Pracujące mamy

Poczukaj może wśród znajomych, gdzie ktoś nie będzie chciał wygorowanej sumy a lubi zajmować się dziećmi :wink: ja sama zajmowałam się kiedyś dzieckiem od znajomej i wcale nie dostawałam dużo, a że bardzo lubię dzieci to nie przeszkadzało mi to zbytnio. Sama przyjemność dla mnie ;). Może akurat ktoś się znajdzie ;)! Druga opcja to tak jak mówisz żłobek jeśli typowo na nianię nie masz wystarczająco pieniędzy. U mnie na szczęście jest duża rodzina, dziadkowie i kuzynostwo czy chodzby przyjaciele u których bez problemu mogę zostawiać małą. Również rodzice od mojej przyjaciółki nie pracują już więc jak będę potrzebować pomocy chętnie pomogą bo innymi dziećmi też się zajmują jak trzeba :wink: także dobrze się rozejrzyj dookoła i popytaj czy komuś pasuje opieka za stawkę jaką jesteś w stanie dać itd :wink:

Drogie Mamy!
Powiedzcie mi z kim zostawialiście malucha po macierzyńskim?
Ja szczerze mam ogromny dylemat, co zrobić z roczniakiem. Urlop wychowawczy niestety odpada.
Wiem, że jest kilka opcji, każda ma swoje zalety, ale ja tez w każdej odnajduję wady.

  1. Ktoś z rodziny:
    U mnie to niestety nie przejdzie. Moja mama pracuje, więc może przyjechać ze 2 góra 3x w miesiącu. Teściowa jest na emeryturze, ale mieszka daleko, bo aż 160 km i też ma sporo obowiązków w domu, więc pomoże nam raz na jakiś czas. W awaryjnych sytuacjach mam jeszcze brata, ale to młody chłopak, więc mogę go zostawić tylko na kilka godzin z maluchem.

  2. Niania:
    Wygodna opcja, jednak w moim mieście niani musiałabym oddać praktycznie moją całą wypłatę, także też odpada.

  3. Żłobek:
    To chyba jedyna opcja dla mnie, ale i tu mam lekkie obawy. Po pierwsze - nie dostaniemy się do żłobka państwowego, a prywatny sporo kosztuje (ale zawsze mniej niż niania). A po drugie i najgorsze - po prostu się boję o malucha… Roczniak to jeszcze taki malec, a co najgorsze boję się, że będzie ciągle chory. Dzieci moich koleżanek różnie znoszą żłobki - jednym nic nie jest, a inne non stop wracają z katarkiem i gorączką.
    Wiem, że są też plusy żłobka - tak jak mówiłam to najtańsza opcja, ale dodatkowo myślę, że dzieci w żłobku szybciej się rozwijają dzięki różnym zajęciom.

A jakie jest Wasze doświadczenie? Z kim zostawiałyście takie maluchy, kiedy wracałyście do pracy? Jakie macie doświadczenia związane ze żłobkiem?

Dziękuję za wszelką pomoc :*

Iza rozumiem dokładnie Twoją sytuację, będę miała ten sam problem. Dziadkowie odpadają, gdyż zarówno moja strona jak i męża pracuje zawodowo i mieszkamy od siebie zbyt daleko, żeby liczyć na jakąkolwiek pomoc. Jeśli chodzi o nianię również nas nie stać, a żłobek…no cóż choroby są nieuniknione​ no i jednak to nasz maluszek ukochany na głęboką wodę. Będę pytała o pomoc sąsiadów gdyż oboje są na emeryturze i bardzo często zajmują się dziećmi swoich dzieci. Spróbuję, może akurat okażą się pomocni:)

Popytaj znajomych może mają, znają jakąś zaufaną nianię która nie będzie chciała fortuny, a nuż ktoś coś będzie wiedział. No ale jak masz jej oddawać większość wypłaty, to chyba będzie lepszy żłobek. A może akurat Twój maluszek nie będzie tak często chorował i choroby go ominą. Dzieci w żłobku też mają fajnie, mogą bawić się z rówieśnikami, nauczyć się czegoś. Ciężka sprawa z tym wyborem, ale musicie rozważyć wszystkie za i przeciw.

