Ćwiczenia po CC

O to faktycznie już bliżej niż dalej :) Ani się obejrzysz i już będziesz miała Maleństwo przy sobie :) 

Też wydaje mi się ,że taka wiosenna pora to chyba najlepsza :) 

Tak, bardzo blisko, a ja dopiero zaczęłam wszystko prac i prasować hihi :)

Właśnie tak sobie myślę, że fajny moment nam się trafił :))

Oby udało się wszystko ogarnąć na czas :) 

Myślę, że się uda :) W razie ostateczności mam pod ręką rodziców i teściowa też się oferowała z pomocą, także nie zginę. Mąż póki co na dziecięce ubranka patrzy z lekkim przerażeniem, a najwięcej śmiechu miałam, jak wyprałam 1 pralkę i mówię, żeby mi zaniósł rzeczy pod suszarkę i zaczął rozwieszać (korzystałam z pięknej pogody, szkoda mi było wrzucać do suszarki bębnowej), a ja w tym czasie zakładałam drugie pranie. Przychodzę po chwili, patrzę, a on wszystko co się dało to zawiesił za te napy w ubrankach :P w ogóle nie użył kołków, dostałam takiego napadu śmiechu, ze faktycznie mogłam wtedy urodzić hahah na to jeszcze nie wpadłam, żeby tak coś zawiesić, ach ci mężczyźni :PPP

super chociaż wiedzieć że mamy kogo poprosić o pomoc 

Mama Wojtusia tak dokładnie, człowiek się czuje bezpieczniejszy psychicznie :)

Fajnie mieć możliwość takiej pomocy :) 

Dobrze mieć taką pomoc i Ty możesz być spokojna czekając już tylko porodu ;)

Powiem Wam, że z jednej strony fajnie, że jest to wsparcie, a z drugiej cokolwiek żeśmy nie kupili lub rozmawiali z mężem żeby kupić to zaraz była opinia od rodziców i teściów, że po co takie, a lepiej było takie.. No wiecie, każdy chcial coś powiedzieć od siebie i potem tylko ja się denerwowałam i mówiłam mężowi żeby już nie mówić o większości spraw rodzicom. Bo wiadomo że się cieszą z nami, ale takie wtrącanie się przesadne też moim zdaniem nie jest dobre. Dlatego trochę się wstrzymuje przed tym proszeniem o pomoc, bo potem może im to za bardzo wejść w nawyk, wiecie o co mi chodzi no nie ?

Pewnie , że wiem o co chodzi.

Ja miałam możliwość kupna z rodzicami ba pół domu i się nie zdecydowałam bo nie wyobrażam sobie mieszkać z rodzicami nawet na osobnych piętrach bo i tak pewnie by się wyracali za bardzo. Za to moja siostra młodsza skorzystała z okazji i mają dzięki temu pomoc rodziców jak potrzebują i bardzo to wykorzystują. Ja za to mieszkam daleko i widuje się z nimi raz na 2 tygodnie, oczywiście nikt nam w niczym nigdy nie pomaga ale jesteśmy całkowicie niezależni. 

To ma swoje plusy u minusy 

TerazMama dokładnie wszystko ma swoje plusy i minusy. Fajnie być całkowicie niezależnym się jednak ta pomoc rodziców często się przydaje

TerazMamma to ja jestem w podobnej sytuacji jak Twoja siostra - mamy osobne mieszkania, ale to jednak jeden dom :) Ale to akurat było dla nas "korzystne" rozwiazanie finansowe - u męża mogliśmy mieć tylko osobny pokój i wspólną resztę domu, u nas mogliśmy przerobić tylko wejście do domu i dorobić kuchnię z jednego z pokoi i już w sumie osobne mieszkanie bylo. A jeśli zrobiliśmy wycenę domu jaki nas interesował to o mamo. A że było krucho finansowo to stwierdziliśmy, ze u rodziców we własnym mieszkaniu mamy najwięcej prywatności, choć opcja swojego domu mega kusi, może kiedyś się wybudujemy. Z drugiej strony ja nie mam rodzeństwa, więc za kilkanaście lat doszłaby ewentualna opieka nad rodzicami, mąż ma brata piłkarza którego więcej nie ma w domu niż jest, wiec pewnie tam też trzeba by było wkroczyć z jakąś pomocą i tak chwilową drogą dedukcji stwierdziliśmy, że potem ogarniać 3 domy (nasz + 2 rodziców) to trochę dużo . 

 

Ale  muszę przyznać, że miałam trudną rozmowę z moimi rodzicami jeszcze zanim ostatecznie tu zamieszkaliśmy i powiem Wam, ze na prawdę się nie wtrącają. Owszem, jak zpaytamy o pomoc czy o jakąś poradę to wtedy wyrażą zdanie, ale nie narzucają nic na siłę. Tu serio im chylę czoła, bo domyślam się jakie to musi być dla nich trudne. 

Teraz również w ciąży mogę na nich liczyć - przez zagrożeną ciążę musiałam bardzo dużo leżeć, maż pracował, a jak potrzebowałam to ktoś ze mną pojechał do lekarza jak męża nie było lub np coś mi pomogli do obiadu żeby było szybciej, ale to wszystko na moją lub męża prośbę było. 

Paulina to jest dobre rozwiązanie ale nie każdy by się odnalazł:) moi rodzice są spoko ale właśnie ja wolę być całkiem niezależna nawet kosztem braku pomocy. 

paulina to fajnie bo widzisz moze własnie warto było przeprowadzic  z nimi taka rozmowę,że macie swoje życie i swoje decyzje i dlatego teraz sie nie wtracają. 

Myślę, że ta rozmowa dużo dała i była konieczna. Wtedy też padły różne deklaracje dotyczące np. opłat czy innych rzeczy wspólnych (typu ogród czy tak jak teraz ocieplenie domu). Zaraz po ślubie dużym wydatkiem była wymiana dachu, rodzice coś tam mieli odłożone, ale my musieliśmy trochę dozbierać i na szczęście mogli na nas z tym poczekać. Tak samo teraz, robimy ocieplenie i wspólnie wybieraliśmy firmę, kolory itd i dzieliliśmy koszty. Więc to też jest mega na plus, że jakby jedna rodzina na drugą czeka :)) 

TerazMamma ja też wolałabym mieszkać sama przez się, już się trochę do tego nauczyłam jak mieszkalam kilka lat w Katowicach, ale jak to mówią "jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma" i po prostu nie szukam problemów tam gdzie ich nie ma :)) jak coś nam czy rodzicom nie pasuje to zawsze jest informacja od drugiej strony, umawiamy się na kawę i obgdaujemy. Jesli można podjąć decyzję od razu to ją podejmujemy, jak któraś ze stron chce mieć czas do namysłu to również taki czas dostaje :)) 

U mnie w sumie też podobnie. Mieszkamy w domku jednorodzinnym z moimi rodzicami. Ale wejścia i wszystko jest oddzielne. My jesteśmy na dole rodzice na górze. Więc tak naprawdę oddzielnie . 

Ila u nas na odwrót - rodzice na dole, my na piętrze :) 

Najważniejsze to się dobrze dogadywać z rodzicami. Ja złapałam super kontakt z rodzicami dopiero jak sama zamieszkałam. Moja siostra ciągle się o coś z rodzicami kłóci 

To samo mówi mój mąż - dużo lepiej się mu czasem dogadać z jego rodzicami odkąd się wyprowadził :) tu chyba działa to przysłowie "wszędzie dobrze gdy nas nie ma" :P :P :P 

Jak się rzadko widujemy to nie ma czasu na spory :)