Patrycja chyba nie ma znaczenia czy to na początku czy na końcu czy w połowie. Strata jest zawsze stratą, niewyobrażalnie bolesną. Ja również bardzo się bałam tej ciąży w której jestem obecnie (i chyba nadal się boję, choć staram się być w miarę opanowana, bo wiem że moja psychika ma wpływ na Maleństwo). Ale nie wiem czy zdecyduje się na kolejną ciążę, jak to mówią- pożyjemy zobaczymy :))
Chyba najgorsze co moze byc to strata dziecka dla matki;(
Kiedy widzimy dwie kreseczki to swiat zaczyna nam sie ukladac na nowo wszytsko inne przestaje miec znaczenie cieszymy sie z kazdej nowej malutkiej zakupionej skarpetki...
a w pewnym momencie sie wszystko wali ;(nie jestesmy sobie w stanie poradzic z tym co nas spotkalo a takie rozmowy... to kolejny cios w serce matki i mysle ze moze nie chcialas aby źle zrozumiala cie znajoma to dalas jej do zrozumienia co w danej chwili czujesz ty a to ze sie obrazila, mysle ze po latach sie jeszcze odezwiecie do siebie
Racja nie ważne kiedy się straci dziecko to boli zawsze tak samo mocno
Dokładnie, nie ważne który to tydzień to zawsze jest dla matki dziecko
Anisss możliwe, ale to chyba jeszcze nie jest ten moment :))
Myslę, że jak ktoś nie doświadczy takiej straty, to nie zrozumie tamtej strony.
U mojego szwagra stracili dziecko już na połowie... nie mogli sobie z tym poradzić, aż ta cała sytuacja doprowadziła do rozpadu ich małżeństwa..
Ja poroniłam w 5 tyg, w dodatku wtedy nie nastawiałam się na ciążę bo lekarz mówił, że w tym cyklu to niemożliwe, więc wiadomo było mi przykro, płakałam itd ale dość szybko to zaakceptowałam bo się skupiłam na przyczynach tego, że ciężko zajść w ciążę i ją utrzymać. Wtedy o tej ciąży wiedział tylko mąż i 3 koleżanki bo wiedziały, że się staramy i są problemy. Ale no potem jakoś to tak przeszło, nie myślałam za dużo o tym poronieniu, nawet się dziwiłam po co to lekarz w kartę wpisuje jak nawet oprócz bhcg żadnego badania potwierdzającego nie było.
No ale stres o przebieg następnych ciąż był już później za każdym razem.
I ja znów na odwrót, inaczej patrzyłam na inne kobiety, te które ledwo test zrobią a już się wszystkim wkoło chwalą ciążą, zawsze myślałam, że to przecież takie ryzyko, wiadomo nikomu źle nie życzyłam ale patrząc ile strat wkoło to naprawdę miałam z tyłu głowy, że to nie zawsze jest tak kolorowo i chyba lepiej jednak się wstrzymać z chwaleniem. Ale myślę, że kobieta, która nigdy nie miała problemu z zajściem w ciążę, z jakimiś stratami czy komplikacjami to nie pomyśli, że coś może być nie tak.
ZołzaMała podpisuje się pod Twoją wypowiedzią. Nawet jak wszystko przebiega książkowo przy kolejnej to cały czas masz taki "dyskomfort" z tyłu głowy...
MamaEm bardzo mi przykro :( my z mężem też mieliśmy trudny czas, ale pomogło że dostał prawie miesiąc opieki na mnie, dzięki czemu mogliśmy to jakoś razem przeżyć, pomilczeć, popłakać... z następną decyzją o ciąży i o powiedzeniu komuś też długo czekaliśmy, ale padła decyzja że próbujemy jeszcze raz - a gdyby znów się coś wydarzyło złego to oboje doszliśmy do wniosku, że 3 raz byśmy nie próbowali, bo to ponad nasza psychikę, tylko zaczęlibyśmy się starać o adopcję...
Ja w drugiej ciazy też bardzo bałam się i powiedzieliśmy tylko najbliższej rodzinie. Wkurzyłam się z mężem na szwagra , który wszystkich informował o ciąży.. jednak zależało nam głównie na zrobieniu badań połówkowych bo fatalnie czułam się i na dodatek chorowałam, 3x antybiotyk przyjmowałam... bardzo źle zniosłabym gdyby coś stało się dziecku i nawet nie mogę wyobrazić sobie co czują kobiety po stracie dziecka
No właśnie, to nigdy nie jest prosta sytuacja. Ja też zawsze przeciągałam informowanie innych bo nie chciałam by potem pytali co się stało czy współczuli. Lepiej powiedzieć jak już się ma pewność, choć tak naprawdę do ostatniej chwili nigdy nie wiadomo, a czasem i po porodzie się różne rzeczy dzieją. Mam jednak nadzieję, że będzie u nas wszystko w porządku.
