Rozumiem was dziewczyny ale bez przesady. Przy dobrej organizacji da się zrobić wszystko Nawet obiad ugotować i posprzątać. Są matki które mają po 2-3 a nawet 4 dzieciaków i nie wykupują obiadów na kilka miesięcy. Dobra tam tydzień czy dwa ale 4 miesiące nie dać rady nic ugotować? Przepraszam was bardzo ale dla mnie to lekka przesada i żadna wymówka że wymagające dziecko. Mój mały miał drzemki po 15-20 min i godzinę wisiał na cycu i obiad był zawsze bo mam jeszcze córkę i męża którzy też by coś ciepłego chętnie zjedli.
Dokładnie cierpliwości można się nauczyć . Takie powiedzenie że nie ma się cierpliwości to tylko taka wymówka. Bo łatwo tak powiedzieć .
Ale ci fajnie ja niestety połóg spędzam bez męża, pacuje w Niemczech codziennie dojeżdża na szczęście ale wolnego nie może wziąć sobie niestety ![]()
Na szczęście mamy bardzo fajnego lekarza prowadzącego, który będzie odbierał poród i już zapowiedział, że jeżeli tat chce to wystawi mężowi L4 na mnie na 3 tygodnie, później urlop i mąż będzie miał jeszcze do wykorzystania zaległy urlop. Teraz oszczędza, żeby móc być z nami jak najdłużej. Bardzo chce być obecny przez pierwsze miesiące życia małego, bardzo się przykłada w szkole rodzenia
Mam nadzieję, że nie minie mu to po pierwszej nieprzespanej nocy ![]()
Ja tam nie wnikam, czy dawała radę czy nie i nie mnie to oceniać. Stać ją było na to, miała taką ochotę, to sobie wykupowała. Nie za moje, więc mi to lotto
owszem, są mamy, które mają więcej dzieci, ale nie wszystko jest kwestią organizacji. Niektóre dzieci nie schodzą z rąk, nie odchodzą od piersi. Sama jak jeszcze karmiłam, to miałam tydzień, że nawet jadłam w łóżku, bo jak tylko wyszłam, to córka zaczynała się drzeć i wyć, więc sytuacje bywają różne. Przy córce do tej pory nie mogę czasami nic zrobić, bo ma dzień, że na macie bawi się super, ale tylko jak siedzę obok. Jak choćby wstanę, to jest wrzask.
Witaj
a może warto spróbować różnych spotkań typowo dla kobiet w ciąży? W wielu miastach są organizowane różne warsztaty, zajęcia, na którym można spotkać się z fachową kadrą, zdobyć dodatkową wiedzę odnośnie opieki nad Maluszkiem itd., porozmawiać z innymi mamami, wymienić doświadczenia. To zajmuje sporo czasu, a potrafi “wciągnąć”
Dodatkowo plusem jest, że są to zazwyczaj bezpłatne zajęcia, a masz tematy z zakresu szkół rodzenia, za które nie raz trzeba sporo zapłacić.
A jeśli wspominasz, że grozi Ci poród przedwczesny i bezpieczniej zostać w domu, to często można znaleźć ciekawe webinary dla przyszłych mam/rodziców, jest również wiele bezpłatnych i można spędzić w ten sposób wiele czasu. Ewentualnie wykupić sobie szkołę rodzenia online, tam jest wiele wykładów do obejrzenia, są ćwiczenia nawet dla mam, które powinny się oszczędzać, więc na pewno udałoby się znaleźć coś wartościowego dla siebie. ![]()
A no to pewnie że tak niech każdy sobie robi co uważa za stosowne. Ale moim zdaniem jednak jest to kwestia organizacji. kazdy ma gorszy dzień nawet niemowlaki ale na wiele rzeczy przy jednym dziecku można sobie pozwolić to przy dwójce już nie mam mowy. Bo nie powiesz starszemu dziecku ,wyszukuje się sam do szkoły/przedszkola bo brat czy siostra płaczą., mój mały też jadł godzinami i miał drzemki po 15 min a usypianie trwało pół godziny ale jakoś wszystko byłam w stanie zrobić. Może w domu nie było błysku bo czasami naczynia cały dzień stały w zlewie czekając na zmycie ale obiad był zawsze i do tego jeszcze nie mieliśmy ogrodzenia i pieska w domu więc z nim trzeba było kilka razy w ciągu dnia wychodzić chociaż na siku. Mąż w zasadzie wychodził o 6 i wracal o 18-19. Nie miałam idealnego niemowlaczka który jadł i spał i kilka osób do pomocy czasami też było ciężko dlatego nie rozumiem że czegoś można nie ogarnąć. Nie piszę tego personalnie do Ciebie pisze ogólnie.
