ja w drugi ciąży uparłam się ze chce próbować sama rodzić więc balonik, który nic mi nie dał, ale za to wspominam ten czas źle bo całą noc skurcze co 5 minut, nie spalam nawet chwili .. następnego dnia szyjka bez zmian wiec CC, zmęczona niewyspana i za chwilę maluszek na pokładzie był..
czasami warto posłuchac lekarzy i sie nie meczyc
Mi sam balonik coś dał na pewno. Myślę, że chodzenie też troszkę wspomogło jego działanie a ja przynajmniej miałam zajęcie i nie skupiałam się tak bardzo na skurczach, które się po nim pojawiły. Cieszę się, że położna zadbała o to, żebym mogła przespać noc i dała mi lek który wyciszył skurcze. Mimo wszystko słabo spałam i nie byłam wypoczęta jak przyszło rano do rodzenia. Wiem jednak, że nie chciałabym mieć od razu oksytocyny, bo skurcze po niej były bardzo bolesne. Gdybym miała ją podaną przy zamkniętej szyjce, to pewnie rodziłabym o wiele wiele dłużej w tym ogromnym bólu a tak to szybko poszło, bo miałam już tak z 4-5 cm rozwarcia po wyjęciu balonika.
Ja miałam balonik i u mnie pomógł. Tak naprawdę od razu dostałam skurcze, ale one były bardzo łagodne, jak przy miesiączce. A takie silne skurcze i przejście na salę porodową było około 12 godzin po założeniu balonika.