Znajomi odpadają, bo wszyscy pracują i albo mają już starsze dzieci w przedszkolu, albo maluszki są pilnowane przez dziadków. Niestety nikt też nie ma też sprawdzonej niani, bo już wszystkich wypytałam.
Jedyne co mi pozostaje to ten żłobek i liczę na odporność mojego maluszka.

A któraś z Was miała maluchy w żłobku? Jak one to znosiły?

Moja kuzynka miała traumatyczne przejścia z synkiem - chorował non stop, wracał na 2 dni i znowu chory. W końcu zrezygnowali ze żłobka. Mojej siostry synek też długo się przyzwyczajał, ale do przedszkola, a kiedy był chory pilnowała go teściowa. Wcześniej uznali, że nie oddadzą roczniaka do żłobka i do 3 roku życia pilnowała go babcia (czyli teściowa siostry). Niestety ja jej o pomoc nie mogę poprosić nawet gdybym jej płaciła, bo to starsza kobieta, a do mnie ma spory kawałek drogi ok. 70 km…

W mojej rodzinie maluszki też w większości przechodziły przez żłobek, gdyż rodzice/ dziadkowie pracowali i pracują. Niestety wiele z nas ma taki dylemat, że po przysłowiowym roku zostajemy z tym dylematem. Pisalam Ci, że może warto popytać kogoś znajomego, sąsiadkę itp. Spróbuj może akurat przypadkiem poznasz fajną osobę godną zaufania:) a jeśli nie, to pozostaje żłobek i uodpornienie maluszka. Z drugiej strony kontakt z innymi też chorymi dziećmi dodatkowo wzmacnia odporność wbrew pozorom, gdyż nie da się utrzymać maluszka w hermetycznej bańce. Daj znać jak Ci się uda wybrnąć z tego dylematu:) pozdrawiam!

Na pewno dam znać :wink: ale jak na razie wszystko wskazuje na to że będzie żłobek

izapodg a nie pracujesz może z mężem na różne zmiany żeby się wymieniać w opiece nad dzieckiem? Mam parę znajomych, którzy zostawili dziecko w żłóbku i owszem czasem jest tak, że zaraz chorują ale dzięki temu ich odporność jest dużo mocniejsza. Może nie będzie u was tak źle, ważne abyś wybrała taki żłobek który ktoś Ci poleci.

Niestety z mężem nie mozemy sie wymieniać, bo on ma w bardzo rożnych godzinach służby. Czytam wlaśnie opinie o żłobkach w okolicy. Mam nadzieję że wlaśnie tak jak mówicie nie będzie tak źle :wink:

Izapodg zawsze możecie spróbować, w pracy na pewno będą wyrozumiali jak coś Ci wypadnie i np będziesz musiała pojechać do dziecka. Oczywiście jak najmniej takich sytuacji i oby wszystko się udało:)

Po pierwszej ciąży kiedy wróciłam do pracy to z mężem się zmienialiśmy, kiedy ja byłam z córką to mąż był w pracy i na odwrót natomiast po drugiej ciąży już taka metoda nie była możliwa (mąż awansował do biura i ma stałe godz. pracy 8-16) więc postanowiliśmy zawozić synka do babci (mojej mamy) a córkę do przedszkola. Nie potrafię zaufać obcym jeśli chodzi o małe dziecko więc wykluczyłam nianie.