O to mój wziął okolicznościowy plus jakieś zaległe które musiał wykorzystać dni urlopu 2 tygodnie miał zwolnienia na mnie przez CC i 2 tyg tacierzynskiego i właśnie czas w szpitalu i ten ponad miesiąc by z nami. Bardzo cenię sobie że mogliśmy sobie na to pozwolić bo było dużo załatwiania spraw papierkowych plus właśnie przyzwyczajanie się do nowej roli
Zgodzę się, czasem mam dzień że zrobię wszystko i jeszcze serial obejrzę a są dni że nie zrobię nic, nawet obiad ciężko mi odgrzać i zjeść bo się budzi non stop i tylko jak ja tyle to się uspokaja i śpi albo jak jestem obok na macie to się spokojnie i ładnie bawi bo na kanapie to już jest za daleko
Nie mierz wszystkich swoją miarą. To, że ktoś ma codziennie ugotowany obiad, wyszykowane dzieci do szkoły i ogarnięte milion innych rzeczy nie znaczy, że każdy tak będzie miał. Udało się Tobie - super, gratulacje. Natomiast uważam że słowa „wszystko jest kwestią organizacji” są krzywdzące dla mam, których dzieci są nieodkładalne. Sama mam synka, któremu na raz niedawno szły ząbki, miał skok, regres snu i do tego był chory. Z nim na rękach nie dałabym rady zrobić zbyt wiele. Obiad ogarniałam wieczorem jak spał, żeby był na drugi dzień ale w ciągu dnia nie miałam czasu zrobić praktycznie nic. Także drogie mamy pamiętajcie - nie wszystko jest „kwestią organizacji”. Jeżeli nie macie zrobionego obiadu, prania i innych rzeczy, a w zlewie leży sterta brudnych naczyń - to nic. Dzieci kiedyś dorosną, porządek w domu będzie, a one potrzebują nas teraz najbardziej❤️ Pozdrawiam.
Ja właśnie dzisiaj kupiłam nosidło na takie dni, akurat po zakupie nosidła musiałam wpaść do galerii po spodnie dla siebie i męża, córka siedziała w nim z godzinę i od razu dużo lepiej niż z wózkiem, w którym po prostu czasami siedzieć nie chce ![]()
Ja jednak podobnie jak @Xsan uważam, że to stwierdzenie jest trochę krzywdzące dla mam, które nie radzą sobie tak super. Pamiętajmy, że są dzieci, które wymagają naprawdę uwagi non stop, nawet chyba z ang jest skrót high need baby. No i też nie wszystkie mają kogoś do pomocy, u ciebie był mąż, okej, wieczorem bo wieczorem, ale ona została z dzieckiem tak naprawdę sama na 6 tygodni i sama musiała uporać się i z połogiem, z noworodkiem, kolkami itp.
Ja się jej nie dziwię, że postawiła na katering, bo zadbała o swój psychiczny komfort. Nie musiała się martwić, co na obiad zrobić i czy zdąży zrobić lub zjeść, tylko podwieźli pod drzwi i o której chciała, o tej jadła.
Też uważam, że czasem lepiej odpuścić i wziąć catering na te parę tygodni czy nawet miesięcy niż gotować obiad z płaczącym brzdącem w tle. Różne są dzieci. Jedne będą sobie grzecznie leżeć na macie, inne będą płakać gdy mama oddali się choćby na metr. Mój synek też był takim nieodkladalnym przypadkiem. Wydaje mi się, że to przez problem z napięciem i asymetrią. I naprawdę nawet wzięcie prysznica wiązało się z tym, że zaraz zaczynał płakać, gdzie kładłam go metr od siebie. Starałam się dużo robić w czasie jego drzemek, ale jak nie były to drzemki kontaktowe, to trwały raczej krótko, szczególnie na poczatku. Nie miałam opcji na ugotowaniu obiadu, który zajmuje więcej czasu. Nawet jak leżał na macie obok mnie to było niewystarczające. A w chustę nie mogłam go motać przez asymetrię. I tak albo robiłam wszystko z nim na rękach albo słuchałam ciągłego płaczu. Tak naprawdę dopiero mając około 1,5 roku zaczął się bawić samodzielnie i być mniej absorbujący. Tak to ciągle chciał na ręce albo żeby bawić się z nim. Co ciekawe jak mnie nie ma, to zupełnie inne dziecko. Bawi się sam, nie chodzi za ludźmi jak cień i nie płacze z byle powodu ![]()
To mnie nie pocieszyłaś🫠 Mam nadzieję, że mój „odklei się” ode mnie trochę szybciej niż 1.5 roku. Czasami ledwo zdążę pobiec po kubek dwa metry dalej, a afera taka jakbym go na cały dzień zostawiła…
Ja wiem,że byłam mega niezorganizowana przy pierwszym dziecku. Taka bardzo rozkojarzona, bo jak spał to gadałam przez telefon, albo zamiast zrobić obiad to 3 ubranka prasowalam 30 minut. A jak to robiłaś? Z synem na rękach? Czy w gondoli miałaś w kuchni i zabawiałas?
Mój syn ma 1.5 roku, to od niedawna się bawi sam, i rzeczywiście dużo mogę teraz zrobić w domu. Ale jak chce gdzieś iść, albo z kimś bawić to na 99% z mamą
mamoza w pełni. Długo to u Was trwało?
Prawdziwe mamisynki haha U nas jakoś na 6.5 msc się zaczęło. Aktualnie ma ponad 8 i nie wygląda jakby miało mu przejść🫠
Szkołę rodzenia mamy już za sobą, w sumie tylko ze względu na męża
Ja na co dzień pracuje z takimi maluszkami, więc temat opieki, pielęgnacji, itd… mam opanowany. Nawet w szkole rodzenia pomagałam z położną tatusiom przy kąpieli na sucho ![]()
Oj tak, to bardzo dużo też dla nas. Sama świadomość, że mąż jest obok i pomoże, okaże wsparcie to bardzo dużo
Mój sam pojechał do sklepu kupić chustę elastyczna, żeby w razie kryzysów w ciągu dnia móc mieć małego przy sobie. Wtedy ja mam odpoczywać
W szkole rodzenia, na zajęciach z chustonoszenia była nadaktywny i sprawdzał każdy rodzaj, który był dostępny na sali ![]()
To moja kocha sklepy i galerie
(jak mamusia) uwielbia patrzeć na te lampy co są na górze