Hahaha
Facet chciał dobrze, a wyszło jak zawsze
Ale jak taki nieostrożny jest to może faktycznie dla Waszego i jego bezpieczeństwa już go nie prosić o pomoc ![]()
U mnie był 2 tygodnie
Ja mieszkam w domu zbudowanym przez mojego tatę i robił tu sam elektrykę ale jakbym miała teraz robić wymianę kabli to też bym zapłaciła fachowcowi i się mu nie przyznała
wiem że się zna ale ma takie podejście że często nie robi po swojemu, ostatnio mąż chciał wymienić włącznik światła i jak odłączył kabelki to na nowo nie mógł załączyć dobrze bo instalacja mojego taty trochę się różniła wzoru który mąż znalazł w internecie
mąż do każdej pracy z prądem w domu wyłącza korki, a tata się nie pierdzieli i na włączonym dłubie ![]()
Ja mam to szczescie, ze moj mąż jest elektrotechnikiem
nie dosc, ze zbudował dom od zera to elektryke całą tez ogarnął i teraz jak ide po domu i uwidzi mi się jednak gniazdko w tym miejscu to raz dwa i mam ![]()
![]()
Sama to bym nie wiedziala kompletnie nic!
To dużo zaoszczędziliście, bo tacy fachowcy to jednak sporo kasy biorą
fajnie jak się ma właśnie w rodzinie takich fachowców to , zawsze można pieniędzy przeznaczyć na coś innego a tak zapłacić robotnikom itd to ile to kasy
a gdzie tu reszta
O gniazdka to zmora w moim domu
dom był budowany w 2000 roku i nie wiem skąd pomysł na rozmieszczenie gniazdek w taki sposób. W każdym pokoju umeblowanie zasłania gniazdka, ani tak ustawić ani siak ![]()
za chwilę mijają 2 miesiące
U nas niestety wyglądało to trochę inaczej niż sobie wyobrażałam. Przed porodem myślałam, że te pierwsze tygodnie będziemy przeżywać razem wspólne ogarnianie maleństwa, spokojne spacery, kawa w kubku i takie małe rodzinne wspólne przeżycie Niestety rzeczywistość okazała się mniej romantyczna
Maz niby był w domu, ale w praktyce miał ciągle „pilne sprawy”. Ma własną działalność 40 pracowników i Pracował zdalnie, odbierał telefony, odpisywał na maile i często znikał na długie godziny w swoim biurze w domu. Kiedy prosiłam o pomoc, mówił, że „zaraz”, ale to „zaraz” czasem trwało pół dnia. Oczywiście rozumiem, że praca jest ważna, ale miałam poczucie, że jego głowa jest totalnie gdzie indziej. A ja z corka niewyspana i obolała, byłam bardziej sama niż się spodziewałam. ![]()
![]()
Najbardziej brakowało mi obecności, takiej zwykłej, spokojnej obecności. Nawet nie chodziło o to, żeby robił za mnie wszystko lubię dawać radę sobie sama i byłam gotowa ogarniać większość tylko chciałam, żeby ktoś był obok. Żeby ktoś zapytał, jak się czuję, zrobił herbatę, potrzymał dziecko, żebym mogła wziąć szybki prysznic bez biegania z mokrą głową, bo maluch płacze. ![]()
Czasem mam też wrażenie, że to ja muszę „nie przeszkadzać”, zamiast odwrotnie. Wiem, że każda rodzina ma swoją dynamikę, ale dla mnie to było trochę przykre. Pierwsze dni po porodzie są wyjątkowe, ale też trudne. Człowiek potrzebuje wsparcia, ciepła, zwyczajnego bycia razem. ![]()
![]()
Nie mam żalu, ale chyba liczyłam na więcej. Myślałam, że te pierwsze tygodnie będziemy przeżywać wspólnie, a wyszło tak, że każdy był trochę w swoim świecie. Na szczęście jest mama która mi nieraz pomoże niestety też nie często bo ma swój własny sklep i dużo w nim pracy ale jest i pomaga i to daje na prawdę dużo
A najlepsze jest to że przed decyzją na kolejne dziecko były rozmowy obiecał że będzie , że pomoże że znajdzie ten czas , bałam się zajść w kolejną ciążę i tak czekałam prawie 7 lat niestety okazało się to samo co z pierwszym dzieckiem ;(
Nie wiem co robić jak dotrzeć ???
