Własny prowiant do szpitala?

Darulka ja tak samo wszystko jeszcze w rozsypce. Prawie nic z wyprawki nie mam przygotowane. Może przez to, że to drugie dziecko to tak sie nie spinam i już wiem co mi będzie potrzebne, wieć liczę na to, że szybko to ogardnę.  Póki co staram się ogarnać dom i przygotować coś do świąt a czas tak szybko leci i ciągle mi go brakuje. Do tego wszystkiego cały czas jeszcze pracuję zawodowo, więc o tyle tego czasu mam mniej, ale po świętach mam zamiar się ostro zabrać za przygotowania i liczę na to, że w dwa tygodnie uda mi się wszystko ogarnać

Kurczę ,ja gdybym teraz miała urodzić to wiem, że w szpitalu w którym zawsze rodziłam jedzenie było w miarę dobre tylko kwestia żeby się dostać bo ostatnio widziałam,że często odmawiali przyjęć przez to zamieszanie z covid.Ja wiem,że z trzecim dzieckiem też musiałabym liczyć się z około tygodniowym pobytem bo moich dość męczy żółtaczka.Jak urodziłam synka to pytali czy córka też miała takie wyniki bilirubiny bo z synem się powtórzyła historia i od razu powiedzieli,że jakby kiedyś trzecie to też będzie identycznie. Z głodu , jakby trzeba było to nawet to niejadalne musiało by wystarczyć bo niestety nie byłoby wyjścia.

aneczka ale przecież nie odetna cię od gorącej herbaty  pr.edzej nie pozwolą swoich czajników mieć

ewe no teraz wielka niewiadoma.jatylko z synem lezałam ok 10 dni bo byłam po terminie a tak odbydwie córki leżałam po 2 dni( rano sie urodziły więc na trzeci dzien juz pogłam opóścic szpital-a dzieci zdrowe z lekka zółtaczką)

Moniczka ja niestety jadłam obiady bo mi nie miał kto wozić,mimo że nie smakowały...

Moniczka masz rację z głodu to się i wszystko zje pamiętam jak mi zupa "w gardle rosła" ale co miałam zrobić jak szpital w którym rodziłam był oddalony 50 km od domu a w domu synuś był chory więc nie za bardzo chciał męża puścić ale 3 dni dało się radę. 

Ja przy pierwszym dziecku torbę do szpitala miałam spakowaną dużo wcześniej przy drugim już się tak nie spieszyła hehe 

Ja to uważam ,że "z braku laku to i kit dobry" Jeść coś trzeba , aby wracać do sił bo przy maleństwie nie ma przeproś i warto o to zadbać bo maluch nas potrzebuje. Mnie też nie specjalnie niektóre posiłki smakowały bo były dość takie nijakie,mało przyprawione,no ale lepsze to niż nic.Ważniejsze rzeczy miałam na głowie.

Ja pamiętam jak byłam w ciazy i trafiłam do szpitala na 2 tygodnie to nie mogłam jeść tego szpitalnego , jadłam zupy jakoś się nie mogłam przekonać ale pieniędzy też poszło sporo . Później jak trafiłam do szpitala na miesiąc w końcówce ciąży to jadłam nie było tak źle . A jak syn się urodził to fakt jadłam ale byłam w takim szoku , że nie miałam zbytnio apetytu na szczęście wyszliśmy normalnie do domu , no i wtedy były też odwiedziny więc inaczej niż teraz . Najlepiej jakieś suche prowianty , ja miałam sucharki , herbatniki , owoców trochę. Co by nie było jakoś musisz dać radę nawet się przemeczyc . W niektórych szpitalach można zostawić na portierni paczki więc może nie będzie tak źle .

DoNiWe ale też nie pozwolą każdej na spacerki po herbatę. Nie oszukujemy się lepiej żeby kontakt w szpitalu był ograniczony

Ja się nastawiam co ma być to będzie, trudno przeżyję jakoś te pare dni a jak się okaże, że będę musiała zostać na dłużej to też jakoś zorganizuje sobie, że kogoś poprosze aby mi przywiózł rzeczy, które już sobie prędzej w domu kupię i przygotuję.

Ja się nastawiam co ma być to będzie, trudno przeżyję jakoś te pare dni a jak się okaże, że będę musiała zostać na dłużej to też jakoś zorganizuje sobie, że kogoś poprosze aby mi przywiózł rzeczy, które już sobie prędzej w domu kupię i przygotuję.

chyba nie do konca każdy mnie zrozumiał... albo nie czytał. Nie chodzi o to zeby wybrzydzać, bo ja nie mam problemu z tym by zjeść suche ziemniaki czy ryż, byle jaką zupe czy kromkę chleba bez niczego etc. Chodzi bardziej o to, że będąc w szpitalu zdarzyly się ziemniaki niedogotowane - no chyba żadna z nas by nie zjadła, albo śledź z  beczki...chleb dwa razy był spleśniały. Dla mnie zjedzenie tego równało się z niewyjściem z toalety przez kilka godzin, gdyż mam wrzody żołądka, mam usunięty woreczek żółciowy i przewlekłe stany zapalne, więc wielu rzeczy zwyczajnie jeść mi nie wolno, a szpital to szpital, dają co mają i tyle. A zważywszy na to, że karmimy - to mi bynajmniej zalezy by to co zjadam było wartościowe. Wiem, że są szpitale które mają te progamy żywienia kobiet po porodzie, jest 5 posiłków i są w nich nawet owoce i jogurty i smaczne obiady. Ale nie każda z nas ma możliwość rodzić w takim miejscu... jesteśmy z całej Polski i uwierzcie, że w moich okolicach, szpital niczym nie przypomina tego co w "na dobre i na złe". Jak juz pisałam - gdybym miała pewność że ktoś mi podrzuci prowiant - nie było by pytania, a że wiem praktycznie na 100% że w obecnej sytuacji nie będzie takiej możliwości, to chcąc nie chcąc muszę się jakoś na to przygotować - żeby potem nie narzekać. Więc jeśli sama chcę zadbać o to zeby bylo mi lepiej, nie angażując w to nikogo i nie zmuszajac do gotowania mi i przywożenia to chyba nie jest żadna fanaberia a raczej sensowne podejście :)

Ewe to co mówisz nadaje się do zgłoszenia do sanepidu.. 

