeciez jak długo człowiek dochodzi do siebie po takiej terapii. Dodatkowo dostaje leki osłonowe, zeby układu pokarmowego całkiem nie wyjałowić. Dobre tez są kefirki i przetwory mleczne
ale to jest postepownie naszych lekarzy…bo oni maja “cos” z tego ze przepisza akurat dany lek…
Dlatego ja uważam, że należy wszystkie swoje siły włożyć w to, by znaleźć lekarza z powołania, a przynajmniej dobrego specjalistę, który nie będzie pakował antybiotyków w osobę (dziecko, czy dorosłego), który wcale ich nie potrzebuje lub co gorsza, któremu te antybiotyki mogą wyrządzić jedynie krzywdę (jak w przypadku podania ich przy infekcji wirusowej)