Opieka położnicza w szpitalu

Wszystko zależy na kogo się trafi. Trafiłam generalnie na fajne i pomocne położne. Trafiła mi się też jedna kobieta do rany przyłóż, bardzo opiekuńcza, pomocna. I oczywiście trafiła mi się też wredna zołza, która tylko się czepiała wszystkiego. Na szczęście tylko jeden dyżur miałam okazję z nią przebywać.
Nowa Janowa, powiem szczerze, że myślę podobnie :slight_smile:

To nic, tylko się modlić, żeby mi się trafiły fajne, pomocna położne :slight_smile:

Mama_Ola, moje doświadczenia z porodówki również nie są najlepsze. Sama miałam problem z karmieniem syna, nie wiedziałam jak powinnam prawidłowo dziecko przystawiać do piersi, miałam mało pokarmu na samym początku. Położna, która przyszła na salę, trafiła akurat na moment, gdy próbowałam nakarmić dziecko. Stanęła nade mną, dawała instrukcje jak powinnam podać pierś, po czym w nerwach powiedziała: sama niech Pani próbuje, nie będę tu nad Panią stała cały wieczór… :o Ja byłam cukrzycową mamą, i doktor neonatolog, która przychodziła rano na obchód, wydzierała się do mnie niesamowicie, że nie mam czym karmić. Wyobraźcie sobie, że złapała mnie za piersi i sutki i zaczęła ciągnąć i sprawdzać, czy mam pokarm. Ale człowiek był głupi, że się na to zgodził, porażka. W tym całym stresie, zamieszaniu i radości z posiadania dziecka zapomniałam o istnieniu pań od laktacji, a na oddziale nikt mi tego nie zaproponował. I tak jak mówisz, wiele mam jest zielonych w temacie, a położne nie pomagają. Ale pewnie dużo zależy od nawyków w szpitalu i zmiany, na którą się trafi. U mnie np. położne potrafiły się czepić o koszulę do karmienia, bo miałam jedno rozcięcie, a nie dwa po bokach. Także przed drugim porodem będę się długo zastanawiać, czy pojechać tam drugi raz, mimo, że pracuje tam mój lekarz prowadzący…

Dodam jeszcze, że gdy położyli mi małego na brzuch i umożliwili kontakt skóra do skóry, kazali przystawić dziecko do piersi. Ja nie miałam siły ruszyć ręką, a co dopiero prawidłowo przystawić syna… Porażka.
Warunki sanitarne również koszmar. Jedzenie porażka. Poród rodzinny nie był możliwy, a brakowało mi męża obok mnie. Odwiedziny nie były możliwe na sali. Musiałam udostępniać swoje pampersy, bo się położne upominały. Sama nie kąpałam, ani nie widziałam, jak to się robi. W trakcie dwóch dób, które tam spędziłam, nikt nie zerknął na moje poszyte krocze, czy aby wszystko na pewno dobrze się goi…
Zazdroszczę dziewczynom, które opiekę poporodową wspominają bardzo dobrze… :))

Potem też żałowałam, że nie uczęszczałam do szkoły rodzenia, co zresztą te cudownie Panie mi wypomniały: trzeba było chodzić do szkoły rodzenia, to nie miałaby Pani z niczym problemów. Ot i tak to było, długo by można o tym opowiadać. Jest to temat rzeka…

NowaJanowa nie zamartwiaj się na zapas… Dużo zależy od personelu i jego podejścia do pacjentek. Po mnie np. jeździły a koło Pani, która leżała ze mną na sali skakały jak nie wiem co… Czasem mam wrażenie, że ja nie zapchamy do kieszeni odpowiedniej kwoty, to nie będzie dobrze…

motheroftwo dokładnie tak jest, chyba trzeba komuś dać co nie co w kopercie, żeby było dobrze :slight_smile: niestety

mothertwo, strasznie Ci współczuję, aż ciężko sobie wyobrazić, że trafiłaś na kogoś takiego. A to sprawdzanie czy masz pokarm w piersiach w ogóle porażka. I nie rozumiem związku z cukrzycą ciążową. ja też miałam i cukrzyce i cc, a z pokarmem nie miałam problemu. Jeśli chodzi o kąpanie to u mnie położne kąpały pod kranem i też robiły to same. Pampersy też musieliśmy mieć swoje. Na szczęście nie musiałaś być tam dłużej niż 2 dni.