Pomożecie ? Jak dotrzeć do niego aby mi więcej pomógł , częściej a nie tylko w danym dniu i potem to samo ![]()
![]()
Pewnie powiecie że dziecko jest nasze dwojga ze rodzicami jesteśmy oboje ale to już przerabialiśmy on mówi że jak tego nie będzie robił to nie będzie na chleb ale on za wszelką cenę zawsze mu mało
Wyczytałam na grupie fb dla mam że dziewczyny tu są bardzo pocone i nie ma tu hejtu tak że liczę trochę na wasze wsparcie ![]()
Jedyne co mozesz zrobic to rozmowa . Nie da sie zrobci nic innego , wiem , ze czasem trzeba tlumaczyc po milion razy . A gdy jest w domu to interesuje sie dzieckiem? Moze jak potrzebujesz sie wykapac , to idz do niego daj mu dziecko w ramiona i powiedz , ze teraz idziesz sie kapac i zeby sie zaopiekowal . Ja wiem , ze to nie wiele ale od czegos trzeba zaczac . Ja bym nie planowala tego pol dnia , tylko po prostu w momencie kiedy jest obecny , na miejscu , przyszla i oznajmila , ze teraz przez kilka minut Ty masz czas na prysznic . Do zabaw tez bym go angazowala . Nie wiem w jakim wieku jest Twoj maluszek ale moze dac mu grzechotke , albo jakas interaktywna zabawke . Na poczatku moj maz bal sie brac mala na rece i w momencie gdy ja bralam prysznic w szpitalu a mala zaczynala plakac i smoczek nie dzialal , to mnie wolal . Wychdzilam mokra podnosilam mala i ukladalam mu w ramionach . Mowilam zeby sprobowal do niej mowic , pokolysac albo pospiewac . Gdy zadzialalo widzialam dume w jego oczach . Moze tez sproboj w ten sposob . Nie wyreczalam go , tylko uczylam . Na chwile obecna to pieknie zaowocowalo . Teraz juz nie boi sie jej brac , czesto sie z nia bawi a nawet bywalo kilka razy , ze to on lepiej potrafil ulozyc małą do snu
U nas córka ma dopiero miesiąc i karmię ją piersią, więc ja muszę być przy niej praktycznie cały czas. Na razie te przerwy są bardzo krótkie czasem nawet na prysznic brakuje chwili wstyd się przyznasz ale poprostu zasypiam
wyczerpana bez kąpieli ![]()
Raz podeszłam do męża z płaczem, po prostu dałam mu małą i powiedziałam, że muszę się wykąpać, bo już nie dawałam rady. On oczywiście sobie poradził, ale widzę, że jeszcze się trochę boi i nie ma tej pewności.
Do tego mam w domu jeszcze 7latka, którego muszę ogarniać do szkoły, z całym jego buntem i emocjami, więc czuję, że wszystko spada na mnie. Mała, karmienie, szkoła, poranki, lekcje, a ja często jestem po prostu wykończona.![]()
![]()
Masz rację, że trzeba rozmowy i powoli przyzwyczajać. Tylko u nas to wszystko jeszcze bardzo świeże i intensywne. Mała jest maleńka, a ja jestem do niej podpięta przez karmienie. Na razie robię, co mogę, ale po prostu jest tego dużo na raz. ![]()
![]()
Doskonale Cie rozumiem , miesieczny maluszek daje w kosc . A co ze starszakiem ? Moze sprobuj zaangazowac meza w pomoc przy 7 latku ? Na poczatek moze pomoc przy zadaniu domowym ?
Mi sie wydaje , ze byc moze wlasnie tu chodzi o ten strach . Nie powie tego w prost bo albo blokuje go ego i duma albo sam nie do konca jest tego smiadony.My kobiety mamy ten instynkt jednak od zaraz na zawolanie , a mezczyzni sie tego ucza . Pomalutku, pomalutku coraz wiecej .
