Żłobek- czy Wasze dzieci też tak chorują? W tamtum miesiącu byliśmy 5 dni w żłobku w tym w sumie 4 dni. 2 dni I zielony katar teraz poszło dsiecko I już 2 dnia zielony katar temperatura. Czy u Was też tak jest?
U mnie nie żłobek bo szkoła , ale oboje teraz ciągle chorzy ;( wiele znajomych ma ten problem :( choroby nie odpuszczają ;( dzieci ciągle coś łapią. U nas grypa albo jelitówki
Sama nie wiem co robić, czy puszczać córkę do żłobka czy przeczekać i nie posłać małej, na maj mam termin porodu , i co jak będzie że będzie więcej chorować jak chodzić:( a do tego jeszcze noworodek mi się zarazi, a potem niemowlak :(
Dużo zachorować teraz jest wśród dzieci.
Też odpuściłam gordinki , ale już się zapisałam na piątek chociaż na jedne zajęci!, bo widzę że córka w domu szaleje i się nudzi beż dzieci :(
Mama Słoneczka to są ciężkie dylematy :( sama się nad tym zastanawiałam jak syn był w przedszkolu. Bałam się , że zarazi młodszą córkę. Teraz nawet nie mam możliwości wyboru bo starsi chodzą do szkoły. Niestety w szkole też mnóstwo chorób panuje. W klasach mała frekwencja. Ledwie moi się wyleczą a za chwilę znowu coś łapią ;( Takie błędne koło
Mama Słoneczka to są ciężkie dylematy :( sama się nad tym zastanawiałam jak syn był w przedszkolu. Bałam się , że zarazi młodszą córkę. Teraz nawet nie mam możliwości wyboru bo starsi chodzą do szkoły. Niestety w szkole też mnóstwo chorób panuje. W klasach mała frekwencja. Ledwie moi się wyleczą a za chwilę znowu coś łapią ;( Takie błędne koło
No to właśnie, sama widzę w rodzinie taty mojej córki, dzieci chore cały czas :(
To już nieuniknione ,niestety.
Też jakbyśmy widzieli że wirus czy bakteria siedzi na nas to byśmy się otrzepali z tego albo uciekali przed tym :)
Ja nie mam dzieci w żłobku , ale wyobraźcie sobie sytuację jaką ostatnio widziałam na spacerze z moimi dziećmi . Panie prowadziły całą gromadkę maluszków , nagle jedna wzięła chusteczkę JEDNORAZOWĄ i pyk jedna chusteczka wszystkie dzieci noski z glutów mialy wytarte ..
Od raz bym zainterweniowała do tej pani przedszkolanki, no bez jaj.
Wiadomo że że katar łatwo roznieść ręką bo dzieci nosek wycierają czasem ręką, ale to już heca na maxa.
No najlepiej zglaszac chore dzieci , bo rodzice nic z tego nie robią sobie . Moje chłopaki. 3 tydzień w domu już z
Ja nie wiem czy coś w tym jest ale mieszkalismy w Anglii kilka lat tam jeżeli dziecko nie ma gorączki chodzi do szkoły normalnie z glutami, z kaszlem nawet nauczycielki antybiotyki podają jak trzeba. Tylko gorączka jest powodem nie pójścia do szkoły czy przedszkola. Moja córka nabyła taką odporność że ostatnio miała katar chyba w zeszłym roku. Nie zlinczujcie mnie tu ale ja uważam że my też za bardzo izolujemy dzieci z choroba bo ledwo latarek o siedzenie w domu nie mówię tu o jakimś przeziębieniu czy grypie ale jednak żeby dziecko nabyło odporności musi mieć kontakt z patogenami
U nas tak właśnie było. W zeszłym roku cała jesień prawie przechorowana potem grudzień spokój a potem jak zaczęła chorowanie 2 stycznia tak do końca marca była może z 5-7 dni w żłobku. Później były już pojedyncze epizody chorowania. W tym roku jest lepiej, raz była chora jesienią i teraz w lutym tak dłużej była chora.
Mama Słoneczka mam ten sam dylemat, tyle że moja jak pójdzie do przedszkola to ta mała będzie mieć już około 2,5 miesiąca we wrześniu. Mimo wszystko boję się że starsza będzie przynosić choroby z przedszkola i zarażać niemowlaka.
Karoliga u mnie w przychodni jedna pediatra pracowała kiedyś za granicą i mówiła to samo że tam dzieci normalnie chodzą z katarem i kaszlem do żłobków i przedszkoli. No ale u nas w żłobku jak jest zielony katar to zaraz każą zabierać dziecko ze żłobka
Paula bo tak więc nie wiadomo co lepsze. Ale moja córka jednak się uodporniła antybiotyku nie brała chyba od jakiś 5-6 lat także to naprawdę działa. Ale też chodzi o to że w żłobkach rodzice zobaczą inne dziecko z katarem i wielkie pretensje że przyszło chore
Ja swojego nie puszczam od swoat bo podobno grypy i rsv panuje obecnie. Myślałam żeby od marca poszedł, mam nadzieję że ominiemy choroby..
Karoliga tutaj często rodzice nie mają nic do powiedzenia. Dziecko smarknie w przedszkolu i od razu jest telefon do rodziców żeby je odebrać. Mój syn w przedszkolu się szybko nauczył , że wystarczy się poskarżyć na ból brzuszka pani dzwoni do mamy. A ja wyboru nie miałam , dziecko trzeba odebrać. Także często już nawet nie puszczałam dziecka z katarem czy kaszlem bo po co. I tak za godzinę bym po niego szła. Do tego bym się nasłuchała jakie to dziecko chore przyszło. Niby dyskutowałam, że nie jest chory , ale tyle z mojego.
MojeM no to już jest druga strona medalu. Są zwolennicy i przeciwnicy wszystkiego. No ale w przypadku gdy pani dzwoni to nie masz wyjścia więc nie dziwię się że wolisz zostawić w domu
Niestety takie dzieciaczki wszystko szybko łapią od rówieśników. :/ Z drugiej strony kiedyś muszą nabyć odporność i mieć styczność z patogenami.
U nas o katar to nie dzwonią ale na koniec dnia przy odbiorze mówią żeby jutro nie przyprowadzać. No ale jak już pojawi się kaszel czy jakaś krostka to zaraz jest telefon i nie ma wyjścia, zdarzyło mi się nie raz wyjść z pracy bo dzwonili.
Raz po mnie dzwoniły że córka ma bostonkę, więc od razu jak ją odebrałam ze żlobka poszłam do lekarza to pediatra mnie wyśmiała bo córcia miała kilka krostek na rączce i zero innych obajwów.
Oj różne są historie. Do żłobka mojej mamy przyprowadzają dzieci z zapaleniem spojówek. A rodzic mówi , że to alergia ;)
Nas odsyłali jak dziecko nie było chore bo miało alergiie a jak miało RSV to panie nie widziały objawów.
Więc to jest różnie.