Dziewczyny, jestem na świeżo po porodzie i muszę Wam powiedzieć, że poziom opieki położniczej w szpitalu oceniam bardzo słabo. Na oddziale mnóstwo mam, które nie wiedzą jak karmić, jak postępować z maleństwem, jak radzić sobie z dzieckiem po bolesnym porodzie lub CC. Każda położna mówi zupełnie coś innego - jeśli w ogóle coś mówi. Mamy nie pytają. Koleżanka z pokoju przez niemal dwie doby nie karmiła maleństwa (niczym!), bo nie wiedziała jak a nikogo nie zapytała (dawała smoczek, gdy mały płakał). Dopiero ode mnie dowiedziała się o cudnej Pani Reginie od laktacji.
A jakie są Wasze doświadczenia z “porodówki” i pobytu w szpitalu?
U mnie na porodówce była wspaniała położna, przypilnowała kangurowania i pierwszego przystawienia Maluszka do piersi. Za to opieka na oddziale w szpitalu to już inna sprawa. Pierwsza położna z którą miałam tam do czynienia to niesympatyczna pani ze “starej szkoły”. Miała pretensje o każde zadane pytanie czy prośbę, powiedziała że mam nie przystawiać dziecka do piersi bo i tak nie mam pokarmu.
Dopiero następna zmiana złożona z młodych kobiet sensownie podeszła do pacjentek, więc było o niebo lepiej. Pokazały jak przystawiać dziecko, co i jak robić, troszczyły się o matki i dzieci.
O szpitalu, w którym ja mam rodzić słyszałam dobre opinie. Koleżanka rodziła w grudniu i bardzo sobie chwaliła położną, ale i tak muszę sama się o tym przekonać, bo nigdy nie wiadomo jak się trafi.
Dziewczyny właśnie wszystko zależy od personelu na dyżurze. Mam najświeższy przykład z soboty - koleżanka ze szkoły rodzenia, z która bardzo sie
zżyłam, miała problemy od połowy ciąży i poród zakończył się przez cc w 36 tc. Na szczęście wszystko jest w porządku, urodziła pięknego synka 3180 g Na szkole rodzenia prowadziły nas 2 polozne z tego samego szpitala, doradzajac i mówiąc że w razie problemów mamy dzwonić i się nie krepowac. I chwała im za to! Koleżanka mówiła, że kiedy one były na dyżurze wszystkiego uczyły i pokazywały, nawet małego przystawily jej do piersi, żeby pokazać jak. A inne położne zero opieki, kompletnie nic nie pomagały nawet jak dziewczyny prosily o pomoc… I oczywiście sprzeczne informacje - nasze położne mówiły ze w szpitalu jest wszystko dla dziecka łącznie z pieluchami, natomiast na “gorszej” zmianie trzeba było mieć swoje pieluchy, a nawet kosmetyki do kąpieli niemowlaka.
Powiem Wam, że jak się tego wszystkiego nasluchalam i napatrzylam, mialam takiego doła w weekend… To moje pierwsze dziecko i przeżywam mocno to, że mogę sobie w danej sytuacji nie poradzić. Na szczęście położne ze szkoły są chętne do pomocy, więc będę dzwonić i o taką pomoc prosić w razie potrzeby.
Ja też mam fajną położną ze szkoły rodzenia i naprawdę na nią liczę po porodzie.
U nas pytali czy sobie radzimy czy mała je itd. jednak najlepiej dowiedziałam się wszystkiego od położnej środowiskowej, pokazala co i jak ;p
U nas było całkiem nieźle nieliczac jednej pani położnej która wiecznie nie miała czasu to było całkiem nieźle pytali czy wszystko ok zaglądaly panie położne pomagaly jak mogły więc w sumie było całkiem ok przynajmniej z mojego punktu widzenia.
Mama_Ola ja również nie byłam zadowolona z opieki poporodowej w szpitalu. Każda położna mówiła coś innego. Położna od laktacji przyszła zaraz po porodzie, złapała mnie za pierś, włożyła małej do buzi i powiedziała “tak trzeba karmić”. I tyle! byłam w szpitalu dwie doby i mogę wymienić tylko pojedyncze położne, które można było o coś zapytać, a one sensownie i nie z przymusu odpowiadały. Ale ogólnie porażka. Gdzie wiadomo, że człowiek na początku liczy na jak największe wsparcie.
