Drogie mamy, czy zauważyłyście wpływ pośpiechu na Wasz wspólny czas z dzieckiem i wychowanie? Jak ograniczyć negatywne skutki pośpiechu - szczególnie kiedy staje się codziennością i przejmuje kontrolę? Jak się zatrzymać, zwolnić i cieszyć się wspólnymi chwilami?
Ja ro widzę codzinnie… nerwy i stres bo śniadanko, bo trzeba pampersy zmienić, bo juz myśleć o obiedzie, bo spacer, bo trzeba uspać… zero czasu dla mnie jako kobitki.
Jedyne co to troche zmniejszylam przebywanie w telefonie … aby móc się cieszyć córkami i wiecej poświęcać im czasu.
Zdecydowanie, niestety jedynie negatywny wpływ. Najgorzej jak chce coś zrobić i wtedy przyspieszam zabawę, albo czytanie książeczki i efekt zawsze jest odwrotny. Chciałabym mieć podejście jak mój mąż. On nigdy się nie spieszy, a swoje zrobi. Ja staram się nie planować za dużo do zrobienia, nie przejmować bałaganem i mieć coś do jedzenia w lodówce, z czego można przyrządzić danie na szybko. Ten wspólny czas ale taki jakościowy, jest taki ważny. On na prawdę tak szybko leci…
Mam miesięczne maleństwo, ale często łapię się na tym, że zamiast cieszyć się chwilą to w głowie mam listę miliona rzeczy do zrobienia i właśnie ciągle jest coś, taki chaos w głowie i przekonanie że muszę tu i teraz pozmywać naczynia czy umyć podłogę, często też się łapię na tym, że nie skupiam się na synku tylko moje myśli wędrują wszędzie indziej, potem przychodzi myśl, że ten czas już nie wróci i warto nauczyć się odpuszczania, pranie czy obiad mogą poczekać, a synek już taki malutki nie będzie
nie jest to dla mnie łatwe takie “przeorganizowanie w głowie” ale z dnia na dzień wychodzi mi coraz lepiej ![]()
Ja to zauważyłam…. Staram się nie być idealna I niektóre rzeczy serio mogą poczekac
staram się codziennie zabierac moje dzieci na spacer, wtedy wszyscy sie wyciszamy ![]()
Powiem tak im więcej dzieci tym ten pośpiech potrafi być większy. Zwłaszcza jak dochodzą ci właśnie dodatkowe obowiązki typu zajęcia dodatkowe albo nieplanowane sytuacje. Warto stworzyć sobie wioskę i naprawdę nie bać się prosić o pomoc wstydzić się, bo nie ma nic złego w przyznaniu że sytuacja może nas przytłaczać
Jednym z plusów bycia szefem samej sobie jest możliwość dysponowania czasem. I to mnie często bardzo ratuje. Dzięki temu mam więcej możliwości i czasu na spędzanie czasu z dziećmi . Oczywiście tak czy inaczej często brakuje doby na wiele spraw , ale jakoś to idzie. Nauczyłam się , że są sprawy , które mogą zaczekać a ja w tym czasie spędzam czas z dziećmi. On mija bardzo szybko , dzieci dorastają i te chwile już nie wrócą
U mnie pośpiech przejawia się nadmierną ilością zadań ,które dzień wcześniej sobie zaplanuję
chociaż coraz częściej łapie się na tym, by po prostu się zatrzymać i skupić się na sobie i synku ![]()
![]()
bo wiem że pranie czy jakieś sprawy mogą poczekać, a czasu straconego na głupotki nie cofnę .
