Jak sobie pomóc przy zastoju pokarmu

Że też macie czas to wszystko zapisywać pierwsze pół roku to była dla mnie taka męczarnia że nie raz zasypialam robiąc mleko a kiedyś sobie w aplikacji wpisałam że wypila 10000ml byłam tak zmęczona przez te zerwane noce i kolki jak nigdy w życiu pamiętam te noce nie raz jak siedziałam 2 noc pod rząd do rana i śpiewałam i tulilam

Każdy przypadek jest inny ale początki bywają podobne 

Oj tak nikt nie mówił że będzie lekko

MamaLaury ja byłam zmuszona zapisywać heh.. mały początkowo ubywał na wadze, musiałam kontrolować ilość odawanego mleka i czas, bo najzwyczajniej w świecie przy podawaniu mleka co 2 godziny mi się wszystko mieszało, byłam wykończona, później kupki - problemy do 4 miesiąca, jak nie zapisałam to nie byłam pewna już niczego. zainwestowałam później w tablicę do pokoju i tam sobie robiłam notatki na dany dzień,

Moim zdaniem warto sobie zapisywać takie rzeczy szczególnie na początku. U lekarza często pytają co ile dziecko je, ile kupek robi i jak często. Bez takich pomocy czasem trudno to wszystko spamiętać 

Ja nie zapisywałam co prawda ale byłam bardzo czujna bo córka malutka i nawet położna na samym początku kazała dokarmiać z butelki a że nie dawałam rady odciągać bo opornie to szło to czasami raz dziennie dawałam  mm.  początki karmienia piersią były strasznie trudne u mnie ale się udało po 3 miesiącach to jakoś wypracować. Podziwiam siebie za wytrwałość bo wiem że nie jedna mamusia którą znam dawno by zrezygnowała a ja walczyłam się się udało :) 

Ja też podziwiam osoby, które walczą do końca :) 

to jest naprawdę stresujące i też podziwiam takie osoby.

Też pamiętam ten stres i zmęczenie. Mąż kilka razy chciał wtedy podać mm a ja twardo mówiłam nie, że dam radę sama 

Z obserwacji wśród znajomych zauważylam że dokarmianie mn to pierwszy krok do zakończenia karmienia.... Teraz mam koleżanke której położona tak doradzala mięsieczniakowi co ładnie przybywał włączył raz dziennie mm... Minął miesiąc i od 2-3 dni już nie jest na piersi... 

Moja siostra też tak robi tylko maluch mimo wszystko bardzo jest za piersią i długo przy piersi siedzi. Oby u nich tak zostało 

Ja mimo dokarmiania (czy to mm czy to odciagnietym mlekiem z butelki) udo mi się karmić. Córka urodziła się malutka, mimo że wisiała ciągle na piersi miała problem z efektywnym złapaniem piersi, na początku leciała na wadze i to mnie martwiło bo karmiąc piersią nie wiemy ile rod ziecko zje tak naprawde. Więc po kilku dniach męczarni i płaczu zdecydowałam się na butle bo mając do wyboru głodzenie dziecka i uparte dążenie do karmienia piersią za wszelką cenę a nakarmienie dziecka raz dziennie i próby nauki karmienia na spokojnie wybrałam to drugie. Bo też było tak, że jak już córka byla głodna bardzo to w tych jej nerwach nawet gorzej szło  karmienie piersią. Pamietam jak w szpitalu leżała koło mnie kobieta której dziecko tak strasznie płakało non stop, położne mówiły jej że traci za bardzo na wadze i nie wypuszczą jej do domu bo już jest te 10%ubytku i proponowały jej żeby spróbowała dać butelek ale nie. Ona uparcie chciała karmiąc . Ja rozumiem i nie potępiam ale ja już nie mogłam słuchac tego palczu bo dziecko było po prostu głodne. Jak ktoś jest zdeterminowany to próby dokarmiania nie zniszczą laktacji. Jestem na to dowodem bo też długo walczyłam ale nie poddawałam sie . Tak, z butelką było łatwiej i kilka razy miałam myśl że może to kp nie jest do nas stworzone ale udało się bo się nie poddałam 

Te historie bywają różne ale trzeba próbować. Ta pani że szpitala to już trochę przesadziła, żeby tak głodzić dziecko. Ja w szpitalu tylko mm karmiłam bo nie udawało mi się inaczej ale chciałam wyjść stamtąd jak najszybciej. W domu już na spokojnie udało się rozkręcić laktacje, bo już w szpitalu zaczęłam walkę z laktatorem 

Mówię z moich obserwacji. Nie znam żadnej mamy ktora zaczęła się u 2 miesięczniaka bawić w do karmienie i karmilaby nadal rozumiem na początki malutka ilość mm jak już się nie wyrabia. Inw tmy czasie laktator żeby stymulować. Najbardziej mnie śmieszy zr właśnie położne na patronazach namawiają na dokarmianie nawet jak waga w porządku.  

Teraz moja koleżanka dziecko 1.5 miesiąca problemy brzuszkowe  ddr wymyśliła dietę elimanacyjna... Skaza białkowa na podstawie marudzenia dziecka ale ok. 2 tygodnie eliminacji dziecko dalej płacze  nno to proszę włączyć raz dziennie mm efekt taki że po kilku dniach dziecko jeszcze bardziej Płaczliwe nie chciało łapać piersi w tej Chwili przeszła na mm dla alergikow a problemy brzuszkowe są dalej. Uważam że wizyta doradczyni laktacyjnej powinna być refundowanam bo jak słyszę to wkoło same takie historie:/

Ale fo tu dużo mówić j mnie jak bywa teściowa raz mały się skrzywi i jak usłyszę ze mamusia coś zjadła  nnir uważa na synusia to nóż w kieszeni się otwiera

Różne są historie moja córka w szpitalu też spadała codziennie z wagi. Wyszliśmy że szpitala dalej spadek. W końcu musiałam dać mm bo nie było przyrostu tylko spadek . Ja karmiłam córkę też mam jak była potrzeba dostawała bo np. mojego mleka brakło,a mnie nie było w domu ,a ona jeszcze chciała. Ja musiałam mimo wszystko ja do tego przyzwyczaić. W drugim miesiącu swojego życia nie mogłam jej karmić 24h bo miałam rezonans z kontrastem. Bałam się okropnie,ale na szczęście dała radę cały dzień bez mojego mleka tzn zapas miałam,ale nie starczyło na 24h. Mimo wszystko ze była dokarmiana do 4 miesięcy piła z piersi. Potem się odstawila i jeszcze trzy miesiące ściągałam jej pokarm 

mamaróza heh to chyba czeste u tesciowych,bo zawsze albo głodne albo matki coś złego jedzą

Te położne to chyba często u wszystkich stosują dokładnie te same zalecenia. Ja akurat trafiłam na fajną położną, która pomogła mi przebrnąć przez te początki karmienia bez dokarmiania mm

Tak te wszystkie położne są chyba po jednej szkole i mają wyuczone te same regułki przynajmniej ja mam takie wrażenie