Jejku dziewczyny gdzie takie szpitale gdzie pomocy zero ? U nas z tego co widzę to jeden z bardziej dobrych szpitali chyba że trafiłam po prostu na fajny personel
Oj Mama_Ola temat opieki okołoporodowej w Polsce to temat rzeka i dla mnie “woda na młyn”…
Podobnie jak Ty, miałam cudowne doświadczenia na porodówce… Dzięki fantastycznym dwóm położnym odbierającym moje Dziecko miałam magiczny poród (pomimo niewyobrażalnego bólu urodziłam praktycznie w ciszy, w spokoju, z ogromnym poczuciem bezpieczeństwa i z uśmiechem)… Przy porodzie był Tata, który z zimną krwią i stoickim spokojem NAS pilnował Położne niezwykle taktowne, uprzejme, spokojne, delikatne… troskliwie zajęły się najpierw mną, a później moim Cudem… Pomogły przystawić po raz pierwszy Córkę do piersi, umożliwiły dłuuugi i spokojny kontakt “skóra do skóry” i zapewniły intymność…
I tak z XXI wieku trafiłam na siermiężny oddział położniczy mentalnie wyrwany z lat '80 Trafiłam akurat na czas, kiedy na oddziale wprowadzono CAŁKOWITY ZAKAZ ODWIEDZIN!!! Zatem, byłyśmy całkowicie same… (paradoksalnie nawet mi to było na rękę, bo uniknęłam pielgrzymek do mnie i do sąsiadki z sali, a mogłam cieszyć się tym Małym Życiem) Tata nam tylko przynosił jedzenie i podawał przez drzwi, bo na tym szpitalnym to długo byśmy rady nie dały…
I tak to właśnie było, że każda położna mówiła coś innego, rady i zalecenia wzajemnie się wykluczały, mleko modyfikowane lało się strumieniami, a do Pań położnych nie docierało, że ja tego MM nie chcę, bo karmię piersią (i tak zostawiały butelki na stoliku koło łóżka - uzbierałam pokaźną kolekcję). Gdybym miała jakiś problem z karmieniem, pielęgnacją Dziecka lub sama ze sobą, to znikąd pomocy (fachowej) bym nie uzyskała… Wyszłam z założenia, że zachowam stoicki spokój i maksymalnie skupię się przez ten czas na sobie i Dziecku.
NIKT absolutnie NIKT nie zapytał mnie, czy potrzebuję pomocy lub porady laktacyjnej. Pielęgniarki były delikatnie mówiąc “zdziwione”, że każę im szczepić moje Dziecko w trakcie karmienia piersią i chcę być obecna przy wszystkich badaniach i czynnościach pielęgnacyjnych. Lekarze podczas obchodu, wychodząc z sali zostawiali drzwi otwarte na oścież… a my zastawiałyśmy się, jak dyskretnie mamy je zamknąć po wyjściu lekarza z sali (mamy, które już urodziły wiedzą jak wygląda procedura obchodu)
Co ciekawe, a'propos podmiotowego traktowania pacjentów przez personel medyczny - wszystkie na oddziale dla położnych byłyśmy “mamy”, czyli “mama zrób to”, “mama powinnaś”, “mama karm”, “mama obudź się”, “mama dziecko ci płacze”…
Warunki sanitarne były dramatyczne i upokarzające - zatkane toalety, brak papieru toaletowego, obrzydliwe prysznice z zasłonami z ceraty, otwarte kosze na odpady medyczne…
Takie “polskie piekiełko” A prosto po porodzie, wobec nowej roli i w nieznanych sytuacjach, zestresowane i zaaferowane Dzieckiem, zwyczajnie nie mamy siły, ani ochoty walczyć o własną godność. Przez niekompetencję personelu medycznego i zaniedbania w opiece okołoporodowej część z nas rezygnuje z karmienia piersią, nie uzyskując fachowej pomocy… NIKT, nie pytając Was o zgodę nie ma prawa dotknąć Waszych piersi, a butelka MM nie jest NIGDY rozwiązaniem na problemy z karmieniem piersią!
Reasumując, Dziewczyny, które czekacie na poród… weźcie ze sobą wszystkie kosmetyki, pampersy i pajacyki dla Dziecka, weźcie swoje podkłady poporodowe i podkłady na łóżko… wówczas będziecie się czuły bardziej komfortowo. Natomiast, jeśli chcecie karmić piersią poszukajcie przed porodem certyfikowanych doradców laktacyjnych w Waszym mieście.