No niestety pośpiech i stres jest wpisany w nasze życie. To jest niestety cena obecnych czasów. Mnie przeraża fakt jak wrócę do pracy po macierzyństwie to będę miała jeszcze mniej czasu na moje maleństwo i dopiero zacznie się pośpiech bo trzeba będzie nadrabiać stracone godziny i chwilę w dużo krótszym czasie a to z kolei będzie wywoływało stres i koło się zamknie. Obecnie staram się działać bez pośpiechu ale oczywiście są sytuacje w których się spieszę bo wiem że maluch już śpiący a mam parę rzeczy do zrobienia, albo mały głodny, albo już trzeba zmienić pieluchę albo przez drzemkę trzeba przyspieszaczy akcję wyjścia na spacer itd. Ciągle sobie mówię że mamy czas, spokojnie a jednak ten czas leci jak szalony
To prawda , zdecydowanie zlapalam sie na tym , ze ciagle gdzies sie spiesze , ze ciagle cos “musze”
Musze posprzatac , musze isc na spacer , musze zadzwonic , musze , musze , musze , do tego dochodza sprawy urzedowe ,ktore trzeba zalatwic a czas przeciez nie jest z gumy … az w pewnym momencie zrozumialam , ze mala nie poczeka , ze ona przeciez z dnia na dzien rosnie , a tak mala jak dzis juz jutro nie bedzie . Wiec powiedzialam sobie stop
Jak nie poodkurzam dzis to poodkurzam jutro , jak nie pojdziemy na spacer to tez nic sie nie stanie , mozemy ten czas spedzic fajnie w domu , jak nie zadzwonie w tej sekundzie to moge to zrobic pozniej , w czasie drzemki .
Wszedzie sie spieszymy , wszedzie wszytsko musi byc na juz , ale trzeba zwolnic , bo czesto pospiech zastawia na nas pupalki . Ostatnio tak sie spieszylam , ze przy otwieraniu bramy dopiero zorientowalam sie , ze nie wpielam pasu bezpieczenstwa , ze zostawilam je przelozone przez fotelik a nie wpiete . Na szczescie zorientowalam sie przed wyjazdem . Innym razem zapomnialam smoczka z domu …
Rutyna i pospiech czesto gubią, naprawde trzeba na to bardzo uwazac
to prawda
tez to niestety odczuwam i dziala niekorzystnie
jak tylko sie da to staram się zwalniac i zrobić coś dzień wcześniej gdy juz dzieci śpią by nastepnego dnia jak najwięcej czasu z dziećmi spędzić ale czasami sie nie da zwolnić az tak jak ja bym tego chciała gdy jest sie samemu z dwójką, z odciąganiem pokarmu, karmienism, gotowaniem, ćwiczenia dzieci i tysiąc innycg rzeczy naraz
aczkolwiek nauczylam sie dzieki nim ze sa rzeczy które moge zrobić pozniej bo tez czas minie bezpowrotnie
po prostu ciesze sie z kazdej chwili i daje im z siebie tyle ile moge❤️
Oj tak niestety bardzo
mam 2 szkrabów. Niecałe 2 lata i 3 msce i często nie wiem w co ręce włożyć jest tyle obowiązków. Myślę, warto czasem poprosić kogoś o pomoc, dzielić obowiązki z partnerem, a czasem odpuścić jak pranie poczeka 1 czy 2 dni na poskładanie
nasze dzieci nigdy nie będą takie malutkie jak dziś i nie będą pamiętały idealnego domu tylko właśnie ten czas, gdy byliśmy tylko dla nich ![]()
Oj tak. Bardzo ciężko jest zwolnić tempo. Tym bardziej kiedy dochodzi praca i rutyna. Jedyny sposób na to to trochę odpuścić porządki w domu i spędzić czas z dzieckiem ale tak nie zawsze się da. Mam wrażenie że w ogóle czas teraz biegnie szybciej niż kiedyś
Oj ja nie wyobrażam sobie co to będzie jak bd musiała wrócić do pracy
aż nie chce się myśleć xd
Od kiedy w moim życiu pojawił się synek to nauczyłam się żyć wolniej, w domu nie musi być idealnie czysto, a obiad mogę zrobić na dwa dni. Najważniejsze są dla mnie chwile spędzone z synkiem i wspieranie jego rozwoju. Staram się też mieć czas dla siebie więc umawiamy się z mężem że jak ja idę ćwiczyć/biegać czy umawiam się z koleżankami to w tym czasie mąż zajmuje się synkiem. Oczywiście oboje się nim zajmujemy, ale umieliśmy się że mamy też taki czas tylko dla siebie i mąż 2 razy w tygodniu jeździ na trening z piłki, a po moim bieganiu idzie ćwiczyć.
