Pierwsze ząbki maluszka

Najważniejsze to trafić na swojego i kompetentnego lekarza. Najgorzej jak u takiego malucha jest próchnica i na tyle duże zniszczenia zębów że trzeba robić narkozę. Ciężkie przeżycie dla całej rodziny

Jasna sprawa, ja tylko napisalam z perspektywy mamy, juz jednego bąbla:)
Tez mocno polegam na szkole rodzenia (wychodze z zalozenia ze wiedza tam przekazana jest wartosciowa).
Aczkolwiek pojawila sie u mnie czerwona flaga jak odwiedzila nas Pani od Bankowania krwi, i “Pan od Fotelikow” z jednego lokalnego sklepu- oczywiscie z rabatami… I doszlo do mnie ze kazdy lekarz(fizjo;neurologopeda;urofizjo etc.)zostawial ulotki z numerem telefonu i “rabacikiem”. A wszystko sponsorowane przez NFZ :smiley:
I mocno widac jak w tej sferze “mamowej” jestesmy naciagne na rozne rzeczy czy uslugi, a oczywiste jest to ze chcemy najlepszego dla naszego maluszka. Dlatego tez ciesze sie ze jest to formu bo juz nie raz dziewczyny odwiodly mnie od “zakupu na wyrost” :slight_smile:

No właśnie :sweat_smile: wszędzie coś wciskają, chciałam iść na porodówkę na dni otwarte zobaczyć jak wygląda dopóki jakaś dziewczyna nie napisała, że w tym szpitalu przed zwiedzaniem jest spotkanie z Panią która przez pół godziny mówi o bankowaniu krwi i tak samo jak u Ciebie - wychodzisz z torba pełna ulotek :laughing:
Szkola rodzenia do której chodzę wydaje mi się taka ludzka i mimo, że jest na NFZ to do tej pory nam jeszcze nic nie wcisnęli :sweat_smile: ale jeszcze 8 zajęć przed nami, także zobaczymy :sweat_smile:

1 polubienie

U nas na szkole rodzenia podzielili zajęcia na pół, najpierw godzina z położną, a później godzina bankowania. Akurat wtedy 1/3 grupy nie mogła zostać na całych zajęciach :face_with_open_eyes_and_hand_over_mouth::laughing:

2 polubienia

Ja chodziłam do dwóch szkół rodzenia, obie na NFZ. Ale w pierwszej musiałam zapłacić 100 za siebie + 30 partner. Plus nie można było robić ktg na NFZ, gdzie ja miałam zalecone od 37 tygodnia. Teraz nic nie płaciłam i normalnie miałam na NFZ KTG. A jak było u Was?

Ja też płaciłam 130 zł za szkołę w szpitalu za siebie i męża ale u nas nie rozbijali czy ktoś chodzi razem czy w pojedynkę, po prostu 130 kosztowała. O ktg nic nam nie mówili, myślałam że na ktg do poradni szpitalnej może iść każda ciężarna która ma wskazania do wykonania jego bez względu czy uczęszcza do szkoły czy nie

U mnie za szkole nie płacę nic, a chodzę z mężem i mamy wydaje mi się, że bardzo dużo zajęć bo aż 20 po 2h :smile: szkoła jest finansowa ze środków gminy, a jedyny warunek jaki musiałam spełnić to posiadać adres we Wrocławiu :wink:
Co do KTG - chodzę prywatnie do ginekologa, ale jak wystawi mi skierowanie to KTG robią u nich na NFZ :wink:

U nas też jest darmowa, ale chyba sponsoruje ją po prostu szpital? Tak mi się wydaje, bo nie pytają w sumie o żadne dane, tylko imię i nazwisko, jedyne pytanie jakie pada, to czy planujemy poród w tym szpitalu

Jak rok temu rodziłam to szkoła rodzenia była płatna ok 300 zł a w tym roku już była darmowa. Nie wiem co spowodowało że przestali pobierać opłaty.

U nas najsuteczniejszy dentinox i schlodzone gryzaki . Pierwsza wizyta jak mial dwa lata

Szukałam dziś fajnego i jakiegoś oryginalnego gryzaka na prezent, ale nie zrobię tego przyjaciółce… Co autor miał na myśli, bo z pewnością nie mamy kp. Boli mnie na samą myśl :sweat_smile:

3 polubienia

A to ciekawe czy wszędzie tak jest

U mnie szkola rodzenia na nfz , tez mielismy miec spotlanie z pania od bankowania ale ja tez akurat tego dnia nie mogalm zostac :sweat_smile: nic nie bylo nam wciskane i w ogole prowadzila je suoer polozna ktora sana od siebie mowila co jest niezbedne a co fajnym gadzetem i mozna sobie poradzic bez tego . Wiekszosc sie sprawdzila. I pomimo ze to byl moj 1 porod to czulsm sie swietnie przygotowana , jakbym juz to robila i wiedziala co i jak. Meza zabieraliśmy tylko na 1 zajęcia, wtedy jak byl tenat kąpieli i ich roli w porodzie , czyli jak moga nam pomoc , ogolnie opis jak bedzie to wygladalo i czego powinni sie spodziewac .
Co do gryzakow to rowniez mamy 2 grzybki i młoda juz go ciumka jednak ma problem z utrzymaniem , najchetniej gryzie taki najprostrzy , zwykle koleczko z jakas tam chyba plaską muszelka z wypustkami , typowy no name ale przez tą prostote go uwielbia . Kupilam tez zel na wszelki wypadek, lepiej dmuchac na zimne . A tak sie slini i piluje te gryzaczek , ze cos czuje , ze zaraz pojdzie w ruch :see_no_evil:

1 polubienie

Hhaha ale świetny gryzak :rofl: taki oryginalny :smile: osobiście bym pewnie nie kupiła go dziecku :smile:

1 polubienie

Naprawdę zrobił na mnie wrażenie :joy:

Haha myślę że niejeden tatuś by kupił synkowi🤣

Taa synkowi! Dla siebie by kupił :sweat_smile::sweat_smile:

2 polubienia

Hahah no mój by zaraz powiedział że on nie chce bo ma już swoje lepsze :rofl: oczywiście zawsze musi się podlizywać :laughing:

A propo “dla siebie”.
Szukalam jakiegos “robota” dla corki bo napisala juz list do Mikolaja. I zamiast robota znalazlam takiego “drona” sterowanego reka-jakby sam lewitowal w powietrzu. (Do tej pory moj maz twierdzil ze jest mu obojetne czy bedzie mial druga corke czy syna).
Pokazalam Drona Szanownemu, a on oczy jak 5zl- oooo ja ale bede sie z "Mlodym"bawil moze kupimy juz teraz ? :joy::joy::joy:

1 polubienie

Haha, my czekamy na syneczka i ja sama już zapowiedziałam mężowi, że na pewno mu kupię laleczkę i wózek pod pretekstem żeby od małego uczył się opiekuńczości i w przyszłości był dobrym mężem, a prawda jest taka, że to trochę ja chcę wrócić do tych dziecięcych lat i się tym wszystkim “pobawić” :sweat_smile: samochodziki, pociągi i wszystko “co chłopięce” nie cieszy mnie tak jak te rzeczy bardziej typowe dla dziewczynki :sweat_smile:

2 polubienia