Ja wrażenia ze szpitala mam raczej pozytywne. Położne na dyżurach były pomocne, pytały się jak sobie radzimy a jak były problemy i pytania to pomagały. Była specjalna położna laktacyjna ucząca technik przystawiania dziecka. Kładły duży nacisk na karmienie piersią, a MM podawane było jako ostateczność. Przy porodzie też miałam bardzo fajną położną dużo tłumaczącą, po urodzeniu się syna zadbała o kontakt ciało do ciała i pierwsze przystawienie do piersi. Sam szpital był niedawno remontowany, sale porodowe jednoosobowe, na oddziale sale dwuosobowe z łazienkami, czysto, ładnie i przyjemnie. Jedzenie jak na szpital też było ok.
A mi się wydaję, że to nawet nie zależy od konkretnego szpitala tylko przede wszystkim od ludzi na jakich trafimy. Jako, że w tej ciąży muszę dużo przebywać w szpitalu dokładnie to sobie zaobserwowalam i wnioski z tego mam takie, że każda osoba jest inna, każda ma inne oczekiwania i podobnie jest z połznymi. Da się znaleźć takie, które są miłe i pomocne dla pacjentek ake też i takie ,ktore wydaje się pracują za karę i to wszystko w jednym szpitalu. Przy pierwszym porodzie miałam super opiekę natomiast przy drugim opieka była beznadziejna do momentu kiedy na sale przyszedł ordynator wtedy wszystko poszło szybko i każdy był miły. Także w jednym szpitalu a tyle różnych sytuacji mnie spotkało.
Ja będąc po cc nie mogłam się ruszac ani podnosić głowy a dali mi dziecko do opieki,dziecko płakało i ja płakałam, gdy prosiłam o pomoc przychodziła jakaś kobieta i mówila"niech ktoś przyjdzie z rodziny i pomoże". najgorsze sa takie starsze kobiety …jakby były w swojej pracy za karę.
A u mnie w szpitalu pomijając kwestię niedelikatności jednego z doktorów podczas każdego badania… Opieka poporodowa jak najbardziej na wysokim poziomie. Oczywiście każdy człowiek jest inny i niektóre babeczki może niekoniecznie “miłe” na pierwszy rzut oka, ale nie odmawiały pomocy. Moja Księżniczka od samego początku była przy mnie. Od razu po cc przystawiona do piersi,a z uwagi na niemożność poruszania się średnio co pół godzinki zaglądała do nas pani aby zmienić Kruszynce pierś. Następnie na sali “położnic” zaglądały do nas co chwilkę sprawdzać jak się czujemy, przewijały Maleńką gdy ja jeszcze nie byłam w stanie, podchodziły do nas z życzliwością i cierpliwie tłumaczyły gdy zadawałam pytania. Jeśli chodzi o karmienie piersią to tu mogę mieć zastrzeżenia, ponieważ z góry założono że karmię naturalnie i nie licząc przystawiania po porodzie, później już nikt Nas nie instruował…na szczęście Córcia chętnie jadła i jakoś przetrwałyśmy. Żadnych porad lajtacyjnych nam nie udzielono.
Za to Położna Środowiskowa, która przychodzi na wizyty patronażowe jest świetna zarówno dla Maluszka jak i dla mnie:)
Ja całkiem zadowolona byłam wiadomo można by życzyć dużo więcej ale to co było było i tak super jak się słyszy takie straszne opowieści to ten szpital w którym ja byłam byl super naprawdę. Wiadomo lepszy standard jedzenia powinien być i czasem jakąś położna Nie w humorze ale raczej większość położnych super więc nie miałam co narzekać zobaczymy jak 2 raz będzie
U mnie było naprawdę słabo… Byłam w ogromnym szoku, bo 8 lat temu w tym samym szpitalu urodziłam pierwszego synka i naprawdę byłam zachwycona poziomem opieki, a tu taka przykra niespodzianka. Nawet w innym wątku tak bardzo polecałam to miejsce przekonana, że nic się nie zmieniło. Oczywiście macie rację, że to zależy od opieki na konkretnej zmianie i po prostu, zwyczajnie jak wszędzie, od ludzi, ale przez trzy dni nie było ani jednej zmiany czy osoby, która jakoś bardziej zainteresowałaby się losem “położnic”. Lekarze to co innego. Naprawdę fajna kadra i fachowa opieka - każdy obchód to była wręcz przyjemność. Delikatne badania zawsze okraszone