Początki były ciężkie, bo miałam wrażenie że na nic mi nie starcza czasu, ale nauczyłam się lepiej organizować
jak synek tylko zaśnie to zabieram się za pranie, gotowanie itp
Ja miałam na początku z tym trochę problem, bo miałam mało pokarmu, a nie brałam w ogóle pod uwagę takiego scenariusza. Próbowałam wszystkiego, żeby rozkręcić laktację, ale się nie udało.
Na szczęście dzięki mojemu narzeczonemu, który mnie bardzo wspiera udało mi się pogodzić z tym, że nie będę karmić piersią. Dodatkowo on pracuje zdalnie, więc gdy ja nie mam jak to on ogarnia jedzonko, posprząta itd. Dzięki temu bez stresu mogę się zajmować maluszkiem. ![]()
![]()
Ja nie umiem wygrac ze sobą i swoją potrzebą ciągłej organizacji… chociaż i tak wszystko leży u mnie i nie rzucam zajęć z dziećmi żeby odkurzać itd. to ciągle myślę co muszę załatwić. Lubię się bawić z córką, a w ciąży dużo organizowałam nam przez wakacje atrakcji i zajęć żebyśmy się mogly sobą nacieszyć. Ale jak przychodzi do jakiś wyjść na określoną godzinę to wiem że zamieniam się w demona bo wszystko działa przeciwko mnie. Przy bliźniakach próbuje planować że pójdą spać potem ich nakarmię i będzie wyjście i oczywiście że zawsze wszystko nie wychodzi
U mnie priorytetem nie jest porządek chociaż nie lubię żyć w bajzlu i jak mam czas to ogarniam, pranie prawie codziennie, kuchnia w kółko praktycznie. Boli mnie jak patrzę na swój ogrod ale nie mam kiedy i nawet trochę leniuchuje zamiast iść i go ogarnąć… Mam tylko do siebie i męża zastrzeżenie o nadmierne używanie telefonu , jak tylko mam chwilę to ciągle szukam czegoś dla dzieci, albo w sprawie jakiś zalatwień… wiem że na dzieci to źle wpływa i wolałabym żeby było tak jak 20 lat temu ![]()
Pośpiech naprawdę mocno wpływa na relację z dzieckiem i wiele osób nieraz ani tego nie dostrzega . Kiedy ciągle się spieszymy, łatwiej o napięcie, podnoszenie głosu czy nie dostrzeganie momentów które dla dziecka są bardzo ważne jak jesteśmy nerwowi dziecko bardzo często to wyczuwa i też staje się bardziej rozdrażnione i potrzebuje więcej uwagi .
Najlepiej to właśnie ograniczyć czas spędzany na telefonie , a wykorzystać to z dzieckiem , telefon na prawdę zabiera nam sporo czasu z dnia . Podczas zabaw staram się też nawiązywać kontakt wzokowy , aby dziecko czuło to . Nieraz mam też tak że są dni gdzie po prostu zwalniam , narzucam sobie mniejsze tempo i najlepiej to zaakceptować że nie wszystko musi być idealnie zorganizowane , często pomaga też zmiana myślenia dzieciństwo dziecka jest krótkie, a wiele codziennych obowiązków może poczekać kilka minut. Czas tak szybko leci . ![]()
![]()
![]()
Ja tez mam wrazenie , ze nas oszukuja i , ze teraz dzien trwa krocej niz kiedys
pamietam , ze jeszcze jakis czas temu wracalam z pracy , jechalam nad jezioro , pozniej po powrocie robilismy grilla ,dopiero pozniej do domu , kapiel i spac i na drugi dzien znowu do pracy . A teraz jak sie wroci to juz trzeba isc sie ogarnac do pracy na nasteony dzien
co prawda teraz mnie to nie dotyczy , bo jestem na macierzystkim , ale nie zmiania to faktu , ze czasu jakby mniej
Mam podobne zastrzeżenia do mnie i męża a z drugiej strony przynajmniej nie trzeba biegać po np. mleko modyfikowane czy inne zakupy bo przynajmniej do domu przywiozą ![]()