A nie masz wrazenia, ze czesc tych postow jest pisana “dla zartu” z fejkowych kont?
Bo ja mam wrazenie ze czasami takie posty sa tworzone przez osoby, ktore “specjalnie” chca wywolac “gownoburze”. Mam tez wrazenie, ze i tu bylo pare takich kont- a jestem tu 3miesiac:)
Co nie znaczy ze sa historie gdzie partnerzy nie okazuja dostatecznego wsparcia kobiecie kiedy pojawia sie dziecko na swiecie. Ale umowmy sie same tez to sobie robimy. Zanim nie ma dziecka “matkujemy”, “przymykamy oko”, “podstawiamy obiadek pod nos”. A jak sie pojawiaja dodatkowe obowiazki to zdziwienie ze partner ich nie wykonywal. Skoro przed dzieckiem np. nie sprzatal po sobie, ciezko oczekiwac ze pozniej nagle bedzie to robil.
Oczywiście to, że kobieta w takim związku jest, czy właśnie nie wymaga od partnera prawie niczego jest na jej życzenie niestety. Ja sobie nie wyobrażam nie dość że sama zajmować się dzieckiem, to jeszcze mężem i domem. Oboje jesteśmy dorośli, oboje zdecydowaliśmy o dziecku i każde znad znało konsekwencje, że skończy się pewna spontaniczność, ze trzeba troszkę bardziej się zorganizować, dbać o kogoś jeszcze. Że wyjście z domu to już nie tylko ubranie spodni na tyłek, a jeszcze spakowanie młodej, ubranie jej itp. Nie wyobrażam sobie, jakbym musiała za mężem chodzić i się prosić, żeby cokolwiek zrobił. Pognałabym go gdzie pieprz rośnie, bo po co mi mąż, skoro i tak żyłabym jako samotna matka.
To prawda, każdy z nas ma wybór, jednak przykre jest to kiedy mężczyzna, który miał wspierać, po urodzeniu dziecka zlewa totalnie rodzinę. Najlepiej wszystkie sprawy i trudne tematy omówić przed ważnymi decyzjami, jednak w rzeczywistości bywa różnie, mimo wczesniejszych deklaracji kobieta zostaje sama, a później tkwi w związku, bo ma nadzieję na lepsze jutro
Wiecie co, to chyba nie dokonca jest też tqk, że kobieta " nie wymaga"… na prawde znam pary, które wszystko omówiły przed pojawieniem się dziecka, byli bardzo dobrze przygotowani, mezczyzna zawsze pomocny i nagle… urodził się maluszek i czar prysł! Mimo, ze dziewczyna wymagała i prosiła to nie uzyskiwała tej pomocy
po prostu go to przerosło
Ale to tkwienie w związku też jest na własne życzenie. Przecież tej kobiety nikt siłą nie trzyma. Owszem, z dzieckiem ciężej jest odejść, ale skoro jest jedno, a mąż nie kwapi się do pomocy jakiejkolwiek, to zastanawia mnie czasami skąd w takiej rodzinie więcej dzieci, a później płacz, że jest się samemu z dwójką czy trójką, a nie ma się czasu pójść do toalety w spokoju.
Jego to nie przerosło, jemu się nie chce, bo i tak nie ma żadnych konsekwencji w związku z tym, że on dziś nie pomoże, bo niby jakie? Większość kobiet w takich związkach niestety ogranicza się do tego, że chodzi i prosi i nic im na to, bo mąż jak miał w nosie, tak ma. Dlaczego utarło się powiedzenie, że faceta to przerasta? A kobiety nie? Przecież zostali rodzicami w tym samym czasie. Mieli takie same możliwości do zdobycia wiedzy o noworodku/niemowlęciu i tematach z tym związanych.
Wydaje mi się, że kobieta zawsze da rade. Bez wzgledu na to czy ją to przerasta czy nie.
Mężczyzna odpuści.
W tym konkretnym przypadku, który opisałam to po porostu dla niego było za dużo, nie poradził sobie i tyle.
Kobieta da radę, tylko jakim kosztem. Czasami swojego zdrowia fizycznego i psychicznego i jest tak przez to, że presja społeczna na kobietę, matkę, jest po prostu ogromna. Tatuś, jak zmieni pampersa, to każdy go poklepie po plecach, że dał radę, a to przecież przy dziecku wielkie nic, w porównaniu do tego ile trzeba się przy opiece nad dzieckiem i wychowaniem narobić.
Ja do dziś pamiętam, jak przyjechałam do mamy na kawę, jakoś 2/3 tygodnie po porodzie, bez córki. A ona mnie zapytała z kim mała? Mówię no jak z kim? Z tatą. Na co moja mama „jezu, nie boisz się tak zostawić? Da sobie radę? I właśnie tak jej powiedziałam, że przecież ja też urodziłam pierwsze dziecko, dla mnie to też nowa sytuacja i skoro ja sobie na codzień daje radę, to dlaczego on miałby nie dać?