Wydaje mi sie , ze im bardziej bedziesz naciskac , to jego strach bedzie go pchal do ucieczki z domu , czy wlasnie do takich "waznych spraw " ale to absolutnie nie oznacza , ze ma Tobie nie pomagac i nie wspierac . Wdrazaj wszytsko pomalu
Z tym starszakiem też nie jest łatwo. On już na tyle rozumie sytuację, że sam mówi: „tata tylko w telefonie, tata myśli tylko o pracy i nic nie chce ze mną robić”. I ja nawet o to nie proszę, on sam po prostu schodzi do dziadków na dół, bo tam ma towarzystwo i zajęcie. ![]()
A jeśli chodzi o lekcje, to też mamy przykład jak byłam w szpitalu, to nikt nie dopilnował zadań i syn dostał minusy za nieodrobienie. I mój mąż mi wtedy powiedział: „ty to zrobisz lepiej, wiesz jak to ostatnio się skończyło”. Więc zrobiło mi się przykro, bo całkowicie zrzuca odpowiedzialność na mnie i boi się nawet spróbować.![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Wiem, że mężczyźni uczą się opieki przy dzieciach, tylko u nas to tak powoli idzie, a ja mam wrażenie, że wszystko jest na mojej głowie: maluszek, karmienie, starszak, szkoła, lekcje, dom i zwyczajnie brakuje sił.![]()
![]()
Kochana doskonale cie rozumiem , mam w domu 7 latkę zbuntowaną i dwójkę dzieciaków rok po roku razem troje dzieciaczków. Przy maluchach jest ciężko a co dopiero bunt najstarszej ktory jak nie będę z nią odpowiednio pracować będzie rósł razem z nią…a później jak się skumuluje z dojrzewaniem może być naprawdę ciekawie , narazie próbuje różnych metod aby rozmawiać z nią ale nie zawsze jest wystarczająco czasu dla niej bo są jeszcze maluchy . U mnie jest o tyle łatwiej że mój mąż nie ma problemu z zostaniem i pomaganiem mi , po przeczytaniu twojej historii widzę że twój mąż to pracocholik i widzi tylko pracę nic pozatym bo wydaje mu się że jak nie będzie pracować to zginiecie…wiem że rozmawiasz z nim cały czas i to nie wiele daje ale on poprostu musi zrozumieć że praca to nie wszystko, to rodzina jest najważniejsza. Współczuję ci kochana bo to co teraz przeżywasz jest mega trudne bo spotyka cię niezrozumienie u męża który miał cię wspierać w każdej chwili…a szczególnie teraz w czasie połogu a zamiast pomocy otrzymujesz wytlumaczenie męża że on musi .
Czy masz oprócz swojej mamy jeszcze kogoś bliskiego ,np przyjaciółkę która cie wesprze ? Której możesz się zwierzyć , spotkać chociaż raz na jakiś czas?
Dziękuję ci bardzo za zrozumienie Naprawdę robi mi się lżej, kiedy ktoś patrzy na to z boku i mówi, że to nie ze mną jest problem. Masz rację mój mąż jest totalnie zanurzony w pracy i jemu się wydaje, że jeśli on na chwilę odpuści, to wszystko się zawali. A ja jestem w połogu, mam dwójkę dzieci i zwyczajnie potrzebuję wsparcia, a nie tłumaczenia ![]()
![]()
![]()
Jeśli chodzi o bliskie osoby, to oprócz mojej mamy nie mam nikogo kto by tak naprawdę pomógł. Jestem introwertykiem i niby chciałabym wyjść, spotkać się z kimś, pobyć między ludźmi, a z drugiej strony jest mi ciężko się przełamać:pleading_face:
. Kiedy jestem przy dzieciach, ciągle coś trzeba ogarnąć i nie mam ani czasu, ani siły.
![]()
![]()
![]()
![]()
Szczerze mówiąc, czuję, że coś jest ze mną nie tak może nerwica, może depresja, nie wiem. Mam wrażenie, że mam za dużo w głowie i za mało wsparcia. Nawet nie mam kiedy iść do lekarza, bo wszystko jest na mojej głowie od rana do nocy. Próbuję dawać radę, ale czasem jestem zwyczajnie tym wszystkim przytłoczona.
Bo problem nie jest w Tobie . Kazdemu czasem brakuje sil i to jest zupelnie normalne.
Nie poddawaj sie , w przyszlosci to zaowocuje piekna relacja z dziecmi 🫶🏼 zycze Ci duzo sily i aby w koncu maz przejrzal na oczy i docenil to co robisz , bo czesto mezczyzni mysla , ze w czasie gdy oni “ciezko haruja” my w domu lezymy i pachniemy a wiadomo jak to wyglada naprawde.
Jesli masz ochote porozmawiac , napisz do mnie prywanie . Nie musimy pisac o dzieciach ani o rodzinie , mozemy pogadać sobie po prostu o wszytskim i niczym albo ponarzekac na swiat.
