Czy partner był przy Was podczas porodu?

Drogie mamy, czy Wasz partner był przy Was podczas porodu? Uzyskałyście od niego wsparcie? Czy wpłynęło to jakoś (negatywnie lub pozytywnie) na Wasz związek?

U mnie mąż był przy porodzie syna i nie żałuje. Podał wodę, namoczyl gazik do twarzy i zmienił trochę podejście co do porodu. Bo chyba wydawało mu się że to inaczej wygląda haha. 

Tak jestem mu mega wdzięczna za to :)

Był.  Wspominam dobrze , ściskałam mocno za rękę, że nie złamałam to szok ;)

Owszem, mój partner był przy mnie przez całą próbę porodu naturalnego, a potem, zaraz po cesarce, trzymał mnie za rękę i pocieszał. Jego obecność była dla mnie ogromnym wsparciem, zarówno emocjonalnym, jak i fizycznym. Czułam, że nie jestem sama, co zdecydowanie miało pozytywny wpływ na nasz związek. Zbliżyło nas to do siebie, bo w takiej chwili wsparcie bliskiej osoby ma ogromne znaczenie.

 

 

Ja niestety byłam sama podczas porodu, czego bardzo oboje z mężem żałowaliśmy. Rodziłam córkę niedługo po wybuchu epidemii Covidu i wtedy całkowicie były zakazane porody rodzinne. Mąż nawet nie mógł wejść ze mną do szpitala. A naszą córeczkę mógł zobaczyć na żywo dopiero kiedy nas wypuścili ze szpitala. 

Ja miałam 3 razy CC także męża nie było przy mnie ale był obok i widzieliśmy się przez chwilę.;) ale gdybym miała rodzic naturalnie to ja chyba bym nie chciała żeby był ze mną , nie wiem dlaczego ale wolałabym żeby nie było obok;) 

U mnie skończyło się cc. Mąż był na przedoperacyjnej sali że mną. I potem na pooperacyjnej. Kazałam mu iść do Małego żeby pokangurowal :) 

To i tak super 

Mial być przy porodzie naturalnym ale się nie udało. Na szczęście pielęgniarka zgodziła się by był na sali przedporodowej. Przy cesarce wolałabym żeby nie był nawet jakny była taka opcja. 

Mój kangurowal po moim  cc

Tak, mój partner był przy mnie podczas porodu i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Jego obecność dawała mi niesamowite poczucie bezpieczeństwa i siły. Trzymał mnie za rękę, dodawał otuchy, a w chwilach, gdy traciłam cierpliwość, po prostu był. Bez niego to wszystko byłoby o wiele trudniejsze.

Karoliga Fantastycznie, że był z Tobą i wspierał!

AnnaMaria Super, że to doświadczenie wzmocniło Wasz związek :)

Shadow555 Bardzo nam przykro, pandemia niestety bardzo mocno wpłynęła na możliwość odwiedzin w szpitalu :( To musiało być trudne dla Was, że nie możecie być razem w tak ważnym momencie. 

Zyybi Wspaniale, że partner był dla Ciebie takim wsparciem! :)

Mojego nie było, wspólnie podjęliśmy taką decyzję - on nienawidzi widoku krwi, samo pobranie to już jest wyzwanie, a co dopiero poród, poza tym wiem że chciałby mi pomóc słowami ale przy porodzie wiem że mogłyby mnie bardzo irytowac, zdecydowałam się na obecnosc mamy i to było najlepsze co mogło być, partner od razu po tym jak mnie zszyli wszedł na salę, nie mam żalu do niego że go nie było ani on do mnie, mysle ze to kwestia super dogadania od początku ciąży, i położne miały robotę tylko ze mną a nie dodatkowi z mdlejącym nim 🙆🏼‍

Rodziłam prywatnie w Medicover. 

Mój mąż był przy porodzie (CC). 

Po 1. To było ogromnie wspierające! Bardzo się stresowałam, a przy nim wszystko stawało się łatwiejsze. Siedział przy mojej głowie i trzymał mnie za rękę. 

Po 2. To było tak intymne, delikatne i wyjątkowe wydarzenie, które ogromnie nas zbliżyło. 

Po wyciągnięciu dziecka, oczyszczono naszą córkę i zrobiono nam pierwsze wspólne zdjęcie. To było niesamowite! 

Potem mąż kangurował córkę aż do mojego powrotu. 

 

Wytworzyła się między nami niesamowita więź. 

Piękne było patrzenie jak mój mąż staje się ojcem i jest ze mną. 

Wielkie wow! 

 

Jeśli masz możliwość - bardzo Ci to polecam ! Nic Was bardziej nie zbliży jak wspólny poród. 

Mój partner też był obecny przy porodzie. Przekonałam go, chociaż długo się przed tym wzbraniał. Mówiłam mu, że nie musi oglądać samego wyjścia dziecka na świat, może wyjść w każdej chwili jeżeli poczuje się niekomfortowo. Zgodził się i bardzo się cieszę, bo bardzo mi pomógł. Co prawda gdy skurcze były mocne, to nie pomagały mi ani masaże ani też za bardzo nie skupiałam się na tym co mówił, ale sama obecność była pomocna, to że pomagał mi przejść do łazienki kilka razy w czasie porodu i wziąć prysznic czy nawet fakt, że podał mi coś z torby. Położna widziała, że dobrze sobie radzimy, więc większość czasu byliśmy sami z partnerem na sali a położna w tym czasie zajmowała się inną rodzącą. Gdybym tak miała siedzieć sama na sali, to nie byłoby mi przyjemnie.

mój mąż obecny był przy drugim porodzie, pierwszy poród w covidzie, kiedy szpitale były pozamykane. warto żeby był ktoś bliski przy nas.