Iza, moja córcia poszła do żłobka mając 14 miesięcy. Zaczęłyśmy od adaptacji i stopniowego przyzwyczajania córy do nowej sytuacji. Najpierw ze mną, potem po godzince, dwie, trzy i tak stopniowo wydłużaliśmy ten czas. Nie powiem, że było łatwo, bo na początku było bardzo trudno. Mała płakała jak ją zostawiałam, nie chciała tam spać, ani jeść. Ale bardzo szybko się zaaklimatyzowała. Polubiła żłobek, nie nudzi się tam, chodzi spać na drzemki, je wszystko bez wyjątku. Jest uśmiechnięta, otwarta, nie wstydzi się. Nabyła sporo nowych umiejętności. W żłobku dużo malują, rysują, wyklejają, mają zajęcia z rytmiki i wiele wiele innych. Do państwowego żłobka się nie dostaliśmy, wybraliśmy prywatny i to był dobry wybór. Największy minus to niestety choroby. Dopóki dziecko nie nabędzie odporności to łatwo nie będzie. W styczniu córa była w żłobku 5 dni, cały luty to szpital i zwolnienie. W marcu było już lepiej 2 tygodnie zwolnienia, w kwietniu tydzień. Teraz maj znów otworzyliśmy chorobą. Ale mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.
Mieszkamy daleko od rodziców, pomijając fakt, że oni wciąż też pracują, to musimy liczyć sami na siebie. Ja córkę odprowadzam, a mąż ją odbiera. na początku naprawdę było trudno to wszystko poukładać, ale potrzeba czasu i wszystko udaje się zorganizować :slight_smile:

Ja mam taką wygodę że po macierzyńskim synem ma zająć się mama. Moja mama na całe szczęście więc jestem spokojna. Mama nie pracuje tato też już ma emeryturze więc spokojnie mogą zająć się wnukiem. Jedynym ja do tej pory.
Jednak gdybym nie miała takiej możliwości wybór padłby na żłobek do państwowego ciężko się dostać więc pewnie byłby to prywatny. Mam koleżankę która dała Syna do żłobka i tak jak Madzia najpierw zadbała o adaptacje dziecka w nim. Najpierw chodziła z nim na zajęcia do żłobka, po jakimś czasie zaczęła być w żłobki ale już nie siedziała z Małym ale stała dalej, z boku przyglądając się, później zaczęła wychodzić wydłużając co troche czas swojej nieobecności. Syn szybko się zaklimatyzował i nie płakał przy zostawianiu go. W żłobku pomiędzy dziećmi szybko uczył się nowych rzeczy, rozwijał się szybciej pomiędzy rówieśnikami ale niestety też i chorował. Nie było to jakoś specjalnie często ale choroby go nie ominęły.
Natomiast mojej kuzynce się nie udało i mimo, że robiła jak koleżanka olto jej córka tak płakała w żłobku że w końcu zrezygnowali i nie chodziła do żłobka.

Obecnie jestem jeszcze na macierzyńskim ale już powoli myślimy z mężem, co zrobimy z córką po moim powrocie do pracy. Niestety na pomoc kogoś z rodziny nie możemy liczyć, bo mieszkamy za daleko. o żłobku nawet nie chcę myśleć, tam dzieci ciągle chorują więc więcej czasu spędzę w domu opiekując cię chorym dzieckiem niż w pracy. Pozostają dwie opcje:

  1. niania
  2. kolejna ciąża i zwolnienie lekarskie.
    Ale narazie pozostajemy przy opcji pierwszej, będziemy szukać niani a ja wracam do pracy. A z czasem zobaczymy, jak to będzie.

Ja zrezygnowałam z pracy po drugiej ciąży jak urodziła się córcia. Poza tym oczekiwaliśmy się z mężem chorą ciężko mamą męża. Już nie ma jej z nami…

Ula wyrazy współczucia z powodu śmierci teściowej.
Ja teraz jak urodzę również zamierzam zostać w domu bo ciężko by mi było wszystko to ogarnąć przy trójce dzieci jest mnóstwo pracy i obowiązków.

Ja jeszcze nie urodziłam, a babcie już walczą żebym po macierzyńskim zatrudniła nianię, a nie oddawała Malucha do żłobka. Ja szczerze mówiąc aż tak o tym jeszcze nie myślę, ale wiem, że z szukaniem niani to tak łatwo nie będzie (tyle się tego słyszy).
Jak czytam Wasze opinie o żłobku to powiem szczerze, że zaczynam być za. Najgorsze te choroby, ale jak nie w żłobku to w przedszkolu nas dopadną.
Oj widzę, że czeka na trudna decyzja…, no ale na to jeszcze przyjdzie czas, chcoiaz wiem, że szybciej niż mi się wydaje.