Dziękuję Ci za te słowa 🫶🏼 Bardzo mi było tego potrzeba, bo czasem naprawdę mam wrażenie, że coś jest ze mną nie tak, a tak naprawdę po prostu brakuje sił. Masz rację, mężczyźni często myślą, że jak oni pracują, to w domu jest luz i odpoczynek, a przecież my mamy po prostu inną „pracę” non stop, bez przerwy, często bez wdzięczności i docenienia. Niestety obawiam się że za wiele w nim nie zmienię to u nich w rodzinie przechodzi z pokolenia na pokolenie tam sami pracoholicy a kobiety w domach i u nich to do gadania nic nie mają . Ja to nieraz stawiam na swoim nie daje sobie bo jak bym sobie bardziej dała to bym miała jeszcze gorzej ![]()
Nie poddaję się, chociaż są dni cięższe i ja też potrzebuję wsparcia. Też chciałabym, żeby mąż w końcu zobaczył, co robię i że to nie jest „leżenie i pachnienie”, tylko ogarnianie dzieci, emocji, karmienia, szkoły, domu… wszystkiego naraz.
Wierzę, że to kiedyś zaowocuje fajną relacją z dziećmi. Teraz po prostu trzeba przetrwać ten najtrudniejszy etap
🩵:sparkling_heart:
U nas brak urlopu, chorobowego czy dni wolnych od pracy . Zawsze na pelnych obrotach .
Moja coreczka ma teraz 4 miesiace i kazdy usmiech , kazdy pisk radosci roztapia mi serce w ulamek sekundy i wiem , ze dla niej warto . Warto wszystko przetrwac
A moze sproboj wylozyc mezowi “kawe na lawe”. Ze go potrzebujesz bo juz nie dajesz rady.
Ze jesli praca jest tak wazna to niech znajdzie choc 2godziny dziennie dla Starszaka.
I niech to beda stale pory tak zeby kazdy z Was mogl rozplanowac sobie dzien.
Prawda jest taka ze dzieci sa male tylko raz, i jak Twoj maz bedzie chcial z nim spedzac czas za 3-4 lata to bedzie mial go w nosie bo ma kolegow.
A brak zbudowanej relacji bedzie sie tylko poglebial.
To ze karmisz piersia i corka jest polaczona z Toba nie oznacza, ze Maz nie moze chocby jej wykapac czy przygotowac do snu.
Zapytaj go jakie czynnosci z checia i radoscia zrobi przy dzieciach i niech zacznie je robic, wqzne sa tez male kroczki.
Kazda mame predzej czy pozniej dopada kryzys,
Wazne ze o tym mowisz,piszesz❤️ to juz polowa sukcesu, ale pamietaj tez ze jesli poczujesz sie bardzo przytloczona pojdz do specjalisty. Czasem nawet jedna wizyta pomaga❤️
Oj…. Duzo to za mało powiedziane! Odeszło tyle wydatków, że szok
jestem mega wdzieczna, ze tak dużo zrobil sam. Aczkolwiek proces budowy wspominam tak sobie, poniewaz ja urodzilam i bylam praktycznie sama do 1 roku zycia dzecka, codzienna samotnosc doporowadzała mnie do depresji. Moja rodzina oddalona, tesciowa ktora przychodzila bez zapowiedzi, mąż z pracy na budowe, no ogólnie dramat ![]()
Mam czasami takie wrażenie że nasi mężczyźni czasami mają z inną hierarchię priorytetów niż my kobiety…
I szczerze powiedziawszy nie wiem z czego to wynika czy to kwestia charakteru czy wychowania…
Ja na przykład z moim mężem też miałam kilka takich akcji że dla mnie byłoby to oczywiste że sytuacja wymaga tego żebym rzuciła tą robotę i przyjechał do domu bo go potrzebuję, a on się waha co robić bo jest między młotem a kowadłem🙄 Kurde, serio nie wiem co może być ważniejsze od jego kobiety w ciąży lub kobiety które właśnie urodziły jego dziecko…
Twoja sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana niż u mnie, ale chyba do facetów trzeba mówić krótkimi prostymi komunikatami. I mówić im to wprost bo oni naprawdę się nie domyślają że potrzebujemy ich pomocy. I nie rozumieją tego że gdyby to oni chodzili w ciąży albo urodzili właśnie dziecko to my zachowałybyśmy się zupełnie inaczej.