W głowie się nie mieści że takie sytuacje mają miejsce. 

Splesnialy chleb to ostre przegięcie :O 

Ewe podpowiedzialysmy z dziewczynami parę pomysłów mam nadzieję że jakoś sobie poradzisz w tym trudnym dla nas pacjentów czasie :) 

Ja cie rozumie.. Kto by chciał jeścć spleśniałe jedzenie. Wiadomo, yo nie hotel i nie ma co przesadzac ale nie ma tez co przesadzac w drugą strone 

ewe oczywiście..pisałam ci co ja miałam bo u mnie mimo ze jestem wszystkozerna to obiady na porodówce gorsze niż dla psa,coś tam zawsze dziubnełam bo człowiek głodny a i jeszcze u nas kolacja o 17,wiec ja musiałam miec cos do jedzenia

Aneczka mimo że rodziłam przed pandemią nigdy mi się nie zdazyło że poszłam do czajnika i była kolejka,wiec tu nie chodzi o spacery

DoNiWe co szpital to inne zasady ale w dobie koronawirusa jak nie wpuszczają odwiedzajacych to i pewnie pilnują żeby w sali być a nie wychodzic żeby ograniczyć te kontakty. Z innymi pacjentami plus personelem 

tak też o tym słyszałam, że zaleznie od szpitala - jeśli sale są z łazienkami, to nie ma mozliwości przemieszczania się po korytarzach etc. żeby własnie ogranicyć kontakt, a jeśli bez łazienek no to wiadomo, iść trzeba i raczej nie mogą wtedy zabronić. Jak wygląda kwestia czajników i lodówek czy wyposażenia sal to .. koleżanka ostatnio nadgorliwie dzwoniła o wszystko wypytać, to krótko mowiąc spławili ją na drzewo mowiąc że mają ważniejsze rzeczy na głowie niż tele informacja o luksusach szpitalnych i jak nie ma większych problemów to zeby nie blokowała linii. Biorąc pod uwagę fakt, że w obecnej sytuacji nie można się nastawić na konkretny szpital, bo - raz ze moga zamknąć na covidowy, dwa ze personel moze trafic na kwarantanne czy oddział i przyjec nie będzie, a trzy ze trzeba się liczyc z brakiem miejsc i nawet z akcją porodową odsyłają do innych... Także loteria troszkę z tym gdzie się trafi, bynajmniej w moich okolicach tak to wygląda. 

A co do jedzenia z którym miałam styczność 6 lat temu w szpitalu ... szczerze mowiąc nie myślałam o tym wtedy zeby awanturowac się czy składac jakieś donosy, wiadomo, co innego człowiek miał na uwadze, a że były normalne odwiedziny i maz przychodził codziennie z jedzeniem, to średnio mnie irytował poziom żywienia na tym oddziale. Aczkolwiek pewnie macie racje, że takei rzeczy podlegają pod złoszenie do sanepidu. 

Liczę że tym razem az takiej tragedii nie będzie :) pieczywo chrupkie mam juz zakupione, musy owocowe wyciskane i te z jogurtami również, są lżejsze niż słoiczki, więc stad taki wybór, rozglądam się jeszcze za tymi mini pasztecikami na raz etc. o których pisałyście, bo niestety w biedronie itd nie znalazłam takich małych, kasza kuskus i puszeczka z tunczykiem w warzywach też jest juz na stanie, więc myślę że jakoś to będzie ;)

Spleśniałe jedzenie to jest niewyobrażalne aby miało miejsce, ja bym zwróciła uwagę personelowi, który rozdaje jedzenie bo często szpitale mają jedzenie z zewnątrz z firmy cateringowej, która wygrała przetarg. Obecnie już raczej sporadycznie się zdarza, że gotują na miejscu. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca a odnośnie ilości jedzenia to już niestety nie wiemy na co trafimy. Chociaż dla kobiet w ciąży i po porodzie szpitale musza spełnić okreslone wytyczne odnośnie ilości kalori itp.

Stawiając się w sytuacji szpitala, też raczej nieuśmiechało by mi się odpowiadać nieustannie na pytania dzwoniących pacjentów, tym bardziej, że z pewnością wytyczne im się też co chwilę zmieniają.

Najlepszym rozwiazaniem to jest być przygotowowanym samemu na wszelkie okoliczności i uświadomić sobie, że będziemy zdane tylko i wyłącznie na siebie. 

madzia moze i maja wytyczne,normy ale gro szpitali niestety sie do tego nie stosuje...biorą najtańszy katering i tyle...

ewe a to juz powoli cos masz...

DoNiWe nawet najtańszy catering nie powinien takiego jedzenia dowozic przecież jak.szpital to zgłosi to kto to robił dostanie tak po tyłku że szok.

 

Powinni zglosic cos takiego koniecznie. Przeciez to sie w glowie nie miesci