Ja stoje przed takim samym dylematem i wybralam zlobek. Nie zarabiam milionow, wiec oddawanie polowy wyplaty albo 3/4 dla nieni mija sie z celem (sorki, mam duzo zobowiazan, kredyty 2 na glowie nie mozemy sobie na to pozwolic). dziadków mamy w innym miejscie wiec odpada. jedyne co nam zostalo to zlobek. Urlop wychowawczy niestety nie moge sobie na niego pozwolic poniewaz zobowiazania nas bardzo gonią. Musze wrocic do pracy i zarabiac, bo maz nie dalby rady utrzymac domu, nas.

Ja miałam równie trudny dylemat po piewszej ciąży. Ostatecznie jednak zdecydowaliśmy z mężem, że nie wrócę do pracy i zostałam z synkiem dopóki ten nie skończył 2,5 roku. Oczywiście finansowo nie było łatwo, ale po prostu nie wyobrażałam sobie żeby zostawić takiego maluszka w żłobku lub z obcą osobą. Decyzja ta wiązała sie także z ryzykiem utraty pracy. Zaszłam w ciążę na piątym roku studiów i pracowałam wówczas na cały etat (studiowałam dziennie, więc musiałam się nagimnastykować, aby wszystko pogodzić), ale umowę miała podpisaną tylko na dwa lata. Zatem w trakcie mojej opieki nad synkiem umowa po prostu wygasła. Nie była to jednak praca, na której mi szczególnie zależało, więc postanowiłam, że jak będę gotowa zacznę po prostu nową pracę.
Gdy maluch skończył 2,5 roku podjęliśmy próbę zaadoptowania go do przedszkola - niestety nieudaną i traumatyczną… tak więc znaleźliśmy nianię.
I tu moja rada :wink: My znaleźliśmy bardzo fajną, młodą dziewczynę (studentkę z ogłoszenia), ale już z doświadczeniem w pilnowaniu dzieci, która została opiekunką naszego synka (po okresie adaptacyjnym). Plusy: wynagrodzenie nie było tak wysokie, a Ania świetnie i kreatywnie bawiła się z maluchem i organizowała mu czas podczas naszej nieobecności. Minusy: nie była to niania z tych, co to i posprzątają i ugotują i poprasują, ale mi zależało przede wszystkim na tym, aby synek był zadowolony :wink:

Teraz po raz drugi będziemy musieli uporać się z tym problemem (jestem w 34 tc), ale postanowiliśmy już, że ja wracam do pracy po roku (mam w tej chwili naprawdę świetną pracę, którą cenię i w której jestem bardzo ceniona), a maluszkowi znajdziemy odpowiednio wcześniej dobrą opienkunkę. Zamierzam zacząć starać się o nią, gdy synek skończy pół roczku, bo wiem, że te dobre nianie najczęściej są “zaklepywane” bardzo szybko, gdy kończą opiekować się jakimś maluszkiem. Pewnie będzie to opcja dużo droższa od żłobka, ale wiem, że zaoszczędzi mi sporo stresu, gdy będę w pracy.

Jestwm właśnie na macierzyńskim i zaczęłam już po miesiącu pracować, jestem fryzjerka -kosmetyczka i ppstanowilam że łatwo się nie poddam. Klientki umawiam tak że mąż jest w domu, rodzina również jest ale wolę zostawić małą jeszcze pod jego opieką bo on najlepiej wie jak się nią zająć i co robić oni nie poradzikiby sobie jeszcze gdyby np. Zaczęła płakać. pracuje tylko w domu ze wzgeldu na to że kaemie piersią i nie chcę naraie odciągac laktatorem poza tym nie posiadam go i narazie jest mi nie potrzebny, radzę sobie i do tej pory raz zdarzyło mi się że mała płakała i ewidentnie chciała pić i musiałam zrobić przerwę i ja nakarmić na szczęście miałam wyrozumiałą klientke która sama ma dzieci i rozumiała że muszę nakarmić i nie widziała problemu. Także ja pracuje i jestem w domu przy małej i dajemy radę :wink: myślę że jak będzie większa to już będę mogła więcej robić niż teraz