Zgodzę się z Tobą, to nas bardzo dużo kosztuje. I faktycznie nadal od mężczyzny wymagą się mniej w tym rodzicielstwie i każda czynność przy maluszku wykonana przez tatę jest wychwalana.
Ale w dalszym ciągu uważam, że oni potrzebują trochę więcej czasu, żeby “wdrożyć” sie do rodzicielstwa. To moje zdanie.
Jak najbardziej rozumiem, ile ludzi tyle opinii
ja mężowi powiedziałam wprost, że jednak ja wiem tyle samo co on, jak zaszłam w ciążę. Mój mąż całe szczęście ogląda często gdzieś na instagramie logopedów, fizjoterapeutów. Przy porodzie też wiedział „z czym to się je” i mniej więcej wiedział co się dzieje w tym i tym etapie
Nic tylko pogratulować męża
dobrze czytać, ze i takie pary istnieją ![]()
Moja znajoma (pare lat temu) miala dwie male dziewczynki 3latka i roczek.
Jej partner pracowal za granica i przyjezdzal co drugi tydzien na weekend “z prezentami”.
Kolezanka prosila go zeby wrocil, ze nie daje rady etc. Nic to nie dalo. Jak ktoregos weekendu wrocil, kumpela wsiadla w auto i wrocila po 3dniach. Kosztowalo ja to mnostwo samozaparcia i energii, ale doszla do sciany i stwierdzila, ze jak to nie pomoze to rozwod bo po co jej taki maz.
Szanowny wrocil do Polski, kolorowo na poczatku z funduszami nie mieli, ale za to kolezanka byla i psychicznie I fizycznie wypoczeta na tyle, ze zaczela prowadzic dwie dzialalnosci, zeby te fundusze byly ![]()
Mam podobne zdanie, co nie znaczy, że mężczyzna nie powinien mieć obowiązków domowych czy powinien mieć jakąś taryfę ulgową. Uważam zwyczajnie, że są obowiązki/zajęcia, które przychodzą łatwiej kobiecie a inne mężczyźnie, oczywiście to też w zależności od charakteru, wykonywanego zawodu czy umiejętności.
Kiedyś usłyszałam dosyć trafne stwierdzenie „dobry ojciec to przeciętna matka”. Ojciec który bierze dziecko w sobotę na plac zabaw, zmienia pampersy lub zabierze dziecko na szczepienie wzbudza w części społeczeństwa podziw podczas gdy każda matka przecież to robi i nikt jej za to nie chwali. Ciesze się że powoli nasze pokolenie to zaczyna zmieniać ale i tak mam wrażenie że jeszcze długa droga przed nami ![]()
Ojej , to bardzo prawdziwe powiedzenie , przy czym czesto mezczyzni ktorzy zajma sie chwile dzieckiem oczekuja oklaskow i orderow. Oczywiscie super jest kiedy jest podzial obowiazkow, ale mama i tata powinni potrafic zająć sie dzieckiem jednakowo i wtedy oboje zasluguja na pochwaly ![]()
Czasami dopiero taka „terapia szokowa” potrafi pomóc.
To powiedzenie, ktore przytoczyłas, trafia w sedno pewnej społecznej niesprawiedliwości: od ojców przez lata oczekiwano niewiele więc jakakolwiek zwykła codzienna opieka bywała traktowana jak „wielkie poświęcenie” a matki od zawsze mają poprzeczkę ustawioną znacznie wyżej To się faktycznie zmienia, ale jak sama zauważasz, wolno.
Pokolenie obecnych 20–40-latków dużo częściej dzieli obowiązki, ojcowie są bardziej obecni, ale społeczna narracja nadal potrafi być nie fair. Wystarczy zobaczyć reakcje ludzi, kiedy mama przyprowadza dziecko do lekarza norma vs. kiedy robi to tata („wooo super tata!”). rodzicielstwo nie zasługuje na ordery tylko dlatego, że robi je ojciec.
Akurat jestem po mega ciężkim dniu… Ja przeziębiona na maksa, boli mnie każdą część ciała, synek nie był dzisiaj dla mnie wyrozumiały, nie wiem czy to skok rozwojowy czy zaraził się ode mnie. Spędziłam z nim cały dzień, on płakał i ja płakałam. Od godziny zajmuje się nim mąż. A mnie krew zalewa jak na niego patrzę. Wielce umordowanego bo dziecko mu płacze i nie może odpocząć po pracy. Tak jakbym ja przez cały dzień odpoczywała a młody mi herbatę parzył ![]()
Jak sie daje dziecko pod opieke taty to za chwile przychodzi i mowi do mnie “mysza ona chyba jest glodna”
okazuje sie , ze moja mala zawsze glodnieje jak tylko przejmuje ją mąż . Chociaz ja naprawde nie moge na niego narzekac
ja jak idę się wykąpać a mąż przejmuje opiekę to za 10 minut dzieciaki i tak dobijają się do mnie…