Moja mama to zaraz wszystkich w rodzinie chciała obdzwonić. W pierwszej ciąży tak zrobiła, chociaż sama się dowiedziała jak byłam już po pierwszych prenatalnych bodajże, czy jakoś krótko przed, ale na pewno po 10 tyg. W drugiej już wiedziała wcześniej ale chyba z informowaniem trochę się wstrzymała bo wiedziała, że mi się to nie podoba. A teraz w trzeciej przez długi czas nic w rodzinie nie mówiła bo widziała moje początkowe nastawienie. Dopiero jakoś w marcu zaczęła przy odwiedzinach opowiadać ciotkom bo twierdziła, że to już najwyższa pora, w czerwcu urodzę a jakby się tak z nimi przez te 3 mce nie widziała to będą jej miały za złe, że nic nie informowała :p wiecie jak to w rodzinie...
Kuzyn ma zostać tatą w październiku i my już o tym wiemy, bo jego mama dzwoniła :p
MamaEm kurcze to przykra sytuacja jak się małżeństwo rozpada z tego powodu. Wydawałoby si, że wtedy wspólnie powinni czuć jeszcze większą więź i taką chęć walki ale pewnie zaczęli się obwiniać wzajemnie czy coś takiego, też się tak zdarza. Albo czasem kobieta uznaje, że nie może mieć dzieci jest bezwartościowa i da mężowi lepsze życie jeśli się rozejdą. Smutne to.
Ja również wstrzymywałam się z powiedzeniem wszystkim o ciąży. Przez pierwszy trymestr wiedzieli tylko najbliżsi a dopiero później mówiłam o tym innym z którymi akurat miałam się spotkać. Jak był już brzuszek to nie ukrywałam ciąży wiadomo. Bałam się ogłaszać światu ale nie na przykładzie swoich doświadczeń ale koleżanki z pracy, która w drugim miesiącu ciąży pochwaliła się nią wszystkim. Niestety pod koniec pierwszego trymestru poroniła i zanim wszyscy się dowiedzieli że ciąży już nie ma trochę minęło. Była też taka sytuacja że dziewczyny z innego działu przyszły jej pogratulować ciąży bo się dopiero o niej dowiedziały jak już jej nie było. Dziewczyna wtedy wybuchła płaczem, strasznie było mi jej szkoda. No ale tamte nie wiedziały że była taka sytuacja. Mocno mi to zapadło w pamięci.
bardzo mi przykro, ale trzeba być dobrej myśli a na pewno będzie wszystko dobrze, trzymam kciuki
Mama Wojtusia dziękuję ;**
Najlepiej chwalić się dopiero po preantalnych badaniach czyli tak koło 11-14 tydzień. Bo wcześniej jest bardzo duże ryzyko poronienia itp. Paulina to współczuję że straciłas dziecko w 29 tygodniu. Too duże przeżycie stracić ciążę w sumie juz na końcówce. Jednak wydaje mi się ze łatwiej i lepiej jak już cos ma się dziać żeby to wydarzyło sie do 10 tyg. Choć strata zawsze boli.
Ila nigdy nie wiadomo co lepiej, łatwiej. To jest troche tak jak z powiedzeniem "jakbym wiedział że się przewrócę to bym usiadl"
Dziękuję za słowa wsparcia:*
Ogólnie każda kobieta jak tylko się dowiaduje o ciąży ma ochotę pochwalić się jak najszybciej światu :) W końcu to szczęśliwa nowina. I zwykle nie myśli o tym ,że może się przytrafić coś złego. Dopiero po stracie jest ten strach. Przynajmniej w moim przypadku tak właśnie było.
Patrycja u mnie dokładnie tak samo, pierwszy wiedział tylko mąż. Względnie długo czekaliśmy zanim powiedzieliśmy rodzicom i teściom, a potem dalszej rodzinie. Dla nich nasza strata też była dotkliwa, zwłaszcza, że mąż jest najstarszy z rodzeństwa, a ja jestem jedynaczką, więc to był pierwszy wnuk, którym się wszystkim chwalili, taki wiecie wyczekany. A teraz widzę, że teściowa jest nadal bardzo zachowawcza, o nic nie pyta, nikomu nie mówi. Moja mama ciut inaczej, ale też najbliższym przyjaciółkom powiedziała dopiero jak byłam chyba w 5 miesiącu, ale nikt nie miał tego za złe
oj tak na początku chce się to wykrzyczeć całemu światu
A co się stało że straciliście dzecko tak późno? Bardzo wspolczuje bo faktycznie to już praktycznie końcówka
Oj to ja nie miałam chęci chwalenia się całemu światu bo długo się staraliśmy i za ten czas się dużo różnych historii naczytałam. Dlatego czekałam ile mogłam z mówieniem innym.
Paulina przykro mi, że tak się to u Was potoczyło. Smutna i na pewno trudna sytuacja. Teraz pewnie miałaś spory stres cały czas.