Ja byłam dziś na wizycie u położnej mojego lekarza prowadzącego porażka kobieta podczas mojej krótkiej wizyty odebrała 3 prywatne telefony… Nie wiedziała za bardzo co do jakiej rubryki wpisać :slight_smile: pomagałam, tętno maluszka posłuchała przez kilka sekund może a na początku w ogóle nie było go słuchać przy dwóch przyłożeniach aż się wystraszyłam, no i o moich wynikach też nie umiała nic powiedzieć na pewno oczywiście dopytam lekarza wiadomo ale wizyta fatalna podejście również

Ja trafiłam na bardzo fajne położne. W czasie porodu były bardzo pomocne a i te z oddziału chodziły i jak była potrzeba pomagały. Chociaż zdarzały się też gorsze jednak ogólnie oceniam personel na prawdę dobrze. Położne przychodziły nawet w nocy i pomagały przystawiać malucha do piersi. Pokazywały tłumaczyły.

Dzieci kąpały położne pod kranem.
Pieluszki musiałam mieć swoje.
Miałam cc i już w pierwszej dobie normalnie karmiłam Syna więc z tym problemu też nei miałam.

Anna, no to faktycznie kiepska Ci się trafiła. U nas w przychodni jest tak, że przed każdą wizytą najpierw się idzie do położnej, na spr. tętna, zmierzenie ciśnienia, zważenie itd. I tam jest taka młoda dziewczyna, widać że ma wiedzę, a przy tym jest bardzo sympatyczna i pomocna.
W szpitalu w nocy nawet panie z oddziały noworodków zaglądały do mnie i sprawdzały, czy wszystko ok, bo zdecydowałam się zostać z córą:)

ale za to jak urodziłam synka to faktycznie na oddziale noworodkowym opieka była super panie pielęgniarki były bardzo zaangażowane

Ja swoją opiekę oceniem mega pozytywnie. Trochę się o mnie bali, bo ledwo przeżyłam razem z synem, zabrali go do kliniki ponad 150km ode mnie a ja byłam bez niego. Położne latały obok mnie przez pierwsze dwie doby. Ale mój mąż w sumie niemal codziennie przynosił im kawe cukierki czy ciastka :slight_smile:

U mnie opieka była bardzo dobra, co dwie godziny położna przychodzi do sali i sprawdza czy wszystko ok i czy w czymś nie pomóc. Odpowiadały na wszystkie pytania i jak trzeba było to pomagały. Leżała ze mną na sali Pani po ciężkiej cesarce to nią w ogóle bardzo troskliwie się opiekowały.
Co rano było u nas badanie noworodków i tam tez było bardzo fajnie i pomocnie, ja miałam do nich naprawdę sporo pytań i na każde dostała odpowiedź.
No ale same widzimy, że z opieką położnicza jest u nas różnie i jest to mega smutne, bo w tym czasie przeciez każda z nas potrzebuje bardzo dużo wsparcia…

Wszystko też zależy od szpitala i osób w nim pracujących

Ja muszę pochwalić panie ze szpitala w Malborku. Zarówno na oddziale położniczo-ginekologicznym jak i położniczo-noworodkowym były bardzo miłe i pomocne panie. Była też Pani od laktacji, która pomagała a jak był problem można było dać znać i przychodziła znów pomagać. W nocy też sprawdzali czy wszystko jest dobrze. Byłam bardzo zaskoczona tym wszystkim, pozytywnie oczywiście :slight_smile:

mnie opieka po porodzie była bardzo miła i fachowa
panie pielęgniarki pprzychodziły pytały w czym pomóc służyły i pomocą i odpowiadały na pytania, gdy słyszały placz maluszka zaraz przychodziły zobaczyć czy sobie radzę czy mam z czymś problem, pomogły mi też wziąć pierwszy prysznic, pomagały przy przystawianiu do piersi super

Do mnie przychodziły Panie od noworodków, ale również każda inaczej mówiła w kwestii karmienia- jedna , że na ,żądanie" a druga, że budzać. Moja córeczka długo spała po porodzie, trudno ją było przystawić do piersi. Nie zawsze miałam pomoc, zależy od zmiany położnych.

Monikalul A miała żółtaczke fizjologiczna? Bo dzieic wtedy przeważnie tak śpią dużo i ciężko je obudzić żeby zjadły.

Aiisa moja córeczka miała długo żółtaczkę ale normalnie budziła się na jedzenie. Wyjątki były że tak spała że nie dało się dobudzić na jedzenie.

Aneczka widzisz to super że jadła ale są dzieci z wysoką zoltaczka które śpią i śpią i ciężko je obudzić by zjadły A długo już śpią np 3 godziny bez jedzenia są:)