Własny prowiant do szpitala?

Fajne są jeszcze owsianka np taki błyskawiczne w kubeczkach zalewasz tylko gorąca woda i masz gotowe, dodatkowo są też fajne kisle (nie wiem czy budyń też ale kisiel na pewno) z opcją zalewania zimna woda!! Także w razie W mógł by być jako przekąska, nie wiem jak się mają do KP np batoniki węglowodanowe czy proteinowe ale może warto poczytać i się dowiedzieć. 

Ewe no to rzeczywiście nie przyjemne sytuację , nie do pomyślenia żeby ziemniaki były surowe , albo chleb spleśniały. U mnie w szpitalu nie było to jedzenie jakieś super ale takie sytuacje się nie zdarzały . A to w tym szpitalu jest catering czy kuchnia ? 

Na pewno też fajnym pomysłem jest butelka filtrująca , sklepiki mogą być zamknięte , a wody też nie zabierzesz na raz dużo . Warto pomyśleć o takim rozwiązaniu :) 

Miejmy nadzieję, że teraz będziesz mieć ludzkie jedzenie. Teraz w większości szpitali funkcjonują cateringi zewnętrzne. 

ewe współczuję sytuacji, żadna z nas nie chciałaby jeść zepsutego jedzenia zwłaszcza w szpitalu. Ja za każdym razem jak byłam trafiałam na nieciekawe jedzenie, no ale nigdy nie było spleśniałe czy coś takiego...ogólnie mam wstręt do jedzenia w takim miejscu i zawsze jakoś wytrzymywałam te kilka dni. Jak leżałam z córką po porodzie przez 6 tygodni to też było rożnie z tym jedzeniem, bo mi nie przysługiwało szpitalne jedzenie tylko musiałam mieś wszystko swoje. Szpital oddalony o 50km od miejsca zamieszkania więc nie codziennie mógł do mnie partner dojechać żeby coś przywieźć, a nikogo innego nie wpuszczali, do sklepu też ciężko było wyskoczyć, może raz na 3 dni, a i szczerze mówiąc to ze względu na sytuację jaka była to nie potrafiłam nawet zrobić dla siebie zakupów bo byłam w takim amoku. Teraz jak tak czytam wasze wypowiedzi i wszystko sobie przypominam to muszę się bardziej zmobilizować, bo tak jak piszecie nie wiadomo czy coś nie wyniknie przez ten covid czy coś innego, a lepiej być przygotowaną i mieć nawet wszystko w domu, a partner najwyżej wszystko podrzuci, a jedzenie jest przecież ważne, żebyśmy miały czym karmić i mieć siły by zajmować się maleństwem.

Figa dla szpitali duże ułatwienie i koszta mniejsze pewnie.  Co kupić produkty, zaplacic wynagrodzenie kucharek itp to nie zapłacić za catering. A jeszcze pewnie mają taniej bo stała współpraca itp

wtedy kiedy ja rodziłam to w szpitalu był catering, za mały szpital żeby miec swoją kuchnie, oddział położniczy miał tylko jedną salę porodową, jedną łazienke na całą porodówkę i kilka sal poporodowych. Takze no co tu ukrywać, warunki spartańskie ;) ale personel był ok, położną miałam super, synka jakoś udało się sprowadzić na świat drogami natury, choc po długich meczarniach, niejako doceniam ze wszystko skończyło się dobrze :) takze wiecie, wtedy to co przynosili do jedzenia nie miało dla mnie znaczenia bo i tak wiedziałam że punkt 15 jak tylko zaczną się godziny odziwedzin, mąż przypędzi z obiadem i czymś na kolacje i śniadanie następnego dnia. Więc obeszłam się bez lodówki, nawet w termosie herbatę mi przywoził, więc z czajnika również nie musiałam korzystać ani martwić się lodówką. Teraz martwi mnie jednak fakt, że do końca nie wiem w jakim szpitalu i jak daleko przyjdzie mi urodzić...nigdy nie wiadomo czy np. po drodze nie trafi się kwarantanna czy to mojemu dziecku czy meżowi i w takiej sytuacji już nie mam na kogo liczyć, więc może trochę na wyrost ale jednak wolę być na wszystko przygotowana :)

 

ps. owsianki takie do kubeczka tez dzisiaj nabyłam w biedronce :D 

Ewe a z jakiego województwa jesteś? 

Teraz pandemia to na pewno trochę gorzej jeśli chodzi o jakieś cateringi. 

Matko, spleśniały chleb? U mnie jedzenie nie było pyszne, ale zjesć się dało. 

Mogłaś zrobić zdjęcia i wysłać do sanepidu. Na pewno by coś z tym zrobili

Niby tak ale z drugiej strony pewnie mają tyle roboty przez covida ze nie predko by sie tym zajeli

Anulka nie zgodzę się że teraz trudniej o cateringi. Ludzi trzeba nakarmić więc jest jak do tej pory nic się nie zmieniło w tej kwestii oprócz wymogów przygotowywania i dostarczania

aneczka teraz takie firmy dopiero funkcjonują,zreszta te firmy co robia jedzenie dla szpitali mimo pandemi na pewno normalnie funkcjonowały

Figa - opolskie

 

to było 6 lat temu, wiec COVID nie ma nic do rzeczy, raczej budżet szpitala i to jak jest zarządzany 

Oczywiście że tak przecież ludzie muszą jeść a tym bardziej że ciężko żeby ktoś coś dowiózł bo odwiedzin brak 

Ja przeszłam kilka szpitali i to albo ze sobą albo z dzieckiem i przyznam się, że jest rozbieżność bardzo duża w jednym mieście a nawet w miastach sąsiadujących. Zarówno pod kątem jedzenia jak i spania i ogólnych warunków. Szczerze mówiąc bardzo się zastanawiałam od czego to zależy.

Ja jestem z Pomorza i jedzenie nie jest najlepsze ale nigdy nie było tak żeby nie nadawało się do zjedzenia.. 

Szpital w ktorym ja rodzilam wyroznia sie na tle innych. Człowiek się czuje jak w hotelu. Ja bynajmnoej tsk się czułam jak leżałam na patologii przez tydzien jeszcze przed porodem. Leżałam, odpoczywałam i tylko mi jedzenie donoszono. I to bardzo dobre jedzenie :) 

Klaudia to super że.macie taki szpital

Najlepiej wziąść ze sobą jakieś przekąski przecież parę dni można przeżyć