ciepłym słowem czy żartem. Podobnie pediatrzy - naprawdę świetni. Ale położne… no nie pomagały to mało powiedziane (poza jedną wyjątkową osobą, z którą spotkałam się najpierw na sali pooperacyjnej, a potem także podczas jednego wieczora już na oddziale położniczym). Moja koleżanka z pokoju, już po wizycie Doradcy laktacyjnego, miała problem z przystawieniem synka do piersi i poprosiła położną, która akurat “obdzielała” środkami przeciwbólowymi o pomoc w dostawieniu w pozycji na leżąco. W odpowiedzi usłyszała pytanie, czy to już na pewno jest pora karmienia… no ludzie złoci! I ostatecznie nie pomogła…
@BabaYaga muszę przyznać Ci rację - na takim oddziale naprawdę można czuć się odartym z godności. Łóżka stare, nie działają… moje miało podniesioną połówkę pod głową i nie mogłam jej w żaden sposób opuścić, przez co całe noce ślizgałam się po nim i spałam z podkurczonymi nogami, a w dzień mogłam karmić tylko na plastikowym krzesełku… myślałam, że kark mi odpadnie po tych trzech dniach… Łóżko koleżanki trzeszczało tak, że budziło dzieci chyba jeszcze w trzech sąsiednich pokojach Prysznice i toalety to masakra jakaś - “polskie piekiełko” to dobre określenie… Do tej pory mam dreszcze, gdy o nich pomyślę. Jak mi mydło spadło na podłogę, to wyrzuciłam je do śmieci, bo bałam się cokolwiek jeszcze z nim zrobić.
Moją ulubienicą była też jedna położna na sali pooperacyjnej - starsza pani - która ubrała mojemu synkowi po badaniu pajacyk z rękawkami na stopy, a mnie podczas pionizacji poprosiła, abym usiadła najpierw bokiem na łóżku podtrzymując się ręką i posiedziała tak 10 minut, a ona zaraz wróci. Wróciła za 30 minut… A ja w ciąży i jeszcze po porodzie miałam problem z dłońmi i nadgarstkami (chyba zespół cieśni nadgarstka) i siedziałam tak krzywo, podtrzymując się jedną dłonią, którą ledwo czułam, całe ciało mi drżało z bólu i bałam się, że zaraz spadnę na podłogę…
Także popieram to, co napisała już BabaYaga: weźcie ze sobą do szpitala własne podkłady i te poporodowe i te na łóżko, wszystkie rzeczy dla maluszka (choćby szpital miał niby dawać swoje) i upewnijcie się czy w szpitalu, w którym rodzicie jest cesrtyfikowany doradca laktacyjny, jak ma na nazwisko, a najlepiej zapiszcie sobie od razu jego numer telefonu w komórce. Pamiętajcie też o własnych sztućcach, szklankach i kubkach, poduszce do karmienia i pościółce dla maluszka (wszystko jedno czy to rożek, kocyk, czy otulacz). Dla mnie dużym ułatwieniem była też specjalna koszula do kangurowania. Po cc jest naprawdę ciężko samemu, bez pomocy, ułożyć się w takiej pozycji półleżącej z maluszkiem, a później bezpiecznie z niej wstać, więć taka koszula do naprawdę duża pomoc.
Z opieka różnie
- miałam okropną opieke nie miałam pokarmu mała mi sie darła ja wyłam razem z nią byłam po cc a nosiłam klocka wazacego 4,5 zero pomucy ciuszki za małe mi dali nie mogłam jej podopinać wydzierała sie na mnie pielęgniarka że dzieckiem nie potrafię się zająć
- opieka taka sobie
- wybrałam juz inny szpital i opiekę miałam naprawdę świetną
Zgodze się. U mnie co prawda w czasie porodu położne bez zarzutu, ale może odczułam tak dlatego, że był ze mną mój lekarz przy porodzie.
Jeśli chodzi o położe i pielęgniarki na oddziale położniczym to klekajcie narody… każda mówi co innego, po porodzie nie pozwalają wstawać, a po 6 h przychodzą przewinąc dziecko itp. Brak słów.
Własnie dlatego bardzo się cieszę, że chodziłam do szkoły rodzenia i od samego początku wiedziałam jak zajmować się maluszkiem.
Zaraz po cesarce gdy już dostałam synka pomagała mi jedna położna - cudowna kobieta! Kolejna nie była już tak pomocna, aczkolwiek chodziło o moje dziecko, więc prosiłam, męczyłam, dzwoniłam dzwonkiem itd.
Dobrą położną, to chyba ze świecą szukać z tego co słysze